Forum

Najciekawsze historie świata

Kultura
27 lutego 2014

Martin Scorsese - jak zaraziłem się kinem

Dyskretny zapach popcornu

Wychowany we włoskiej dzielnicy Nowego Jorku, mógł zostać księdzem albo mafiosem, a został reżyserem. Martin Scorsese do dziś nie wie, dlaczego kino jest w jego życiu czymś tak wyjątkowym. Połknął bakcyla – ot i wszystko.
Martin Scorsese

W filmie „Magiczna skrzynka”, nakręconym w Anglii w 1951 r., wielki angielski aktor Robert Donat wcielił się w postać Williama Friese-Greene’a, jednego z wynalazców kina. W filmie wystąpiło gościnnie kilkudziesięciu największych ówczesnych aktorów Anglii, większość w małych, epizodycznych rólkach. Po raz pierwszy obejrzałem ten film razem z moim ojcem. Miałem wtedy osiem lat. Właściwie nigdy nie otrząsnąłem się z wrażenia, jakie na mnie zrobił. Myślę, że to właśnie ten film sprawił, że połknąłem bakcyla kina. Tak zaczęła się moja obsesja na punkcie filmów – chciałem je oglądać, kręcić, tworzyć.

Moi rodzice mieli powód, by prowadzać mnie do kina – gdy miałem trzy lata, zachorowałem na astmę i nie mogłem uprawiać sportu. Ale prawdą jest także, że moja mama i mój tata uwielbiali filmy. Nie czytali dużo – tam, skąd pochodzę, nie było takiego zwyczaju – toteż naszą płaszczyzną porozumienia były filmy. Teraz rozumiem, że owe ciepłe relacje w mojej rodzinie, w połączeniu z obrazami widzianymi na ekranie, dały mi coś bardzo cennego. Doświadczaliśmy wspólnie czegoś ważnego. Przeżywaliśmy emocje na ekranie, często w zakodowanej formie, które w filmach z lat 40. i 50. wyrażały się w drobnych szczegółach: gestach, spojrzeniach, reakcjach bohaterów, grze światła i cienia.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć