Forum

Najciekawsze historie świata

Psychologia
20 czerwca 2013

Najmodniejsza choroba świata

Życie na biegunach

Sojusz przemysłu farmaceutycznego i rozrywkowego lansuje modę na zaburzenie afektywne dwubiegunowe. W show-biznesie każdy powinien na to cierpieć.
Elsa Vigoureux
Le Nouvel Observateur Le Nouvel Observateur

Mamy nową „epidemię” epoki – bipolar style. Jim Carrey, Kim Novak, Catherine Zeta-Jones, Winona Ryder, Mike Tyson to najsławniejsze jej ofiary. Gwiazdy decydują się na psychiatryczny coming out. Opowiadają o huśtawce nastrojów, przeżywaniu raz depresji, raz euforii, życiu na prochach. Wewnętrzny rozstrój i słabość przekuwają w talent na oczach zachwyconych fanów. W filmach pojawili się nowi bohaterowie typu borderline; w komedii romantycznej „Poradnik pozytywnego myślenia” bohaterowie sypią anegdotami o działaniu seroquelu, abilify, xanaksu. Mnożą się też pośmiertne diagnozy dotyczące sławnych ludzi: chorobę dwubiegunową przypisuje się Napoleonowi, van Goghowi, Nietzschemu.

To jest sexy

„Zaburzenie afektywne dwubiegunowe stało się sposobem na życie” – stwierdza psychiatra Thierry Haustgen w wydanej właśnie we Francji książce „Idées reçues sur les troubles bipolaires”. Dowodem na to jest popularny belgijski aktor Benoit Poelvoorde. – Nie jestem chory. Jestem dwubiegunowy jak wielu ludzi – oświadczył w jednym z wywiadów. I to właśnie ta odrobina szaleństwa ma rzekomo czynić go kimś tak wyjątkowym. Bywa to wręcz sexy. I napędza Carrie Mathison, genialną maniakalno-depresyjną bohaterkę serialu „Homeland” bijącego rekordy popularności. To kliniczny przykład amerykańskiego strachu przed wrogiem wewnętrznym, który tak naprawdę jest chorobą. Bohaterka jest agentką CIA. Wbrew wszystkim uważa, że były amerykański jeniec w Iraku Nicholas Brody (grany przez Damiana Lewisa) nie jest bohaterem, lecz przeszedł na stronę wroga i przygotowuje zamachy. Widzowie serialu szybko utożsamili się z tą wątłą, zmienną, emocjonalną młodą kobietą, która jest także bardzo inteligentna, otwarta i obdarzona instynktem. Czy jest wizjonerką, czy też osobą pogrążoną w chorobliwej paranoi? A może to społeczeństwo jest bardziej chore i zaślepione niż ona?

Afektywne supergwiazdy są wymogiem epoki – komentuje psychiatra Lawrence Muldworf, współautor książki „Succes damné”: Ich wewnętrzne rozchwianie odpowiada trudnej kondycji naszych społeczeństw, jednocześnie mających nadzieje na postęp i wydanych na pastwę kryzysu.

Według Muldworfa „kliniczny obraz zaburzeń afektywnych dwubiegunowych jest raczej dobrze przedstawiony w tym serialu”. Tyle tylko, że fazy maniakalne i depresyjne u Carrie następują po sobie w szaleńczym tempie.

Ze swoimi humorami jak na huśtawce afektywni bohaterowie niosą również obietnicę nagłych zmian i niespodzianek. Twórcy amerykańskich seriali świetnie to zrozumieli. Od momentu premiery serialu „Sześć stóp pod ziemią” (z lat 2001–2005) pojawia się coraz więcej produkcji, których bohaterowie wykazują różne zaburzenia. Znajdujemy ich w takich popularnych serialach jak „Prawo i bezprawie”, „Niepokorni” albo „Friday Night Lights”. Z dużego ekranu pamiętamy choćby bohatera „Kochanków” w reżyserii Jamesa Graya – „dwubiegunowego” i rozdartego między dwiema kobietami. Miłość jest chorobą psychiczną…

Na wesoło

Ta fala obejmuje już nawet komedie romantyczne: „Poradnik pozytywnego myślenia” zawiera wszystkie niezbędne składniki gatunku (nawet choreografię w stylu „Dirty Dancing”), ale jego bohater jest istnym anty-Hugh Grantem. Podrywa, rozmawiając o lekach. Film jest uroczy, opowiada się za odmiennością i otrzymał Oscara.

Zaletą tych przedstawień jest to, że zdejmują piętno z chorych. Zagrożenie natomiast polega na tym, że lansują modę na te zaburzenia. Widzimy coraz więcej ludzi, którzy zgłaszają się, obwieszczając: „Jestem afektywny”. Jednak na ogół nimi nie są – mówi francuski specjalista. Lubią sobie po prostu pofantazjować, tak jak w kinie.

Zaburzenia psychiczne ukazane w taki sposób stają się trendy. „Osoby dwubiegunowe mają teraz swoje stowarzyszenia, fundacje, podręczniki etykiety, praktyczne przewodniki, fora dyskusyjne, swoich wielkich ludzi i swoje małe opowiastki, którymi chcą się podzielić” – pisze Thierry Haustgen. Społeczeństwo na pęczki wymyśla sobie pacjentów dwubiegunowych.

Pacjenci wykazujący najmocniejsze zaburzenia, przytłoczeni dodatkowo efektem mody, cierpią z tego powodu i pogrążają się w chorobie psychicznej. Takiej, która zniszczyła życie Denise Mignot. Potrafiła ona w dowolnym momencie wsiąść do samochodu, by przemierzać nocą setki kilometrów, wciskając gaz do dechy i się dziwiąc, że auto już bardziej nie przyspiesza. Wyrzucono ją z pracy za to, że znieważała przełożonych. W domu kiedyś „omal nie zabiła” swojego męża. Niekiedy uważała się „za Superwoman, zdolną do wszystkiego, a zwłaszcza do tego, co najgorsze”. Potem się uspokajała – i upadała na duchu. Wtedy tygodniami gniła w łóżku, nawet się nie myjąc.

Leczcie się!

Terminologia zmieniła się w 1980 r., kiedy to w „The Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders” (DSM), publikowanym przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (APA), zastąpiono termin „psychoza maniakalno-depresyjna” określeniem „choroba afektywna dwubiegunowa”. Przemysł farmaceutyczny stał już w blokach startowych z nowych lekami mającymi „stabilizować” nasze nastroje.

„Rynek atypowych leków przeciwpsychotycznych ma dziś wartość 18 mld dol., czyli dwukrotnie wyższą od przychodów z leków przeciwdepresyjnych w 2001 r.” – pisze filozof i historyk Mikkel Borch-Jacobsen w książce „Fabrique des folies”. Liczba zdiagnozowanych przypadków gwałtownie rośnie. W Stanach Zjednoczonych odsetek dzieci uznanych za „afektywne” zwiększył się czterdziestokrotnie w ciągu 20 lat! Borch-Jacobsen chętnie powołuje się na artykuł z tygodnika „Time” pod tytułem „Manic Depression: Young and Bipolar”. Wyliczano w nim na użytek rodziców serię oznak zwiastujących chorobę, takich jak brzydkie pismo, skargi na nudę, ale też fakt, że dziecko jest bardzo kreatywne, ma problemy z porannym wstawaniem, nie znosi czekania i klnie jak szewc, gdy się rozzłości.

A przecież w psychiatrii istnieje konsens, że „choroba maniakalno-depresyjna nie pojawia się prawie nigdy przed okresem dojrzewania”, jak stwierdza walijski psychiatra David Healy, światowej sławy ekspert od leków psychotropowych (założyciel strony internetowej www.rxisk.org).

Ale co tam, inne kraje, w tym Francja, też idą tym śladem. – Znam przypadek nadpobudliwego siedmioletniego chłopczyka, który dostawał regulator nastroju, aby przeciwdziałać skutkom ritalinu – oburza się Claude Finkelstein, prezes Krajowej Federacji Stowarzyszeń Użytkowników w Psychiatrii. Dziś liczba Francuzów, u których psychiatrzy, psycholodzy i lekarze pierwszego kontaktu rozpoznali chorobę dwubiegunową, wynosi jakoby trzy miliony.

Ta zawyżona liczba jest być może oznaką innej choroby – społecznej i w tym przypadku zupełnie realnej, o czym pisze Lise Demailly, autorka książki „Sociologie des troubles mentaux”. A mianowicie zagubienia ogarniętego bezsilnością społeczeństwa, w którym „narasta presja związana z normami zachowań, nie toleruje się niezwykłości, dziwactwa, zmęczenia” – a więc w sumie wszystkiego, co wykracza poza ramy. Gdzie „cierpienie zostało skrajnie zindywidualizowane, spsychiatryzowane”. Jak gdyby szał na punkcie zaburzeń afektywnych dwubiegunowych był tylko nowym dziwactwem zbitego z tropu społeczeństwa.

Le Nouvel Observateur

 ***

Kaprysy geniuszy

Historia kultury to dzieło ludzi cierpiących. Na co? Rzecz jasna na zaburzenie, które jest hitem psychiatrii ostatnich lat.

Jest 3 stycznia 1889 r. w Turynie. Mężczyzna obejmuje konia wybatożonego na jego oczach przez woźnicę, po czym zalewa się łzami. To Fryderyk Nietzsche. Przyjaciel zabiera go, odwozi do Bazylei i oddaje do szpitala. Filozof twierdzi, że jest „tyranem z Turynu”, ma kłopoty ze snem, potrafi tańczyć nago po nocach. Wysyła też chaotyczne listy, które podpisuje „Ukrzyżowany” albo „Dionizos”. W klinice lekarze odnotowują: „Megalomania, splątanie”. Jakie było źródło choroby? W owym czasie niemiecki psychiatra Emil Kraepelin nie wymyślił jeszcze terminu „psychoza maniakalno-depresyjna” – nastąpiło to dopiero w 1899 roku. Ówcześni specjaliści sugerują syfilis mózgu. Obecnie wydaje się bardziej prawdopodobne, że filozof cierpiał na zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Taka jest przynajmniej hipoteza psychiatry Jacques’a Rogé, autora książki „Le Syndrome de Nietzsche”. Kryzys turyński nastąpił krótko po epizodzie maniakalnego pobudzenia, opisywanym przez samego Nietzschego jako „cudowna jesień”, kiedy to napisał „Ecce Homo”.

Przejść do wieczności

Nietzsche, Winston Churchill, Lincoln, Goethe, Virginia Woolf, Robert Schumann, Vincent van Gogh… Powiązania między chorobą afektywną dwubiegunową a kreatywnością były w ostatnich latach tematem wielu badań. „Psychiatria to młoda dyscyplina. Od lat 80. wiemy więcej o zaburzeniach afektywnych dwubiegunowych. W przypadku wielu tych osobistości mamy dość dokładny obraz kliniczny” – analizuje Philippe Brenot, psychiatra i autor książki „Le Génie et la Folie”.

Tak oto mąż Virginii Woolf opisał fazy maniakalne pisarki – okresy superkreatywności i podniecenia (gdy myślała, że słyszy ptaki mówiące po grecku), po których następowały chwile rozpaczy i milczenia. Autorka „Pani Dalloway” popełniła w końcu samobójstwo w wieku 59 lat. Churchill z kolei wspominał o black dogs – fazach melancholii, które go powalały i które próbował zwalczać alkoholem. Jeśli chodzi o Roberta Schumanna, którego wzloty i upadki znamy z pamiętnika jego żony Klary, to pewnego dnia wyszedł z domu w kapciach, by rzucić się do Renu, ale został uratowany przez flisaków i do śmierci pozostał w zakładzie dla nerwowo chorych. On także łączył na przemian fazy melancholii i twórczego pobudzenia i stworzył dwie wyimaginowane postaci, Euzebiusza i Florestana: były to jego dwa „ja” – dwa imiona, którymi podpisywał swe dzieła.

Fatum talentu

Kolejną przeklętą rodziną byli Hemingwayowie. Amerykański pisarz Ernest strzelił sobie w głowę po długich pobytach w klinice Mayo, gdzie był leczony elektrowstrząsami z choroby afektywnej dwubiegunowej. Podobnie jak uczynili to jego brat Leicester i ojciec Clarence. Jego siostra Ursula sięgnęła po leki, by skończyć ze sobą, tak samo jak później jego wnuczka Margaux.

Fatum związane z geniuszem? Ta hipoteza została wzmocniona przez naukowców ze szwedzkiego Instytutu Karolinska, którzy skompilowali dane z dokumentacji medycznej prawie miliona pacjentów zgromadzonej w ciągu 40 lat i odkryli, że w rodzinach ze stwierdzonymi przypadkami choroby dwubiegunowej i schizofrenii było więcej artystów.

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć