Forum

Najciekawsze historie świata

Sport
29 sierpnia 2013

Roger Federer - spadająca rakieta

Zejdzie? Nie zejdzie?

Ten, który wyrwał profesjonalnego tenisa z łap napakowanych mięśniaków i znów uczynił zeń finezyjną grę dla dżentelmenów – Roger Federer – pada ofiarą odwetu. Jego wyrafinowane zagrania zmiata z kortu brutalna siła młodszych.
The Daily Telegraph
Tygodnik FORUM Tygodnik FORUM

Gdy w tegorocznym turnieju na Wimbledonie Roger Federer zaczął przegrywać z Ukraińcem Serhijem Stachowskim, zajmującym odległe 116 miejsce w rankingu światowych tenisistów (znany był wcześniej głównie z tego, że wyciągnął na korcie telefon komórkowy, żeby zrobić zdjęcie śladu po spornej piłce), stało się jasne, że pewna era dobiega końca. „Tak upadają giganci” – podsumował „The Daily Telegraph”.

Sam tenisista już chyba czuł zbliżający się kryzys, bo coraz wyraźniej tracił nerwy. Na tegorocznym półfinale Australian Open w styczniu słynący z elegancji i dobrych manier sportowiec dwukrotnie wykrzykiwał obelgi pod adresem Andy’ego Murraya (który puścił to mimo uszu i wygrał w pięciu setach). A we wspomnianym meczu ze Stachowskim na Wimbledonie w czwartym secie zachował się jeszcze gorzej: Stachowski podbiegł do siatki, by odbić piłkę, która padła na sam środek jego pola, na co Federer odpowiedział potężnym backhandowym wolejem skierowanym… prosto w przeciwnika! Uderzenie było nieprawdopodobnie brutalne – jeden z przyrządów pomiarowych odnotował, że piłka pędziła z prędkością 154 km na godzinę. Stachowski nawet nie próbował odbijać, rzucił się tylko na ziemię i o włos uniknął uderzenia. Piłka pomknęła daleko za linię końcową kortu. Federer rzecz jasna zaprzeczał, jakoby celował w Ukraińca, ale to nie miało już znaczenia.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć