Forum

Najciekawsze historie świata

Sport
11 kwietnia 2013

Sport: brazylijskie rozrachunki

Piłka krzyczy

Czy José Maria Marin, szef Brazylijskiej Konfederacji Piłkarskiej, ma na rękach krew ofiar dyktatury wojskowej, która przed laty rządziła krajem? – brytyjski dziennikarz śledczy Andrew Jennings twierdzi, że tak.
Andrew Jennings
Courrier International Courrier International

W ciągu 23 lat Ricardo Teixeira sprzeniewierzył miliony dolarów z FIFA i Brazylijskiej Konfederacji Piłkarskiej (CBF). W rezultacie w marcu ub. roku został wykluczony z władz piłkarskich. Czy obecny prezes piłkarskiego związku, 81-letni José Maria Marin, nie jest jednak gorszy od niego? Był bez wątpienia mocno zamieszany w grabieżczy system na szczytach brazylijskiego futbolu, choć nie ma na swoim koncie takich kradzieży, jakich dopuszczał się przez dwie dekady Tricky Ricky.

Tyle tylko, że wlecze się za nim coś innego, co nie ma nic wspólnego z piłką nożną. Coś niegodziwego, co wyłoniło się z przeszłości – z czasów dyktatury wojskowej. Wściekłość narasta w Sao Paulo, przed domem Marina urządzano manifestacje, gazety kipią gniewem, w senacie padły pod jego adresem oskarżenia, że ma „krew na rękach”. Cóż takiego uczynił?

Sadyści u władzy

Po zamachu stanu z 31 marca 1964 r. generałom zajęło cztery lata przygotowanie ustawy, która przeszła do historii pod nazwą Aktu Instytucjonalnego nr 5. Kongres został zawieszony, zakazano działalności większości partii politycznych, prawa człowieka poszły w zapomnienie. Wiedząc, że nie mają żadnej politycznej legitymizacji i są znienawidzeni przez społeczeństwo, generałowie nasilili cenzurę i wypowiedzieli wojnę opozycjonistom. A w cieniu tego prowadzili jeszcze brudniejszą wojnę – operację Bandeirantes (OBAN), kierowaną przez wysokich rangą policjantów i wojskowych.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć