Forum

Najciekawsze historie świata

Ludzie
26 września 2013

Więzien realu - władca wirtualu

Jak w stacji kosmicznej

Julian Assange po roku zamknięcia w ambasadzie Ekwadoru wciąż próbuje robić dobrą minę do złej gry. W rzeczywistości znalazł się w ślepym zaułku, z którego szybko nie wyjdzie. Odsłaniamy kulisy życia w potrzasku.
Daily Mail
Tygodnik FORUM Tygodnik FORUM

Na parterze londyńskiej ambasady Ekwadoru na Hans Crescent 3 w dzielnicy Knightsbridge czujne oko kamery monitoringu przez 24 godziny na dobę obserwuje ślepy zaułek. Tu, w małym, liczącym kilkanaście metrów kwadratowych biurze mieszka Julian Assange, założyciel WikiLeaks. Od roku ukrywa się przed ekstradycją do Szwecji, gdzie czeka go proces za gwałt i molestowanie seksualne. Obawia się, że władze szwedzkie wydadzą go Amerykanom, a ci postawią mu zarzuty szpiegostwa za upublicznienie treści setek tysięcy depesz dyplomatycznych oraz utajnionych raportów US Army.

– Pierwsze dwa miesiące w ambasadzie były całkiem w porządku. Trwała wielka polityczna bitwa, byliśmy w uderzeniu. Musiałem nauczyć się używać różnych narzędzi na wypadek sytuacji kryzysowej i po prostu ułożyć sobie codzienne życie – mówi Assange. – Ale teraz sytuacja się ustabilizowała, a ta stabilność jest naprawdę denerwująca. Każda przedłużająca się niesprawiedliwość może się znormalizować.

Obywatel internetu

Żeby nie zwariować, Assange poświęca się pracy. Pracuje przez 17 godzin na dobę, siedem dni w tygodniu. Nie opuszcza go paranoja; skrupulatnie niszczy wszystkie papiery; komunikując się ze światem, korzysta z wyrafinowanych narzędzi szyfrujących. Udało mu się przegrupować swoje cyberimperium, koordynuje działania z ambasady przy pomocy laptopów i telefonów komórkowych.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć