Forum

Najciekawsze historie świata

Obyczaje
20 czerwca 2013

Turborodzina

Ile mam mam?

Na kogo wyrasta chłopiec poczęty in vitro i wychowywany przez lesbijki?
The Guardian
Tygodnik FORUM Tygodnik FORUM

Pytana o to, jaką była matką, Janis Hetherington bez wahania odpowiada: Niekonwencjonalną. Twierdzi, że znacznie bliżej jej do typowego ojca niż do typowej matki. – Ponieważ musiałam być jednocześnie i jednym, i drugim, moje wychowywanie bywało dość schizofreniczne. Dziś ma 67 lat, a jej 41-letni syn wraz z żoną zamierzają wkrótce sami zostać rodzicami. Gdy w 1971 r. 25-letnia Janis i jej ówczesna partnerka Judy wznosiły z sąsiadami toast za zdrowie przyszłego potomka, nic nie zwiastowało nadchodzących trudności. Ciąża przebiegała bez problemów, a lekarz traktował ciężarną jak każdą inną przyszłą matkę. Jednak już w szpitalu, tuż przed porodem, Janis umieszczono w osobnym pomieszczeniu – położna nie chciała, żeby obecność „dwóch matek” denerwowała inne ciężarne. W styczniu 1972 r. na świat przyszedł mały Nick Hetherington. Janis miała 16 lat, gdy wdała się w swój pierwszy lesbijski romans. Jako początkująca aktorka wyjechała z trupą teatralną do Paryża, gdzie obracała się wśród miejscowej bohemy. Przez moment pracowała nawet jako burdelmama. To właśnie we Francji po raz pierwszy spotkała parę, której dziecko zostało poczęte metodą sztucznego zapłodnienia. W Wielkiej Brytanii zabieg sztucznego zapłodnienia wykonywano niezwykle rzadko. Nawet heteroseksualnym parom ciężko było wychować tak poczęte dziecko, unikając wytykania palcami.

Ojcu dziękujemy

Wówczas wcale nie chciałam mieć dziecka, ale ta myśl została mi z tyłu głowy. Gdy w latach 60. wróciła do Anglii, związała się z mężczyzną. Przez jakiś czas mieszkała z prawnikiem, który przymykał oko na jej lesbijskie romanse. Rzuciła go w roku 1970, kiedy poznała Judy. Zakochała się z wzajemnością i wraz z Judy oraz jej pięcioletnią córką Lisą przeprowadziła się do małej mieściny Bicester w hrabstwie Oxfordshire. Opieka nad dzieckiem obudziła w niej pragnienie macierzyństwa.

Ponieważ sztuczne zapłodnienie stosowano w Anglii rzadko, Janis, chcąc uniknąć problemów, postanowiła od razu zwrócić się o pomoc do znajomego lekarza. Gdy ten zgodził się wykonać zabieg, musiała jeszcze uzyskać pozytywną opinię dwóch niezależnych psychiatrów i znaleźć dawcę nasienia. To ostatnie okazało się najtrudniejsze. Janis nie chciała bowiem, żeby biologiczny ojciec wywierał jakikolwiek wpływ na wychowanie dziecka. Doktor zaproponował własną kandydaturę. – Z punktu widzenia etyki lekarskiej wszedł na grząski grunt – wspomina Janis. Ponieważ jednak nie było mowy o stosunku, oboje doszli do wniosku, że od strony moralnej układowi nie można niczego zarzucić. Lekarz bez problemu przystał na warunki Janis, był również dość atrakcyjny i nie zażądał za usługę horrendalnej sumy. Zapłodnił kobietę za pomocą strzykawki.

Dziewięć miesięcy po narodzinach Nicka Judy zmarła na zawał. Janis postanowiła walczyć w sądzie o prawo do opieki nad jej córką Lisą. Wiedziała, że czeka ją prawdziwa batalia z prawem. Problemy zaczęły się już kilka godzin po śmierci Judy, gdy Janis powiedziano, że do identyfikacji zwłok jej partnerki będzie potrzebny ktoś z „prawdziwej” rodziny. Była jednak zdeterminowana. – Obiecałam Lisie, że nie pozwolę jej nikomu zabrać – mówi Janis, która po dwóch długich latach wygrała sprawę.

Gdy Nick miał dwa lata, Janis poznała swoją obecną partnerkę, Barbarę, która stała się dla niego drugą mamą. Hetheringtonowie czuli się pionierami nowego typu rodziny. – Byłam pierwsza, więc czułam się straszliwie samotna – wyznaje Janis. – Moi przeciwnicy tylko czekali, żeby powinęła mi się noga. Nick ma podobne spostrzeżenia. – Nauczyciele, politycy, dziennikarze interesowali się nami, licząc na to, że znajdą w tym układzie jakiś haczyk. Często czuł się samotny, nie miał z kim dzielić swoich doświadczeń. Nie był jednak prześladowany w szkole. Ba, chwalił się swoimi mamami. Pamięta, jak powtarzał kolegom, że są nudni, bo mają zwykłe rodziny.

Wiem, że jestem hetero

Jego dzieciństwo było dalekie od zwyczajności. Ponieważ jego matka jest lesbijką, często automatycznie zakładano, że on sam jest gejem. W konsekwencji wielokrotnie musiał odrzucać awanse mężczyzn. – Teraz mama ma sześćdziesiątkę, ale nadal lubi prowadzić ekscytujące życie. Proszę sobie wyobrazić, jaki miała styl jako dwudziesto- i trzydziestolatka. Dorastałem w warunkach dużej otwartości. Było dużo imprez. Mama chodziła do klubów gejowskich i wracała do domu z wieloma znajomymi. Były tańce, muzyka. Żadnych narkotyków, ale dużo przygód i eksperymentów – wspomina. – Był taki czas, gdy miałem 15 albo 16 lat, kiedy nie byłem niczego pewien i wypróbowywałem różne rzeczy. Ale nawet wtedy doskonale wiedziałem, że jestem heteroseksualnym mężczyzną. Dla rodziny najgorszy był czas nastoletniego buntu. Nick czuł wtedy ogromną presję, by nie okazywać, że ma z czymś problem. – Chyba próbowałem po prostu chronić mamę – opowiada. – Gdybym przyznał, że jestem nieszczęśliwy i skonfundowany, środowisko LGBT zaczęłoby w nas wątpić. Jednak w ich życiu nie brakowało dramatów. – Byliśmy na siebie wściekli. Nie dlatego, że mama jest lesbijką, ale z powodu różnicy charakterów. Nie byłem najłatwiejszym dzieckiem. Sytuacja była jeszcze cięższa dla Lisy, którą wychowywały dwie osoby niepołączone z nią więzami krwi. Jej relacja z nową partnerką Janis, Barbarą, była szczególnie trudna. Gdy Janis pokłóciła się z Lisą o któregoś z jej chłopaków, ta wyjechała do Australii i całkowicie zerwała kontakt z rodziną.

Szkolnym kolegom Nick powtarzał, że są nudni, bo mają zwykłe rodziny

Gdy Nick również się usamodzielnił, od razu opuścił dom rodzinny. Przez blisko dwa lata nie utrzymywał kontaktu z matką. – Nie miałem dla niej czasu. Zacząłem pracować i zarabiać pieniądze, wydawało mi się, że nie jest mi do niczego potrzebna. Zajął się pisaniem scenariuszy, zrobił karierę, osiadł na stałe w Nowym Jorku, gdzie przy pracy nad dziecięcą kreskówką poznał producentkę telewizyjną Soo Kim. To ona namówiła go, by odnowił kontakt z Janis.

– Dużo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że dla niej to też nie było łatwe. Dwa lata temu wziął ślub z Soo Kim. Janis nie mogła przylecieć z powodu stanu zdrowia, ale połączyła się z nimi za pomocą Skype’a i przeczytała dla młodej pary wiersz. – Nick będzie wspaniałym ojcem – mówi. – Jest nie tylko moim synem, ale też najlepszym przyjacielem. Nick jest szczęśliwy. W Nowym Jorku został członkiem fundacji COLAGE założonej przez dzieci homoseksualnych rodziców.

Kilka lat temu Janis spotkała się z lekarzem, który wykonał zabieg zapłodnienia. Doktor dotrzymał słowa i nie ingerował w ich życie, a Nick nie czuł potrzeby odszukania biologicznego ojca, wpadli więc na siebie zupełnie przypadkowo. Doktor spytał, czy jest dumna z syna. – Bardzo – odpowiedziała. – To najlepszy prezent, jaki mogłeś mi dać.

The Guardian, Daily Mail

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć