Forum

Najciekawsze historie świata

Reportaż
16 marca 2017

W Salwadorze armia gorsza od mafii

Śmierć w majestacie prawa

Ulice San Salwadoru spływają krwią, a morderców nie można skazać, bo reprezentują państwo. Tak wygląda polityka żelaznej pięści w walce z gangami narkotykowymi.
Nina Lakhani

Grupa nastolatków świętowała urodziny, jedząc ciasto, popijając zimne piwo, wygłupiając się i wrzucając do sieci selfie. To miała być zwykła prywatka, spotkanie starych przyjaciół, ale w Salwadorze czasy nie są normalne. Krótko po godzinie 23 z okolicznych wzgórz po cichu zeszli żołnierze z długą bronią i zagonili młodych do ciasnej uliczki. Nastolatków rzucono twarzami na ziemię. Dwóch uciekło i wojskowi ruszyli za nimi w pogoń.

Juanita Ortega zamierzała położyć się spać, gdy nagle zrozumiała, że jej syn, 19-letni Pablo, jest w niebezpieczeństwie. – Usłyszałam strzały, więc wybiegłam na zewnątrz szukać syna. Żołnierze bili chłopców leżących na ziemi kolbami karabinów. Wezwałam sąsiadów, krzycząc: „Wstawajcie, chodźcie tu szybko, bo zaraz zabiją nasze dzieci!”. I wtedy się zorientowałam, że mojego syna tu nie ma – wspomina.

Pablo próbował uciec na główną ulicę dzielnicy, ale pocisk trafił go w udo i chłopak padł na ubity piach drogi. Żołnierze przeciągnęli go na zarośniętą, niezagospodarowaną działkę, która znajdowała się w pobliżu, i tam później znaleziono jego martwe ciało. Podobno udusił się własną koszulą. Niemal natychmiast na miejscu zjawił się biały, czterodrzwiowy pikap z innym oddziałem żołnierzy. Zastąpili kolegów z grupy szturmowej, których odwieziono. Kilka godzin później po ciało przyjechali technicy sądowi. Nie zebrano zeznań żadnych świadków. W porannych wydaniach gazet podano, że doszło do śmierci kolejnego członka gangu.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć