Forum

Najciekawsze historie świata

Rozmowa
21 listopada 2013

Michael Douglas: „Rak mnie wyleczył”

Już się nie boję

Nowotwór, kryzys małżeński, syn za kratkami. Michael Douglas w ostatnich latach nie miał lekko. Teraz błyszczy w filmie „Wielki Liberace” o homoseksualnym artyście estradowym.
Süddeutsche Zeitung
Tygodnik FORUM Tygodnik FORUM

Długo zastanawiał się pan, zanim przyjął propozycję zagrania roli Liberace’ego?
Nie. To wspaniała postać i scenariusz był znakomity. Na dokładkę Matt Damon miał grać razem ze mną. Cały pakiet był po prostu nie do odrzucenia. To moja najlepsza rola i najlepszy reżyser od czasu, kiedy zagrałem w „Wall Street”.

W filmie gra pan na fortepianie jak prawdziwy maestro...
Ależ co pan! To złudzenie… Ja w ogóle nie umiem grać na fortepianie. Spędziłem po prostu wiele tygodni, oglądając filmy z Liberace’em i próbując odtworzyć jego ruchy rąk na klawiaturze.

Trudno było się wcielić w tak wyrazistą postać?
I tak, i nie. Łatwo, bo Liberace był niezmiernie ekstrawagancką postacią. A jednocześnie trudno, bo za tą powierzchownością krył się wrażliwy, tajemniczy człowiek, zarazem wielkoduszny i skomplikowany. A poza tym to był prawdziwy artysta, z krwi i kości. Często wyszydzano jego muzykę, uznawaną za kiczowatą, ale w rzeczywistości to był wirtuoz, który brał bardzo na serio sztukę rozrywkową w swoim wydaniu.

Często się mówi, że aktor, który zagra geja, może zniszczyć swoją karierę…
Tak było w przeszłości. Teraz już nie, Bogu dzięki. Mam 69 lat, grywałem sympatyczne postacie, ale też niezbyt fajnych typów, takich jak Gordon Gekko w „Wall Street” czy detektyw Curran w „Nagim instynkcie”.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć