Forum

Najciekawsze historie świata

Kultura
11 kwietnia 2013

Muzyka: Giuseppe Verdi 1813–2013

Kataryniarz belcanta

Proste melodyjki, absurdalna intryga, zero głębi. Choć (prawie) wszyscy znają opery Giuseppe Verdiego, nie wszyscy je cenią.
MacLean’s

Giuseppe Verdi nigdy nie zostanie zapomniany, a jego dzieła królują w repertuarach wszystkich teatrów operowych świata. Ten twórca mało jednak zajmował się teorią muzyki, dlatego nawet ci, którzy wystawiają jego opery, traktują go protekcjonalnie. Biorą go bardziej za showmana niż człowieka z pomysłami. Czy twórca „Rigoletta”, „Traviaty” i „Otella” rzeczywiście sobie na to zasłużył?

Dyrektor Covent Garden powiedział niedawno, że Verdi to „taki Steven Spielberg swoich czasów”. Być może też trudniej mówić o nim, bo dożył późnych lat, pracował w pocie czoła i dorobił się wielkiej fortuny. – Verdi nie napisał niczego, co nadawałoby się do druku – mówi Conrad L. Osborne, wieloletni krytyk muzyczny miesięcznika „Opera News”. – Nie opowiadał się za żadną ideologią ani filozofią, nie założył teatru muzycznego w Bayreuth, nie był inspiracją dla XX-wiecznych okropności. On tylko komponował opery.

Um-pa-pa, um-pa-pa...

„Tylko” komponował (opery oraz „Requiem”, jedno z najpopularniejszych dzieł chóralnych wszech czasów), ale tak, że można go uznać za kompozytora operowego w pełnym rozumieniu tego słowa. Jego muzykę znają nawet ci, których noga nigdy w operze nie postała. Jednym z pierwszych nagraniowych hitów był duet „Invano Alvaro” z „Mocy przeznaczenia”.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć