Forum

Najciekawsze historie świata

Obyczaje
9 maja 2013

Tańcząca z małpami

Tarzan w spódnicy

Marinie Chapman nic nie sprawia takiej radości jak drapanie członków rodziny po głowach. Czasem daje im też po bananie, ale na drzewo ucieka coraz rzadziej.
Simon Hattenstone
The Guardian The Guardian

Już nie jest tak ruchliwa, jak dawniej. Nie jest jej łatwo wspinać się na drzewa i bujać na gałęziach. Cóż, ma około 60 lat, może nieco więcej, nie jest pewna. Marina Chapman twierdzi, że dorastała z małpami w kolumbijskiej dżungli. Jadła owoce i korzonki, spała w dziuplach, chodziła na czworaka. Gdy znaleźli ją myśliwi, nie pamiętała już języka. Dopiero wtedy życie dało się jej we znaki.

To nieprawdopodobna historia. Spisana w książce „The Girl With No Name” (Dziewczyna bez imienia) z pewnością daje powód do wielu pytań co do autentyzmu i pamięci. W jej pełnym książek, muzyki i obrazów domu w Bradford w jednym końcu salonu stoi fortepian, w drugim olbrzymie, kościelne organy. Jej mąż John jest emerytowanym naukowcem, córka Vanessa jest z zawodu kompozytorem, a druga, 32-letnia Joanna, ma troje dzieci i pracuje w centrum terapii dla kobiet w ciąży.

Porwana za młodu

Marina od 30 lat mieszka w Yorkshire. Opowiada swoje pierwsze wspomnienie tuż sprzed piątych urodzin. Bawiła się właśnie koło domu, gdy dwoje ludzi podkradło się do niej. – Widziałam czarną rękę z białą chusteczką. Mówi, że chusteczka była nasączona chloroformem. W książce pisze, że następnym, co pamięta, jest wyjazd do kolumbijskiej dżungli, gdzie została porzucona. W końcu natknęła się na liczną rodzinę małych małp.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć