Forum

Najciekawsze historie świata

Rozmowa
23 maja 2013

Rozmowa z najsłynniejszym chińskim dysydentem

Szukam guza

Porwany, aresztowany, bity, nachodzony przez tajniaków artysta Ai Weiwei nie dał się złamać. Ten niepokorny dysydent stał sie utrapieniem chińskiego reżimu.
rozm. Wu Dandan, Bernhard Zand
Der Spiegel Der Spiegel

Pewna włoska galeria zapowiada wystawę ukazującą pana „u szczytu możliwości twórczych”. Tak się pan czuje?
Ai Weiwei: Daleko mi jeszcze do szczytu. Dopiero się rozgrzewam.

Dla mnie sztuka polega na ciągłym szukaniu nowych możliwości i próbach przekraczania granic tego, co zastane. Artysta musi ze szczególną wrażliwością reagować na rzeczywistość i jej przemiany.

Można to robić, będąc słynnym na całym świecie?
Mam 55 lat, a jako artysta dopiero od 8–9 lat jestem znany na świecie. Jednak od trzech lat – trzech najbardziej szalonych lat mojego życia – nie mogę wyjechać z Chin. Dlatego sława niespecjalnie wpływa na moje życie codzienne.

W tym roku reprezentuje pan Niemcy na Biennale w Wenecji – wspólnie z trzema innymi artystami. Udo Kittelmann, dyrektor Berlińskiej Galerii Narodowej, krytykował ten wybór. Twierdzi, że wszyscy inni znajdą się w pańskim cieniu.
Po części to prawda. Ale po pierwsze – fizycznie mnie tam wcale nie będzie, a po drugie – wysyłam swoje prace nie po to, żeby robić samemu sobie reklamę. Chodzi mi o konkretny przekaz. Przeszedłem przez bardzo ciężki etap, podczas którego wielokrotnie zagrożone było moje życie, byłem krzywdzony fizycznie i aresztowany, moje atelier zostało zniszczone, a na dodatek nałożono na mnie gigantyczne podatki.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną