Forum

Najciekawsze historie świata

Legendy
20 czerwca 2013

Black Sabath znowu straszy

Chore potwory

Starych diabłów diabli nie wzięli. Między odwykiem a chemioterapią dziadkowie heavy metalu z Black Sabbath urządzili sobie zmartwychwstanie. Woleli nie czekać na Halloween...
Philipp Oehmke
Der Spiegel Der Spiegel

Powinien się teraz śmiać czy porządnie wkurzyć? Geezer Butler przyleciał specjalnie z Los Angeles. No dobra, poprzedniego wieczoru wypił chyba o jedną butelkę wina za dużo i teraz jest odrobinę zmęczony, ale przecież jest w tym cholernym londyńskim apartamencie hotelowym, jak się umówili. Kto jednak u licha się nie stawił? Ozzy. – Oczywiście. Pieprzony Ozzy Osbourne. Ponad 30 lat temu z hukiem wyrzucili go z zespołu, bo nigdy nie było go wtedy, kiedy trzeba – albo był pijany, albo pod wpływem kokainy. Tak to już z Ozzym było – i tak jest też teraz, kiedy wszyscy chcą po raz ostatni zrobić coś razem. Także Tony Iommi, gitarzysta Black Sabbath, znalazł tego ranka drogę do hotelu, by udzielić kilku wywiadów.

Ozzy rzekomo już od lat jest „czysty”. Od czasu, gdy pół świata patrzyło, jak w serialu MTV „The Osbournes” zataczał się po swoim domu w Los Angeles. Tony śmieje się dźwięcznym śmiechem starej gwiazdy rocka. – No tak, jasne! Ozzy przestał pić. Na szyi Tony’ego dynda srebrny krzyż. Na czubkach dwóch palców prawej dłoni nosi dwie dziwne nakładki w kolorze ciała. W 1965 roku, gdy miał 17 lat, ostatniego dnia swojej pracy w fabryce odciął sobie opuszki palców maszyną do cięcia blachy. Lekarze powiedzieli mu, że już nigdy nie zagra na gitarze. Jednak Iommi zmajstrował te nakładki z plastiku i skóry, a gitarę nastroił kilka półtonów niżej, żeby można było łatwiej przyciskać struny.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć