Forum

Najciekawsze historie świata

Reportaż
6 stycznia 2014

Rejs po życie (albo śmierć)

Jak ryba w Gazie

Izraelskie kutry patrolowe, ostrzał, coraz mniej ryb – życie palestyńskich rybaków łatwe nie jest, a mimo to nie zamieniliby go na inne.
Alex Renton

Czasami morze uspokaja się o zachodzie słońca, tak przynajmniej zdarza się tu, w południowo-wschodnim zakątku Morza Śródziemnego. Mała łódź rybacka, która jeszcze niedawno podskakiwała na kotwicy jak szczeniak na smyczy, powoli się uspokaja. Fale słabną, pokład coraz mniej się przechyla. Płyniemy na nocny połów sardynek. Dlatego po południu zapakowaliśmy na kuter ropę naftową za 300 dolarów, swetry, mnóstwo papierosów, wodę, pitę, trochę daktyli i orzechów. – Tylko tyle? – spytałem. – Żadnej krótkofalówki, sprzętu ratunkowego, nawet kamizelek? Rybacy, z którymi miałem wypłynąć, tylko się roześmiali. – Kamizelka, jaka kamizelka? W Gazie są niepotrzebne! Taki żart, który wszystkim tu bardzo się podoba. Kapitan Abu Najim, wysoki spalony słońcem mężczyzna, uśmiecha się i pociąga nosem. – Wieje z północy. Dobrze dla sardynek. Do roboty!

Jednak na razie czekamy. Generator zagrzechotał, po chwili na burtach kutra rozbłysły lampy łukowe. Mają oślepiać i kusić ryby. Za sześć godzin zarzucimy sieci, by wygarnąć je spod kila. Tymczasem załoga odpoczywa na pokrytych solą dywanikach, zajadając się daktylami, wymieniając docinki i paląc. Dwóch rybaków przechodzi na dziób łodzi, by rozprostować nogi i się pomodlić.

Zaczyna zmierzchać. Dwa izraelskie F-16 rysują bliźniacze kreski na rozpalonym promieniami zachodzącego słońca południowo-wschodnim niebie, gdzieś nad granicą z Egiptem.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć