Forum

Najciekawsze historie świata

Reportaż
13 marca 2014

Peru - zagłębie koki

Żuć wolno, żyć trzeba

Nieprzebyta dżungla, bezwzględni partyzanci, największe na świecie uprawy koki. Witajcie w Peru.
Na podstawie El País

Porośnięte dżunglą góry i wilgotne doliny z poletkami koki, uprawianej od tysięcy lat przez miejscowych chłopów. To typowy krajobraz peruwiańskiego VRAEM, obszaru nazywanego tak od trzech przecinających go rzek: Apurímac, Ene i Mantaro. Peruwiańczykom region ten kojarzy się z narkotykami i maoistowską partyzantką Sendero Luminoso (Świetlisty Szlak). Z ostatniego raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych wynika, że nigdzie indziej na świecie nie ma tylu plantacji koki co tu. Prawie jedna piąta światowej produkcji kokainy (około 1,2 mln ton rocznie) pochodzi z 20 tys. hektarów we VRAEM. Peru wyprzedziło pod tym względem Kolumbię.

Eksperci mówią o efekcie balonika. Kolumbijscy handlarze narkotyków, naciskani coraz mocniej przez rodzime władze wspierane przez Stany Zjednoczone, przenieśli się do Peru, gdzie prowadzenie biznesu jest zdecydowanie łatwiejsze.

Kokę można uprawiać legalnie, do przestępstwa dochodzi dopiero wtedy, gdy ktoś przetwarza liście na łatwą w transporcie kokainową pastę.

Wystarczy dół wielkości basenu, do którego wrzuca się liście i zalewa roztworem benzyny i wody. Potem potrzebne będzie jeszcze wapno i amoniak, by uzyskać pastę. We VRAEM uprawia się liście koki odmiany pluma de loro (pióro papugi), która zawiera najwięcej alkaloidu.

– Kokę uprawia się w Peru od ponad pięciu tysięcy lat – mówi Ricardo Soberón z peruwiańskiego Ośrodka Badań nad Narkotykami i Prawami Człowieka.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć