Forum

Najciekawsze historie świata

Obyczaje
11 maja 2017

Różowy Wschód

Homo, Mao i tao

Turysto, pamiętaj! Do Chińczyka, nawet partyjnego, nie mów nigdy „towarzyszu”. Dlaczego? W klubie gejowskim wszystko ci wytłumaczą.
Bernhard Zand
Der Spiegel Der Spiegel

Mroźny, zimowy wieczór w Pekinie, miasto spowija szary, lodowaty smog. W Longjing – barze w dzielnicy rozrywki Sanlitun – wschodzi słońce. Do lokalu wchodzi 26-letni Ma Fanlong. Wchodzi – to mało powiedziane. Ma wręcz frunie do drzwi – szczupły mężczyzna w rozwianym puchowym płaszczu, którego futrzany kaptur leży na jego ramionach jak gronostaj. Właśnie zrobił sobie blond kosmyki w długich czarnych włosach i manikiur ze złotymi tipsami. - Całkiem, całkiem, to przecież moja impreza – mówi.

Cesarz(owa) nocy

Ma to gwiazda gejowskiej sceny w Pekinie. Według swojego profilu internetowego jest „niezależnym konsultantem PR“, ale zyskał sławę jako bywalec imprez i impresario. Uchodzi za najlepiej ubranego faceta w mieście. Obecny we wszystkich sieciach społecznościowych, zbiera lajki i jest przyjmowany z entuzjazmem jako król – i królowa – nocy. Był bowiem jednym z pierwszych, którzy występowali w Pekinie publicznie jako drag queens.

Od godziny 22 Longjing zaczyna się zapełniać, pierwsze pary wychodzą na parkiet. O północy w luźnej atmosferze trwa impreza disco, w której sercu wiruje Ma, całując i ściskając na powitanie co drugiego gościa: Chińczyków, obcokrajowców, biznesmenów i reklamiarzy, mężczyzn w garniturach, w kurtkach ortalionowych i koszulkach z cekinami.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć