Forum

Najciekawsze historie świata

Reportaż
7 listopada 2013

Skradzione dzieciństwo

Fabryka małych niewolników

Po śmierci 1129 osób w kompleksie Rana Plaza wielkie szwalnie z Bangladeszu zaczęły pilnować wizerunku, więc jak ognia unikają dziennikarzy. Ale dzieci takie jak dziewięcioletnia Meem dalej harują po 12 godzin dziennie.
Environment

Są dni dobre i są takie, o których Meem chciałaby jak najszybciej zapomnieć. Tamten był dobry. Siedziała po turecku na cementowej podłodze, pośród wielkich stosów kołnierzy i mankietów koszul, specjalnymi szczypczykami usuwając zbędne nitki. Pracowała w skupieniu cały ranek, aż przerobiła stertę kołnierzy większą od niej. Wtedy napiła się wody z pogiętej plastikowej butelki, pokręciła się po hali, pomasowała chwilę plecy i zabrała się za rękawy. I tak od dziewiątej rano do 21, z godzinną przerwą na obiad.

Dzień był dobry, bo nie nawalił prąd i bez przerwy pracował wiatrak u sufitu, więc nie zrobiło się nieznośnie gorąco; zjadła smaczne rybne curry; a menedżer piętra nie nakrzyczał na nią, że znów za głośno nuci pod nosem. Dziewięcioletnia Meem jest pomocą krawiecką w szwalni. Opowiada o niej kanadyjska dziennikarka Raveena Aulakh. – Przez kilka letnich dni była moim szefem – wspomina. – Nauczyła mnie, jak operować szczypcami i że kiedy bolą plecy, pomaga uśmiech. Poznałam też kilka słów po bengalsku. „Sab bhalo” znaczy „wszystko w porządku”.

Zawsze na podłodze

Poranny szczyt w Dhace, siedmiomilionowej stolicy Bangladeszu. Na szerokiej ulicy ze starymi budynkami po obu stronach pełno riksz, zatłoczonych autobusów i dobrych samochodów. Z balkonów zwiesza się pranie, stoliki ulicznych jadłodajni sąsiadują z kramami rzeźników.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć