Forum

Najciekawsze historie świata

Reportaż
19 grudnia 2013

Z ziemi polskiej na East End

Londyn wzięty!

Dla wielu jest to podróż w jedną stronę. Polscy imigranci nie tyle szukają szczęścia na Wyspach, co uciekają przed beznadzieją w ojczyźnie.
Ben Judah

Margaret Thatcher uwielbiała makietę Canary Wharf. Słuchała zafascynowana, gdy architekci tłumaczyli, jak wąskie tory kolejki Docklands Light Railway (DLR) wić się będą pośród wyburzonych starych nabrzeży. Po atrapie poruszał się nawet zabawkowy pociąg. Kolejka kończyła bieg w nowej dzielnicy mieszkaniowej. Domki z czerwonej cegły ustawione były w kwadraty lub prostopadle do siebie. Deweloperzy wyjaśniali pani premier, że będą tu mieszkać osoby dojeżdżające do pracy w firmach finansowych mieszczących się w wysokościowcach Canary Wharf. Zaledwie 20 minut od pracy i blisko rzeki. Wszyscy mieli być właścicielami swoich domów. Thatcher pokochała ten projekt.

Nawet dziś DLR przypomina nieco zabawkową kolejkę. Ostatni przystanek to Beckton, dzielnica zbudowana dla klasy średniej, która nigdy się tu nie pojawiła. Jeśli nałożyć mapę biedy na plan londyńskiego metra, okaże się, że większość grubych czerwonych linii zbiega się właśnie tu. Ponad 60 proc. dzieci mieszkających w Beckton dorasta w biedzie. Ale to jeszcze nie koniec. Londyn jest podzielony na 4772 mikroobszarów. Beckton jest w pierwszej dziesiątce tych najbardziej dotkniętych ubóstwem. Zaledwie 20 minut od siedziby głównej banku HSBC.

Dawniej imigrantów w Londynie można było spotkać w obrębie drugiej strefy metra. Banglijskie Spitalfields czy jamajskie Brixton to dobre przykłady. Przez cały XX wiek utrzymywał się ten sam trend: imigranci osiedlali się w podupadłych dzielnicach śródmiejskich, a biała klasa robotnicza wyprowadzała się do Kentu lub Essex.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć