Forum

Najciekawsze historie świata

Obyczaje
1 sierpnia 2013

Kobiety na sprzedaż

Prostytutka to brzmi dumnie?

Gdy w Niemczech wprowadzono przepisy oficjalnie legalizujące najstarszy zawód świata, politycy zachłystywali się swoim liberalizmem. Okazało się jednak, że na nowym prawie najbardziej skorzystali sutenerzy i handlarze żywym towarem.
Cordula Meyer, Conny Neumann i inni
Der Spiegel Der Spiegel

W 2001 r. niemiecki Bundestag głosami czerwono-zielonej koalicji uchwalił ustawę, która miała polepszyć warunki pracy prostytutek. Dzięki niej zyskały prawo sądowego dochodzenia wypłaty swoich pensji, opłacania składek zdrowotnych i emerytalnych. Dziwka podobnie jak urzędniczka czy asystentka stomatologiczna miała spotykać się z akceptacją społeczną, a nie z pogardą. Ot, zawód jak każdy inny.

Tymczasem znający te problemy z bliska policjanci, organizacje kobiece i politycy są przekonani, że wbrew intencjom autorów ustawa wspiera głównie sutenerów. Sprawiła, że Niemcy stały się atrakcyjnym rynkiem dla handlarzy żywym towarem.

Frontem do alfonsa

Eksperci szacują, że w Niemczech pracuje nawet 200 tys. prostytutek. Według raportów sporządzonych przez organizacje i stowarzyszenia pomagające prostytutkom, od 65 do 80 proc. tych młodych kobiet pochodzi z zagranicy, większość z Rumunii i Bułgarii.

Alfonsi dokładnie je instruują, co mają opowiadać w razie kontroli. Bajeczka wygląda następująco: jeszcze u siebie w kraju dowiedziała się z internetu, że w niemieckim burdelu można dobrze zarobić, kupiła więc bilet na autobus i zjawiła się w klubie z własnej inicjatywy. Takie bajki pozwalają ukryć wszelkie poszlaki wskazujące na handel ludźmi, przemyt kobiet do Niemiec i ich wyzysk. Czynią z tych kobiet prostytutki, które same o sobie decydują – przedsiębiorczynie, które wybrały pole swojej działalności i którym Niemcy chcą teraz zaoferować dobre warunki do świadczenia seksusług.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć