Forum

Najciekawsze historie świata

Ludzie
7 listopada 2013

Mike Tyson - pięściarski fenomen

Łomot w gołębniku

Mike Tyson większość walk wygrywał, zanim jeszcze wyszedł na ring. Budził paniczny strach, może dlatego, że sam nie bał się nikogo i niczego.
The Telegraph (Australia)

Rywale bali się go jak ognia, czarna legenda zabijaki z Brooklynu siała w ich głowach spustoszenie. Szybkie lądowanie na deskach po piorunującym ciosie Bestii (jeden z przydomków Mike’a Tysona) wydawało się najłagodniejszym wymiarem kary. Przekonał się o tym Evander Holyfield, któremu Tyson odgryzł kawałek ucha podczas walki w 1997 r.

W autobiografii „Undisputed Truth” Tyson tłumaczy, że przeciwnik celowo uderzał go głową, a sędzia nie reagował. „Gdy zaczęła się trzecia runda, byłem wściekły. Chciałem jak najszybciej rozpocząć walkę. Udało mi się trafić Holyfielda kilkoma mocnymi ciosami. Publika szalała, a ja czułem, że losy walki się odwróciły. I wtedy on znów uderzył mnie głową. Poczułem się słabo, w oczach mi pociemniało, ale adrenalina i gniew pozwoliły przezwyciężyć słabość. Chciałem go zabić. Straciłem panowanie nad sobą. I ugryzłem go w ucho”.

Walka z Holyfieldem, która ostatecznie zakończyła się dyskwalifikacją Tysona, przypieczętowała jego sławę czarnej owcy światowego boksu. Jednak czarna legenda towarzyszyła Bestii od najmłodszych lat. Nawet jeśli z dziecięcych wspomnień Tysona, jakie ukazały się na łamach „New York Magazine”, wyłania się obraz nieśmiałego chłopaka, któremu po prostu zabrakło odrobiny miłości. Gdyby ją dostał, Tyson byłby dziś zupełnie innym człowiekiem, może nie tak sławnym, ale z pewnością bardziej szczęśliwym i pozbawionym tak wielu traumatycznych doświadczeń.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć