Forum

Najciekawsze historie świata

Reportaż
5 grudnia 2013

Od przesądu do samosądu

Polowanie na wiedźmy

Gdy przechodzi koło domu sąsiadów, pospiesznie łapią dzieci na ręce i chowają je, by nie mogła na nie spojrzeć. Słyszy, jak dorośli mówią: „Szybciej, uciekajcie, idzie czarownica!”.
Matteo Fagotto

Nilimoni Kumar to 56-letnia mieszkanka hinduskiej wioski, którą sąsiedzi uznali za nosicielkę złych duchów. Wspólnota ją wyklęła. To na indyjskiej prowincji normalne. Ubrana jest w proste białe sari, na przegubach rąk podzwaniają bransoletki. Na spotkanie zgodziła się po długich namowach, ale tylko daleko od jej wioski Tola we wschodnich Indiach. – To byłoby niebezpieczne. Gdy zostałam oskarżona o czary, żaden z sąsiadów nie przyszedł mi z pomocą – kobieta spuszcza oczy.

Do końca 2011 r. ta matka czworga dzieci prowadziła zwyczajne, szczęśliwe życie. Stan Dżarkand, gdzie mieszka, jest biedny. Ziemie liche, domostwa przeważnie z gliny. Ludzie żyją za mniej niż dolara dziennie. Mąż Nilimoni uprawiał spłachetek ziemi, który wniosła w posagu. Życie kobiety diametralnie zmieniło się po śmierci małżonka. Zachorowała żona kuzyna, nikt nie wiedział, co jej jest i jak jej pomóc. Krewni oskarżyli Nilimoni o czary, które sprowadziły chorobę. Kilka dni potem na jej dom napadli uzbrojeni w siekiery ludzie. Nie zabili jej tylko dlatego, że obronił ją syn.

Piętno na zawsze

Historia Nilimoni nie jest jedyna. W dzisiejszych Indiach etykietkę czarownicy czy wiedźmy przykleja się kobietom równie często jak w średniowiecznej Europie. Co roku podejrzenie o czary pada na tysiące indyjskich kobiet. Mieszkańcy wiosek obwiniają je o kiepskie zbiory, nagłą śmierć, epidemię. Czarownice często poddawane są przed śmiercią wymyślnym torturom. Starania miejscowych władz, by poskromić ten proceder, nie dają żadnych rezultatów: chętnych, by oczyścić rodzinną wioskę od zła, jest coraz więcej.

W okresie od 2008 do 2012 r. za uprawianie czarów w różnych zakątkach Indii zabito 768 kobiet, zanotowano ponad 210 samosądów nad wiedźmami. Najwięcej w stanach Dżarkand i Orisa, gdzie w wioskach zamieszkanych przez adiwasi (indyjskich aborygenów) zachowały się archaiczne wierzenia i obrzędy. Jeśli podejrzewanym przez współmieszkańców o czary kobietom udaje się przeżyć tortury, skazane są i tak na żywot pariasa wykluczonego ze społeczności. Nie mają szans, by powrócić do normalnego życia. Nader rzadko się zdarza, żeby rodzina przyjęła ponownie kobietę uznaną za wiedźmę. Większość trafia na wygnanie – żyją w odosobnieniu w lasach czy na pustkowiu. Drogę powrotną do domu mają zamkniętą.

Meena Mahato, matka dwojga dzieci z wioski Bhaluk Pahari, została oskarżona o sprowadzenie choroby skóry na swego pierworodnego synka. – Chłopiec zachorował i umarł. Jeden z krewnych orzekł, że to przeze mnie, bo rzuciłam na niego zły urok. To był wyrok śmierci. Cała wioska rzuciła się, by mnie ukarać. To się działo 13 lat temu, a ja ciągle nie mogę tego zapomnieć.

Werdykt znachora nie podlega dyskusji, oskarżona jest bez szans

 

Sprzedała dwie krowy i udała się do świątyni, by oczyścić się z uroku. Wraz z nią – na jej koszt – pojechało czworo sąsiadów, którzy mieli poświadczyć, że przeszła wszystkie wymagane rytuały. Gdy jednak wróciła do wioski, nic się nie zmieniło. Mieszkańcy napadli na jej dom i zrównali go z ziemią. Meenę i męża, który wystąpił w jej obronie, wypędzono. Przygarnęła ich stara wieśniaczka, która łaskawie pozwoliła im mieszkać w zamian za obrabianie pola. Żywią się tym, co znajdą w pobliskim lesie. Harując ponad siły, zarabiają nie więcej niż dwa dolary tygodniowo. Meena nie może odwiedzać świątyni, bywać na weselach, korzystać z wody w stawie, robić zakupów na bazarze.

Kobieta nagle milknie. Za niewysokim płotem widać jednego z mieszkańców wioski, który podsłuchuje rozmowę. – Zobaczył, że rozmawiam z cudzoziemcem – szepcze zrozpaczona. – Gdy pan wyjedzie, na nasze głowy spadną nowe nieszczęścia. Mąż Meeny, który stanął po jej stronie i dzieli z nią wykluczenie, należy do wyjątków. Większość małżonków odżegnuje się od żon posądzonych o magię i zaczyna nowe życie z inną kobietą. W wioskach stanu Dżarkand zdarzają się też zabójstwa dokonane przez synów na matkach „w obronie pozostałych członków rodziny przed klątwą”.

Gdy na jedną z mieszkanek wioski pada posądzenie o czary, wieśniacy zbierają się przed domem starosty. Oskarżyciele przedstawiają swoje podejrzenia jemu i miejscowemu znachorowi. Ten potwierdza diagnozę, uprzednio przeprowadzając „próbę ryżu” (do naczynia z wodą wsypuje kilka ziarenek i patrzy, w którą stronę popłyną). Werdykt znachora nie podlega dyskusji – kobieta nie ma żadnych szans, żeby obronić się przed uznaniem za wiedźmę.

I choć w poszczególnych stanach Indii ta procedura może różnić się co do niuansów, przyczyny zaliczenia kobiety do grona czarownic są na ogół jednakowe. Według miejscowych wierzeń wiedźma może z pomocą czarnoksięskich rytuałów sprowadzić chorobę, wywołać kłótnie w rodzinie, pozbawić kogoś majętności lub spowodować mór bydła. Mieszkańcy stanu Dżarkand wierzą, że czarownice urządzają sabaty przy pełni księżyca, wlewając w siebie nową, złą siłę. Aby obronić wioski przed wpływem tych złych mocy, należy złapać wiedźmę, ogolić ją (włosy uchodzą za główne siedlisko czarodziejskiej potęgi) i zmusić do odbycia obrzędu oczyszczenia. Wiąże się to z obrzydliwymi rytuałami w rodzaju picia moczu czy zjadania ludzkich ekskrementów.

Przyczyna w ziemi

Na indyjskiej prowincji kobieta, tak jak i setki lat wstecz, ma prawo wyłącznie prowadzić gospodarstwo domowe. Oskarżenia o czary są często wykorzystywane jako sposób na odebranie należnej kobietom zgodnie z prawem spadkowym ziemi. Albo pieniędzy. – W wielu stanach Indii mamy do czynienia z ekspansją firm górniczych na ziemiach zamieszkiwanych przez adiwasi. To tereny, na których znajdują się cenne surowce naturalne – mówi Shoma Chaudhury z katedry socjologii Uniwersytetu Michigan, specjalista od indyjskiego okultyzmu. – Kobiety adiwasi mogą dziedziczyć duże działki ziemi po ojcach lub mężach. Wtedy się zdarza, że krewni rzucają na nie oskarżenie o czary, by odebrać im ziemię, a następnie odsprzedać jakiejś wielkiej firmie, która prowadzi wydobycie w tych okolicach.

Co na to władze? W 2012 r. w Radżastanie wydano dekret „O ochronie kobiet”, który ma położyć kres polowaniu na czarownice i przemocy wobec wieśniaczek. Kto nazwie kobietę wiedźmą, może trafić do więzienia na trzy lata i zapłacić wysoką grzywnę.

Jednak władze zaliczają rozprawy z czarownicami do kategorii sporów rodzinnych i pozostawiają je do rozstrzygnięcia lokalnym klanom. Surowe regulacje prawne nie wpłyną na sytuację nieszczęsnych kobiet posądzonych o czary. Co więcej, ostatnimi czasy przypadki prześladowań za domniemane praktyki czarodziejskie odnotowano w wielkich miastach, dokąd migrują ubodzy adiwasi. W maju 2012 r. z ledwością uszła z życiem mieszkająca w Dżamśedpurze, wielkiej aglomeracji przemysłowej, 30-letnia Suśila Purti zaatakowana przez sąsiadów. Pochodzący ze wsi sąsiedzi oskarżyli ją o rzucenie uroku na małe dziecko, które poważnie zachorowało. Ze strachu zabarykadowała się w domu, przestała jeść i myć się.

Co roku podejrzenie o czary pada na tysiące kobiet

– Problem polega na legalizacji działalności znachorów. To oni odgrywają główną rolę w procederze ścigania kobiet za domniemane czary – mówi Dżawal, adwokat zaangażowany w opracowanie aktów prawnych mających ukrócić krzywdzenie kobiet. – Znachorzy żyją i nieźle zarabiają, żerując na niewiedzy wieśniaków. Przecież żaden z nich nie umie nikogo wyleczyć, znajduje więc łatwe wytłumaczenie: to wiedźmy przeszkadzają, rzucając urok.

Dlaczego działania rządu są tak ograniczone i nieskuteczne? Częściowo dlatego, że przedstawiciele władz, szczególnie niższych szczebli, sami wierzą w zabobony, które powinni zwalczać. – Prawo nie zna pojęcia „wiedźma”. Ja jednak wierzę, że wiedźmy istnieją, że mają moc – przyznaje 30-letnia Pobita Sardar, stojąca na czele dużej jednostki administracyjnej w stanie Dżarkand. Co ciekawe, większość kobiet podejrzanych o czary, sama wierzy w skuteczność praktyk czarodziejskich i nie uznaje wierzeń o rzucaniu czarów za zabobon. Odrzuca jedynie posądzenie ich o przynależność do grona czarownic.

Na przekór losowi

Niektóre z kobiet, nie czekając na to, aż władze przyjdą im w sukurs i uchronią przed atakiem ze strony ziomków, same biorą sprawy w swoje ręce. 52-letnia Ćatni Mahato jest najbardziej znaną czarownicą w Dżarkandzie. W 1994 r. została wypędzona z wioski, przez wiele miesięcy mieszkała pod drzewem na skraju lasu i żywiła się resztkami. Jej bezzębne usta są dobitnym świadectwem koszmaru, przez jaki przeszła. – Trzymali mnie za ręce i kolejno wybijali zęby, jeden po drugim. Wszystkie – wspomina, płacząc.

Po długiej poniewierce wraz z trojgiem dzieci znalazła przytulisko w wiosce Birbans. Od tej pory poświęciła życie pomocy wyklętym wiedźmom. Kontaktuje się z prześladowanymi kobietami, rozmawia z ich rodzinami, powiadamia policję i organizacje obrony praw człowieka o przypadkach polowań na czarownice oraz sporządza pozwy sądowe w imieniu ofiar. To właśnie dzięki niej świat dowiedział się o tym niesławnym dla Indii zjawisku.

Obecnie Mahato jest znana w kraju i poza jego granicami, cieszy się szacunkiem wśród obrońców praw człowieka. – Od 2000 r. udało mi się uratować życie co najmniej 38 kobiet – podkreśla z dumą. Zadanie ma niełatwe – przełamanie uporu mieszkańców indyjskiej prowincji, którzy nie lubią obcych, a tym bardziej kobiet, które wściubiają nos w wewnętrzne sprawy ich wiosek. Niechęć jest tak potężna, że Ćatni musi korzystać w wyprawach na prowincję z eskorty policji. – Już się nie boję. I nie zaznam spokoju, dopóki słowo „czarownica” nie zniknie z języka mojego kraju. Będę walczyć z polowaniem na czarownice do końca swoich dni – deklaruje bojowniczka o prawa kobiet.

A walka będzie trudna i długotrwała, o czym mówi przypadek Nilimoni Kumar – właścicielki działki, na którą ktoś miał chrapkę, a więc oskarżył ją o czary. W sądzie udało się jej obronić prawo własności do ziemi. Ale tylko to. Starosta i policja wymogli na niej, by odstąpiła od pozwów przeciwko mieszkańcom wioski za napad. – Nie chcą rozliczenia winnych, bo wtedy wybuchną zamieszki. Starają się zatuszować sprawę. Dla ludzi pozostałam wiedźmą. To znaczy, że w Indiach każdą kobietę nadal będzie można bezkarnie nazywać czarownicą.

© Matteo Fagotto, opubl. w The New Times

Autor (ur. w 1978 r.) jest niezależnym włoskim reporterem, specjalizuje się w problematyce społecznej krajów Trzeciego Świata.

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć