Forum

Najciekawsze historie świata

Legendy
29 sierpnia 2013

Najbardziej nieprzyzwoita piosenka świata

Czuję oddech Serge'a

„Je t’aime... moi non plus”. Czy to możliwe, że ten ociekający seksem kawałek zaśpiewała Jane Birkin – kura domowa, której marzeniem było gotowanie mężowi zupki?
Willi Winkler
Süddeutsche Zeitung Süddeutsche Zeitung

Zwyczajny dom, taki jak wszystkie w piątej dzielnicy Paryża. Położony nieopodal bulwaru Saint-Germain, nie wyróżnia się – płaska fasada, drzwi otwierane tylko na kod. Przy aneksie kuchennym niepozornie ubrana starsza pani zmywa naczynia. Czy to ona?

Tak. Jane Birkin chowa się za okularami, prostym ubiorem i krzątaniną pani domu, ale to z pewnością ona: zjawiskowa i przypominająca wróżkę z tymi włosami i nadąsaną buzią.

Można ją natychmiast rozpoznać po dziewczęcym głosie. Jest delikatny i przenikliwy, jak w 1969 r., gdy śpiewała „Je t’aime... moi non plus”. Gdy na jednej z imprez w internacie dla chłopców po raz czwarty odsłuchiwaliśmy tę płytę i Birkin zaczynała wzdychać w jednoznaczny sposób, skazany na celibat opiekun wyskoczył ze swego pokoju i wyrwał płytę z paszczy gramofonu. Watykan wiedział już, dlaczego po „Je t’aime” moralny upadek cywilizacji Zachodu będzie nieunikniony.

Ciemności kryją sypialnię

Na wzmiankę o „Je t’aime” Birkin się rozpromienia. Serge Gainsbourg skomponował tę kołysankę specjalnie dla niej i dla siebie, co przyniosło im sławę najpopularniejszych kochanków na świecie (w rzeczywistości utwór powstał na prośbę Brigitte Bardot – przyp. FORUM). Ona miała 23 lata, on był już czterdziestolatkiem. Nic nie wskazywało wcześniej na to, że będzie taka odważna. Wychodząc po raz pierwszy za mąż, w dniu ślubu była dziewicą. Bardzo ją zdziwiło, że jej matka, aktorka Judy Campbell, nie mogła się pochwalić tym samym.

Jane w wieku 17 lat zakochała się na szkolnej wycieczce w swoim pierwszym mężczyźnie – starszym od niej o 13 lat Johnie Barrym. Cieszył się już światową sławą, bo to on skomponował motyw muzyczny do filmu o Jamesie Bondzie. Musiała czekać do osiągnięcia pełnoletności, żeby ojciec wyraził zgodę na małżeństwo. Wtedy już mogła Barry’emu ugotować zupę i robić kąpiel z bąbelkami. Właśnie tak wyglądało jej ówczesne wyobrażenie o szczęściu – być panią domu i matką.

W „Powiększeniu”, słynnym filmie Antonioniego o swingującym Londynie, można ją zobaczyć w roli piszczącej modelki rozbieranej przez fotografa (David Hemmings). Szokujące: bardzo nie chciała się publicznie rozbierać, kręciła tę scenę z wielką niechęcią. Zrobiła to, żeby zagrać na nosie mężowi, który zawsze ją podpuszczał: Tego na pewno nie zrobisz! Jeszcze większy szok: Barry nigdy nie widział żony nago, bo zawsze gasiła światło w sypialni. Prędko przychodzi sława, a jeszcze prędzej – ciąża. Gdy odprowadza lecącego do Los Angeles Barry’ego na lotnisko, pyta sama siebie z obawą: Chyba nie zrobi żadnego numeru w Hollywood? A jednak zrobił. – On miał romans, a ja miałam Kate. Wzięła pod pachę niemowlę, zadzwoniła do matki i spytała: Mogę wrócić do domu? Rodzice przyjęli ją z otwartymi ramionami.

Dziś wie, dlaczego mąż ją zdradził: Byłam nudziarą! 67-letnia Jane Birkin nadal wygląda na romantyczkę, targaną uczuciami i wydaną na pastwę bezwzględnych mężczyzn. – Niektórzy faceci naprawdę pójdą do łóżka z każdą. Nieważne, jak wygląda, ale to nic nie znaczy – mówi. Przyznaje jednak, że kiedyś zdarzyło jej się załamać przy swojej trzeciej córce, wówczas sześcioletniej Lou, i wykrzyknąć w łzach: Twój ojciec śpi ze wszystkimi aktorkami! Przyznaje również, że zwymiotowała na dywan, gdy uświadomiła sobie, jak ten ojciec – reżyser Jacques Doillon – był szczęśliwy ze swoją nową dziewczyną.

Ale o tym później. Młoda kobieta z dzieckiem, szukając pracy, przyjeżdża z Londynu do Paryża i przedstawia się pewnemu reżyserowi. Jest rok 1968, Paryż, ale ona nie zauważa ani maja ’68, ani ulicznych walk. Kręci trywialny film „Slogan”: główny bohater leży w wannie i stale mierzy ją wzrokiem od stóp do głów. Czego chce ten okropny typ? Jest pełen melancholii, bo właśnie rzuciła go dziewczyna: Brigitte Bardot poślubiła playboya Guntera Sachsa. Jane też dopiero co została porzucona. Spędzają razem pierwszą noc na zabawie. Jane niczego się przy tym bardziej nie obawia niż tego, że będzie musiała spać z tym Serge’em Gainsbourgiem. Zachowując ostrożność, zamyka się w łazience, a on już tymczasem pijany na amen pada na łóżko. – He was so sweet – ćwierka Jane z zachwytem.

Od razu zauważa, że Gainsbourg – najsławniejszy libertyn Francji – nie umie tańczyć, ale właśnie to wydaje jej się lovely. A także to, że zna go cały nocny półświatek: muzycy, transwestyci i przekupki. Jane kupuje rano płytę „Yummy, Yummy, Yummy (I Got Love in My Tummy)” zespołu Ohio Express i włożywszy ją pomiędzy palce u nóg śpiącego mężczyzny, spokojnie udaje się do domu.

Pijak i nudziara

Traci głowę. Już nie jest nudna, a Serge kocha ją taką, jaka jest. Rysuje dla niej, po chłopięcemu, swój ideał piękna – z małym biustem i szerokimi biodrami, takimi jak jej. – Twierdził, że boi się dużego biustu. Brzmiało to trochę dziwnie, zważywszy, że jeszcze niedawno trzymał w swoich rękach najsławniejszą parę piersi na świecie. Niewątpliwie sprawia jednak, że jest szczęśliwa. Do dzisiaj żyje z nim w tym szczęściu, może nawet większym, niż gdy jeszcze chodził po ziemi. Opuściła go 33 lata temu, on nie żyje od 22 lat, ale był i pozostaje mężczyzną jej życia. Byli ze sobą 12 lat, mają córkę Charlotte, która jest dziś znaną aktorką. Pisał piosenki dla obydwu i pod jego okiem Brytyjka Jane wyrosła na artystkę, która w Paryżu uosabiała ideał dziewczęcej Francuzeczki.

Nie ma go jednak na wyłączność. Serge to pomnik narodowy. Na jego grobie fani zostawiają papierosy gitanes, by mógł sobie popalać w wieczności, i szklanki do whisky, które przypominają, że zapił się na śmierć. Czy to prawda, że ją bił? – Po kielichu niejedno się zdarza. Czyli jednak? – Miało to wyglądać tak, jakby mnie bił, była to część inscenizacji. Ale lekko z nim nie było. Zostawiła go.

Rewolucja? Coś słyszałam

Zakochała się w młodym bogu. Reżyser Jacques Doillon był prawie w jej wieku i chciał, żeby zagrała w jego filmie. Przystała na jego zabiegi i zagrała. Choć była już w ciąży z Doillonem, Serge pragnął, by nagrała dla niego jeszcze jeden album z piosenkami – „Baby Alone in Babylone”. – Musiałam wyrazić jego smutek, musiałam powiedzieć, co on czuł. To on był tym skrzywdzonym, to on był dziewczyną. Śpiewałam tak wysoko, jak chciał, tak wysoko, że aż bolało. Myślałam, że przynajmniej tyle mogę dla niego zrobić. Musiała zostawić Serge’a, by ponownie stanąć na nogi, ale mimo to prześladowały ją wyrzuty sumienia. Czy poradzi sobie bez niej?

Udało się, ale tylko dlatego, że nigdy go całkowicie nie zostawiła. Gdy urodziła się Lou, jej trzecia córka z trzecim mężem, Jane najpierw zadzwoniła do drugiego męża. Zasypał nie swoje dziecko prezentami, które lokaje w liberiach przynieśli do szpitala. Jak mogła go nie wpuścić do domu, gdy przychodził nagle o drugiej w nocy, bo był głodny lub samotny? – Stawałam wtedy znowu przy kuchence i gotowałam dla niego. Czułam się uprzywilejowana, że pozostał ze mną jako przyjaciel. Gdy zaprzyjaźnieni ze sobą Gainsbourg i jej ojciec zmarli krótko po sobie, nie mogła się otrząsnąć przez długie miesiące.

Jej mieszkanie przypomina garderobę dla aktorów wypełnioną pamiątkami. Tylko zdjęcia są uporządkowane: córki, wnuki, a między nimi François Mitterrand, który zawiesza na piersi mężczyzny w ciemnych okularach Order Legii Honorowej. To jej ojciec David Birkin – czwarty, a może właśnie pierwszy mężczyzna w jej życiu. Był bohaterem wojennym, ale nie zastrzelił ani jednego człowieka. W zasadzie nie nadawał się na wojnę, ponieważ podczas operacji przerwano mu nerw wzrokowy. Mimo to sterował okrętem, który zabrał w nocy żołnierzy z okupowanej Francji do Anglii, a z powrotem przeprawił do Bretanii bojowników Ruchu Oporu – wśród nich także Mitterranda.

Mimo „Powiększenia”, mimo „Je t’ai-me” nie przeżyła ani swingującego Londynu, ani paryskiego maja ’68. – Nie przypominam sobie, żebym się dobrze bawiła w latach 60. Nadrobiła to swoją własną rewolucją. Na początku lat 90., już po odejściu Doillona, wojna domowa w Jugosławii uratowała jej życie. – Są różne powody, dla których jedzie się do Sarajewa – przyznaje. Gdy Serbowie ostrzeliwali miasto, do którego chciała się dostać, kazano jej siedzieć w czołgu. – Myślałam o ojcu. Wcześniej dzwoniła do matki, by spytać, co jest ważne podczas wojny i czego należy dostarczyć okupowanym. Matka przeżyła wojnę i wiedziała, co jest ważne: perfumy. Birkin udała się z najmłodszą córką na zakupy, po satynową bieliznę. – Taki luksus jest ważny dla podtrzymania morale.

Świat do zmiany

Pokazuje na swoim laptopie nakręcony w domu film: ona, troje dzieci i wnuki w jej domu w Bretanii. Dzieci zrobiły pudding, nakarmiły indyka. Żadnych mężczyzn na obrazku. Mimo różnych ojców wszystkie są do niej podobne: wieczne dziewczęta o uwodzicielskim czarze. Najstarsza Kate osiągnęła sukces jako fotografka, Charlotte jest sławną aktorką, a Lou uchodzi za największą wschodzącą gwiazdę Francji. W zeszłym roku jej płyta wielokrotnie zdobyła platynę.

Jane opowiada o Fukuszimie i Rwandzie, gdzie śpiewa i walczy. Chce coś zmienić na świecie. Już jako dziecko brała udział z ojcem w manifestacji przeciw karze śmierci, potem przeciwko wyzyskowi, minom przeciwpiechotnym, a także na rzecz prawa do aborcji, pokoju i z wyrazami poparcia dla Aung San Suu Kyi.

Godzinami opowiada też o Barrym, Doillonie i sukcesach swoich córek. O ojcu i oczywiście o Serge’u. Jej opowieść kończy się w zaskakujący sposób. – Jedyna kraina, do której chciałabym wrócić, to moje dzieciństwo.

Süddeutsche Zeitung

Jane Birkin (ur. w 1946 r.), angielsko-francuska aktorka i piosenkarka. Córka aktorki Judy Campbell, od 1968 r. mieszka i pracuje we Francji. Jej burzliwy związek z piosenkarzem, poetą i skandalistą Serge’em Gainsbourgiem (1928–1991) zaowocował wspólnymi przebojami muzycznymi („Je t’aime... moi non plus”, „Baby Alone in Babylone”) i rolami filmowymi („Slogan”, „Z przymrużeniem oka”). Nagrała ponad dziesięć płyt solowych, kilkakrotnie koncertowała w Polsce. Była żoną kompozytora filmowego Johna Barry’ego, Serge’a Gainsbourga i reżysera Jacques’a Doillona. Ma trzy córki (Kate Barry jest fotografką, Charlotte Gainsbourg i Lou Doillon są aktorkami i piosenkarkami).

***

O czym oni naprawdę śpiewają

Je t’aime... moi non plus
(Kocham cię... ja też nie)

Muzyka i słowa: Serge Gainsbourg

Wykonanie: Jane Birkin i Serge Gainsbourg*

J.B.: Kocham cię! Och, tak, kocham cię!
S.G.: Ja też nie...
J.B.: Och, kochanie...
S.G.: Rozchwiany jak fala,
dochodzę, dochodzę i wchodzę
między twoimi lędźwiami
i zatrzymuję się.
J.B.: Kocham cię, kocham cię!
S.G.: Ja też nie...
J.B.: Och, kochanie...
Ty jesteś falą, ja nagą wyspą.
Dochodzisz i wchodzisz
między moimi lędźwiami
a ja łączę się z tobą.
Kocham cię, kocham cię!
S.G.: Ja też nie...
J.B.: Och, kochanie...
S.G.: Miłość fizyczna jest bez wyjścia.
Dochodzę, dochodzę i wchodzę
między twoimi lędźwiami
i zatrzymuję się
J.B.: Nie! Teraz! Chodź!

* Po raz pierwszy piosenka została wykonana w 1967 r. przez autora i Brigitte Bardot, Ówczesny mąż aktorki, miliarder Gunter Sachs, pod groźbą procesu uniemożliwił rozpowszechnianie tego nagrania. Wersja z udziałem Jane Birkin powstała w 1969 r.

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć