Forum

Najciekawsze historie świata

Kompas
11 maja 2017

Między Kapsztadem i Antarktydą

Afryka prawie nie dzika

Klimat jak nad Morzem Śródziemnym, winnice, stare miasteczka... I tylko odrobina egzotyki uświadamia nam, że jesteśmy na końcu świata w Kraju Przylądkowym, a nie gdzieś we Francji.
Paweł Moskalewicz

To był bardzo długi lot. I to pomimo, że spędziliśmy długie godziny, analizując połączenia linii lotniczych z Europy do Kapsztadu. Jednak faktów nie da się przeskoczyć - Republika Południowej Afryki jest naprawdę daleko, a Przylądek Dobrej Nadziei leży nie tylko na samym południu RPA, ale też na samym końcu Afryki. Ostatecznie nasz wybór padł na Qatar Airways, oferujące lot do Kapsztadu z przesiadką w Dausze. Z Warszawy do Kataru nie jest jeszcze tak daleko – niecałe sześć godzin lotu – ale potem na południe RPA leci się kolejne 10 godzin. Na szczęście katarski przewoźnik lata na tej trasie dreamlinerami, co nawet w klasie ekonomicznej daje jakąś przestrzeń na nogi, a mimo islamskich korzeni tej linii można liczyć na dobry wybór win i mocniejszych alkoholi. A przy okazji tak długa trasa pozwala na nadrobienie kinowych zaległości, łącznie z najnowszymi oscarowymi hitami.

Choć lądowaliśmy po południu mocno zmęczeni, nasi gospodarze (Afrykanerzy polskiego pochodzenia) pozwolili nam nieco się tylko odświeżyć i zarządzili zwiedzanie, przekonując, że pójście spać w połowie dnia to czysta strata czasu, która na dodatek zakończy się nieprzespaną nocą. Po szybkim prysznicu wyruszyliśmy zatem na wycieczkę do winnicy Signal Gun, położonej malowniczo na wzgórzu ponad Kapsztadem. Tam po raz pierwszy zasmakowaliśmy południowoafrykańskiego luksusu. Elegencko ubrani kelnerzy serwowali najlepsze wina oraz znakomite przekąski, ze stolika rozciągał się zapierający dech w piersiach widok na wieczorny Kapsztad.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć