Forum

Najciekawsze historie świata

Wydarzenia
26 września 2013

Nie strzelaj, Ameryko!

Spluwa na muszce

Dwie ostatnie masakry w USA od nowa rozgrzewają debatę o ograniczeniu dostępu do broni.
The Washington Post
Tygodnik FORUM Tygodnik FORUM

Ten człowiek był tykającą bombą zegarową. 7 sierpnia br. 34-letni Aaron Alexis zadzwonił na policję w Rhode Island, skarżąc się, że jest śledzony. Jacyś ludzie mieli razić go falami mikrofalowymi przez ściany, powodując drżenie skóry i bezsenność. Cały czas słyszał głosy w głowie. Kilkakrotnie zmieniał hotel, by umknąć prześladowcom, ale ci nie chcieli się od niego odczepić. Alexis miał halucynacje, napady lęku, powoli osuwał się w paranoję. Ale przesłuchujący go policjanci mieli dlań tylko jedną radę: Trzymaj się z daleka od tych facetów.

Zdrowy jak świr

Dwa tygodnie później Alexis przeniósł się w okolice Waszyngtonu. W jednym z licencjonowanych sklepów z bronią nabył strzelbę i naboje. Nieważne, że od dwóch miesięcy leczył się na bezsenność w szpitalu dla weteranów. Oficjalnie nie był chory psychicznie (nie było decyzji sądu ani nakazu przymusowego leczenia w zakładzie zamkniętym), więc formalnie nic nie stało na przeszkodzie, by nabył broń. Nawet jeśli kiedyś przestrzelił sąsiadowi sufit, a bawiąc w Seattle, podziurawił kulami koła samochodu nieznajomego kierowcy, który go wkurzył.

W poniedziałek 16 września Aaron Alexis okazał przepustkę pracownika kontraktowego przy wjeździe do bazy morskiej marynarki wojennej w Waszyngtonie. Chwilę potem wyjął strzelbę i zaczął strzelać do ludzi jak do kaczek. Zabitym strażnikom odebrał karabin szturmowy AR-15. Wybierał cel jak snajper, ręka mu nie drżała. Zanim padł w wymianie ognia z policją, zastrzelił 12 osób, 15 ciężko ranił. Morderczy rajd trwał 40 minut, a sprawcy nie przeszkadzały w zabijaniu ani głosy w głowie, ani rzekomo depczący mu po piętach prześladowcy. Z relacji bliskich wynika, że Aaron był „kochanym chłopakiem”, który cierpiał na syndrom stresu pourazowego (PSTD). Nabawił się go, gdy ratował ofiary z zawalonych wież World Trade Center 11 września 2001 r. Kolejna rocznica zamachów mogła „odświeżyć” traumatyczne przeżycia Aarona.

W amerykańskich mediach po raz kolejny rozgorzała tradycyjna już dyskusja nad ograniczeniem dostępu Amerykanów do broni. Prezydent Barack Obama na razie nie zająknął się na temat wprowadzenia ewentualnych obostrzeń przepisów, ale nakazał sprawdzenie procedur bezpieczeństwa. Najwyraźniej odrobił lekcję po poprzedniej masakrze z grudnia ub.r. w Newtown, gdzie 20-letni Adam Lanza najpierw zastrzelił matkę, a potem uzbrojony po zęby pojawił się w szkole, w której pracowała; zabił 26 osób, w tym 20 dzieci; po czym popełnił samobójstwo. Po tej tragedii Biały Dom próbował zaostrzyć przepisy o zakupie broni (pół- i całkowicie automatycznej), ale projekt ugrzązł w Izbie Reprezentantów.

Winne prawo czy państwo?

Konserwatywni amerykańscy publicyści przekonują, że to nie druga poprawka do konstytucji (dająca Amerykanom prawo do posiadania broni) jest problemem, lecz nieskuteczne państwo, które nie potrafi ochronić obywateli. Charles Krauthammer na łamach dziennika „The Washington Post” zapewniał, że trzydzieści parę lat temu Alexis zostałby natychmiast zamknięty w psychiatryku i poddany przymusowemu leczeniu antydepresentami. Z tak radykalną kuracją mogą nie zgadzać się amerykańscy lewicowcy, ale nawet oni przyznają, że w Stanach Zjednoczonych leczenie osób psychicznie chorych szwankuje i coś z tym trzeba zrobić. W 2012 r. magazyn „Mother Jones” przeanalizował 62 masakry z użyciem broni palnej. W 80 procentach przypadków sprawcy nabyli ją legalnie, nawet jeśli większość z nich (dokładnie 38) miała objawy paranoi i cierpiała na depresję. Alexis nie był zatem wyjątkiem.

Na razie nie wiadomo, czy sprawcy strzelaniny w Chicago, do której doszło 20 września – zaledwie kilka dni po masakrze w Waszyngtonie – mieli jakieś problemy psychiczne. Ale czy można uznać za normalne, gdy ktoś zamiast pójść na piwo, chwyta za broń i jedzie wieczorem postrzelać sobie do ludzi?

The Washington Post, Mother Jones

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć