Forum

Najciekawsze historie świata

Obyczaje
9 maja 2013

Nie ma wyjścia z piwnicy

3096 dni w 109 minut

Więził w piwnicy, bił, kopał, zmuszał do prac domowych – i tak przez osiem lat.
Martin Wolf
Der Spiegel Der Spiegel

Zachowała na pamiątkę pamiętnik, lalkę Barbie i radio. Lalka i radyjko to prezenty od porywacza. Na wszystkich przedmiotach znajdują się jeszcze drobinki proszku magnetycznego, którego używała policja, by zabezpieczyć odciski palców.

2 marca 1998 r. Natascha miała 10 lat i szła właśnie do szkoły, gdy jakiś mężczyzna wciągnął ją do zaparkowanego przy chodniku samochodu dostawczego. Dziewczynka zaginęła bez śladu. Policja szybko odłożyła tę sprawę do akt; terapeutka poradziła matce Nataschy, by wykupiła dla córki miejsce na cmentarzu.

Aż 23 sierpnia 2006 r. Natascha Kampusch pojawiła się znowu – miała już 18 lat. Po 3096 dniach spędzonych w niewoli w piwnicy domku jednorodzinnego na przedmieściach Wiednia udało jej się uciec porywaczowi. Ten przypadek obudził w wielu rodzicach zaginionych dzieci nadzieję, zarazem jednak nadszarpnął zaufaniem do austriackiej policji, która wyjątkowo niedbale prowadziła dochodzenie.

Nie być ofiarą

W dniu ucieczki – czy „wyrwania się na wolność”, jak nazywa to Kampusch – jej nazwisko poznał cały świat. Po dwóch tygodniach na wolności udzieliła pierwszego wywiadu telewizyjnego. Widzowie nie zobaczyli kupki nieszczęścia, tylko pewną siebie, młodą kobietę w chustce na głowie (jak później się okazało – chustka zasłaniała łysinę, którą wygolił jej porywacz). W sposób opanowany opowiadała o uwięzieniu i porywaczu, który raz nosił ją na rękach, innym razem wymierzał kopniaki. Przesłanie było jasne: nie chcę być ofiarą.

A dziś? Kim jest Natascha Kampusch obecnie? Kobieta odwraca się i pokazuje regał z książkami, na którym stoją zagraniczne wydania jej autobiografii. 37 przekładów, światowy bestseler.

Spotykamy się w Wiedniu, w sali konferencyjnej agencji, która zajmuje się terminarzem Kampusch. Wizażystka zadbała o jej makijaż, obok Nataschy siedzi jej doradca medialny Wolf­gang Brunner.

Jej przypadek opowiedziano już w licznych książkach i filmach dokumentalnych. Stał się tematem sztuk teatralnych i kryminałów. A teraz 25-letnia dziś Natascha jest bohaterką filmu fabularnego. Na ekrany kin wszedł obraz „3096” – osiem i pół roku uwięzienia, opowiedziane w 109 minut. Jest thrillerem psychologicznym.

Niektórzy uważają, że to ja wyrządziłam porywaczowi krzywdę.

Film nakręcono po angielsku – to produkt na światowy rynek. Reżyserowała Sherry Hormann, a autorem zdjęć był Michael Ballhaus, który współpracował z takimi reżyserami jak Martin Scorsese. „3096” jest równocześnie ostatnim projektem Bernda Eichingera, zmarłego przed dwoma laty producenta filmowego, który kiedyś brał udział w tak wielkich przedsięwzięciach jak „Upadek” czy „Pachnidło”.

Już w ciągu pierwszych tygodni na wolności Natascha otrzymała propozycje ekranizacji jej historii. – Przychodziły do mnie scenariusze z brutalnymi scenami przemocy i gwałtu, które nie miały nic wspólnego z moją historią. Wówczas wszystkie odrzuciła. Obecnie, otrzymawszy gwarancję, że będzie miała wpływ na scenariusz i może wyrzucić z niego to, co jej nie pasuje, udzieliła zgody. Chce zachować kontrolę nad swoją biografią. Także z tego względu od czasu do czasu godzi się na rozmowy z dziennikarzami. – Opowiadanie o swoich przejściach spełnia funkcję terapeutyczną. Gdybym milczała, pozostałabym w roli ofiary.

Dość już plotek!

Chce stawić czoło plotkom, oszczerstwom, kpinom. Od lat brukowce i niektórzy śledczy spekulują na temat charakteru jej związku z Wolf­gangiem Priklopilem, jej porywaczem, który w dniu, w którym uciekła, popełnił samobójstwo. Wielu zastanawiało się, czemu nie wymknęła się wcześniej, np. gdy Priklopil przyprowadzał ją z piwnicy, w której była więziona, do swojego mieszkania na górze. Szef komisji, która nadzorowała pracę śledczych, stwierdził w jednym z wywiadów (robiąc aluzję do nieszczęśliwego dzieciństwa Nataschy, której rodzice się rozeszli – przyp. FORUM), że być może „to uwięzienie było mimo wszystko lepsze od tego, co przedtem”.

Sprawca miesiącami przygotowywał dla swojej ofiary specjalne pomieszczenie pod ziemią wielkości pięciu metrów kwadratowych, z wentylacją, toaletą i umywalką. Wejście ukryte było w sejfie. Dodatkowo znajdowało się za ważącymi 150 kg drzwiami z żelazobetonu. Za nimi znajdowały się kolejne, tym razem drewniane. Nawet podczas dokładnej rewizji trudno byłoby odnaleźć to pomieszczenie.

Sprawca odgrywał Boga. Jedzenie, światło, powietrze, muzyka. Priklopil wszystko wydzielał. Odcinał prąd, gdy tylko chciał. Nie miała wtedy światła i nie mogła słuchać radia. Dawał jej coś do jedzenia albo nie dawał – w późniejszych latach skazywał ją na wielodniowe głodówki. Zamontował w celi głośnik, przez który wydawał rozkazy. Nakazał, by zwracała się do niego per „maestro”. Innym razem grał ze swoją więźniarką w chińczyka albo obdarowywał ją książkami: „Przygody Alicji w krainie czarów”, Karol May, Agatha Christie.

Jaki miał motyw? Ponoć mówił do niej: Podbiegłaś do mnie niczym bezdomny kot. Koty można sobie zatrzymać. Innym razem wyjawił jej, że zawsze marzył o własnej niewolnicy. Bił ją i kopał, zmuszał do prac domowych, a jeśli nie była posłuszna od razu, narzekał, że nie ma do niej odpowiedniej „instrukcji obsługi”. „Myślę, że przetrwałam to wszystko tylko dlatego, że jakoś się psychicznie od tego odcięłam. To nie była jakaś świadoma decyzja, tak mógłby zrobić ktoś dorosły. Ja tę zmianę w psychice przeszłam nieświadomie, to był dziecięcy instynkt przetrwania. Mentalnie opuszczałam swoje ciało i z dystansu patrzyłam na to, jak on kopie 12-letnią dziewczynkę leżącą na podłodze – pisała w autobiografii. – Jakbym to nie ja była kopana, tylko zupełnie inna, obca osoba”.

Kto chce, może potraktować film jako kolejną próbę odcięcia się od tamtych wydarzeń. Natascha Kampusch może teraz obejrzeć w kinie, jak dwie aktorki starają się być Nataschą Kampusch i jakoś przetrwać. Czy porównuje obrazy na ekranie z obrazami wspomnień we własnej głowie? Zamiast bezpośrednio odpowiedzieć na to pytanie, Natascha opowiada, jak odwiedzała ekipę filmową podczas zdjęć, z jaką dokładnością zrekonstruowano miejsce jej przetrzymywania. Scenografowie odwiedzili miejsce, gdzie trzymał ją porywacz, i starali się jak najdokładniej odtworzyć je na potrzeby filmu. – Wizyta na planie filmowym była dla mnie bardzo przytłaczająca – wspomina Kampusch – ale jednocześnie dodała mi odwagi, bo się przekonałam, że jakoś udało mi się stamtąd wydostać. Wtedy, w prawdziwym miejscu przetrzymywania, nie wiedziałam, czy przeżyję. Razem z Thure Lindhardtem, który gra rolę porywacza, zjadła kawałek tortu: To było zabawne, bo trochę od niego podjadłam. W rzeczywistości było zawsze na odwrót. Film skupia się – zgodnie z tytułem – na okresie uwięzienia. „3096 dni” zainscenizowano w sposób tak powściągliwy, jak to tylko możliwe przy tak dramatycznym materiale. Może dlatego film jest istotnie wstrząsający. Widz może go znieść tylko dlatego, że zna zakończenie.

Bił i przytulał

A jednak nie jest to obraz przygnębiający. Ukazuje niezwykłą siłę dziewczynki, która dorosła w całkowicie niesprzyjających warunkach, jej wolę przetrwania, wytrwałość w walce o własne „ja”, które porywacz cały czas usiłuje stłamsić. – Nigdy nie udało mu się mnie złamać – podkreśla Natascha. „3096 dni” pokazuje najważniejsze sceny z książki Kampusch, np. wyjazd na narty z porywaczem, gdy dziewczyna bezskutecznie usiłowała porozmawiać z nieznajomą turystką.

Tylko w jednym momencie film wykracza poza książkowy wzór. Kampusch zawsze odmawiała ujawniania szczegółów na temat swojego życia seksualnego podczas uwięzienia. – To ostatni skrawek sfery prywatnej, który chcę zachować dla siebie. W autobiografii zdradziła jedynie: „Mężczyzna, który mnie bił, który zamknął mnie w piwnicy i skazywał na głodowanie, chciał się również przytulać. W sposób kontrolowany, związawszy mi wcześniej ręce, w nocy”.

Ludzie kochają ofiarę tylko wówczas, gdy czują nad nią wyższość.

Filmowy porywacz przywiązuje w sypialni jeden z nadgarstków ofiary do własnego, ale nie kończy się na przytulaniu. Porywacz kładzie się na ofierze i pojękuje, ona się nie rusza. Kamera pokazuje w tej chwili twarz odtwórczyni głównej roli, Antonii Campbell-Hughes. Nie ma na niej śladu emocji poza wyraźnym postanowieniem, że przetrwa także to. Kampusch mówi, że podczas lektury scenariusza zaskoczyła ją ta scena. Zgodziła się jednak na nią, bo nie jest upokarzająca ani krzywdząca. – Ludzie, którzy fantazjują o seksualnych gierkach, będą rozczarowani.

„3096 dni” kończy się ucieczką Nataschy, jej ponownym spotkaniem z rodzicami i samobójstwem porywacza. W prawdziwym życiu ta historia nie ma końca. Proces przed sądem, wyrok, który zamykałby sprawę – w tym przypadku to nie było możliwe. – Prawdopodobnie lepiej by było, gdyby Priklopil przeżył – twierdzi Kampusch. – Wówczas jasne byłoby, że to ja jestem ofiarą. Odwrotnie niż teraz, gdy niektórzy patrzą na mnie tak, jakbym to ja wyrządziła porywaczowi jakąś krzywdę. A ja muszę z tym żyć.

W Austrii sprawa wciąż ma swój wymiar polityczny. W zeszłym roku minister sprawiedliwości i spraw wewnętrznych poprosiła nawet FBI i niemiecki Bundeskriminalamt o pomoc w ponownym prześwietleniu sprawy. Wielu wciąż jeszcze uważa, że Priklopil musiał mieć wspólników, a Kampusch przemilcza jakieś istotne kwestie. Z drugiej strony wielu Austriaków chciałoby, żeby sprawa już przycichła. Przechodnie w Wiedniu nieraz zaczepiają Nataschę w niesympatyczny sposób, internet pełen jest obelg pod jej adresem. – To dla mnie bardzo trudne do zniesienia – przyznaje kobieta. – Chcą mnie zmusić do wyjazdu za granicę albo do samobójstwa.

Takie reakcje wywołały u niej kolejną traumę. „Ludzie kochają ofiarę tylko wówczas, gdy czują nad nią wyższość” – napisała w autobiografii.

Kiedy akurat nie opowiada o swoim porwaniu, stara się normalnie żyć. W trzy lata po ucieczce ukończyła szkołę średnią w Niemczech, zaczęła kształcić się w kierunku zawodu złotnika, ale przerwała naukę po pół roku. Na szyi nosi własnoręcznie zrobiony naszyjnik ze srebrnych kółek i ametystów.

Jest jeszcze dom, w którym była przetrzymywana przez 3096 dni, dom Wolfganga Priklopila. Kupiła go – to swego rodzaju wyrównanie rachunków. Stoi pusty, Kampusch mówi jednak, że ważne było dla niej, by mieć nad tym miejscem kontrolę. Teraz, gdy porywacz już nie żyje, urzędy gorliwie korzystają z prawa do kontroli tego miejsca. Nowa właścicielka otrzymała pismo z nakazem zlikwidowania podziemnego pomieszczenia, zbudowanego bez stosownych zezwoleń. Aby spełnić to polecenie, zatrudniła architekta i firmę budowlaną. Pomieszczenie zostało zasypane. Jeśli Kampusch kiedyś zechce zajrzeć do swojej piwnicy, może to zrobić w studiu. Zbudowane na potrzeby filmu pomieszczenie wciąż istnieje.

© Der Spiegel, distr. by NYT Synd.

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć