Forum

Najciekawsze historie świata

Historia
18 lipca 2013

Radziecka lekkość bytu

Człowiek w złotych binoklach

Ulubieniec Stalina, miłośnik kobiet i krzykliwych krawatów, wyprany z poglądów cynik i pragmatyk. Ławrientij Beria byłby na szczycie w każdym ustroju politycznym – opowiada pisarz Lew Łurje.
Lew Łurje
Ogoniok Ogoniok

W1945 r. podczas konferencji w Jałcie prezydent USA Franklin Delano Roosevelt spytał Stalina: Kim jest Beria? Radziecki przywódca odparł: To nasz Himmler. Na tle szarego stalinowskiego otoczenia Ławrientij Beria wyglądał jak barwny motyl. Bardziej przypominał gangstera z hollywoodzkich filmów noir niż aparatczyka. Nosił zawadiacki kapelusz z szerokim rondem, czarny płaszcz z watowanymi ramionami, fantazyjne krawaty i binokle w złotej oprawie.

Zajmujący wówczas wysokie stanowiska partyjne i państwowe działacze karierę zawdzięczali rewolucji bolszewickiej. Gdyby nie wybuchła, Nikita Chruszczow byłby elektrykiem w kopalni, a Wiaczesław Mołotow pozostałby na zesłaniu, pisząc od czasu do czasu do „Prawdy”. Beria natomiast zrobiłby karierę także za caratu. Rewolucja początkowo nawet pomieszała mu szyki. W 1915 r., w wieku 16 lat, wyjechał z rodzinnej Abchazji do Baku, gdzie podjął naukę w szkole technicznej i zaczął pracować przy wydobyciu ropy naftowej. Dla chłopskiego syna to wspaniały początek kariery. Beria dobrze się zapowiadał, został nawet wysłany na staż do Rumunii. Wszystko świetnie się układało, dopóki nie wybuchła rewolucja.

Pierwszy okres po rewolucji jest w życiorysie Berii nie do końca jasny. Wielokrotnie zarzucano mu, że pracował dla wywiadu Azerbejdżanu. On sam twierdził, że w marcu 1917 r. wstąpił do partii bolszewików, a po upadku komuny bakijskiej został na polecenie partii podwójnym agentem.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć