Forum

Najciekawsze historie świata

Kultura
11 kwietnia 2013

Reportaż: czad nad Smoleńskiem

Nad punkiem szumiały brzozy

Dla białoruskiej kapeli Lapis Trubieckoj trasa po Rosji to powiew wolnego świata, a Smoleńsk znaczy tyle co Jarocin.
Tim Neshitov
Süddeutsche Zeitung Süddeutsche Zeitung

Codzienność w Smoleńsku, prowincjonalnym mieście na zachodzie Rosji, może wydawać się smutna, szczególnie komuś, kto przyjeżdża tu z zagranicy. Z toalety najstarszego soboru w mieście – Zaśnięcia Matki Bożej – bezdomni zrobili sobie noclegownię. Przed soborem krążą młode amerykańskie mormonki z nosami czerwonymi od zimna. Proponują młodzieży naukę angielskiego, by ta mogła znaleźć drogę do Boga. W lokalnej gazecie dyrektor Centrum Wychowania Obywatelsko-Patriotycznego apeluje do tej samej młodzieży o pracę dla dobra Rosji. Tak jak czyni to Władimir Putin.

Z brudnych nor

Są jednak ludzie, dla których Smoleńsk wcale nie jest taki ponury. To ludzie, którzy przybywają tu z sąsiedniej Białorusi. Dla nich Smoleńsk jest miejscem, gdzie mogą poczuć się wolni. Na zachodzie ich ojczyznę nazywa się „ostatnią europejską dyktaturą”. Od blisko 20 lat rządzi tam Alaksandr Łukaszenka, wybrany na kolejną kadencję w grudniu 2010 r. Protestujących, którzy wyszli na ulice, na jego rozkaz spałowano. Przeciwnicy reżimu zaczęli organizować milczące demonstracje, nikt już nie domagał się zmiany władzy, ludzie po prostu klaskali. W odpowiedzi Łukaszenka zabronił publicznego klaskania. Od tamtego czasu z powodu klaskania aresztowano i skazano na karę grzywny i pozbawienia wolności kilka tysięcy Białorusinów. 200 dolarów kary zapłacić musiał nawet pewien mężczyzna z Grodna, który ma tylko jedną rękę.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną