Forum

Najciekawsze historie świata

Wydarzenia
9 listopada 2017

Morderstwo dziennikarki na Malcie

M – jak mord, M – jak Malta

Malta kwitnie, jest też największą pralnią brudnych pieniędzy w basenie Morza Śródziemnego. Czy Daphne Galizia musiała umrzeć, bo miała coś przeciwko temu?
Tim Neshitov
Süddeutsche Zeitung Süddeutsche Zeitung

Daphne Caruana Galizia była już na Malcie cieszącą się szacunkiem dziennikarką, kiedy w marcu 2008 roku, na krótko przed wyborami parlamentarnymi, założyła blog „Running Commentary” (Komentarz na bieżąco). Pierwszy wpis zamieściła o drugiej w nocy: „Zero tolerance for corruption” . Tekst miał długość jak do magazynu. Już następnego dnia dołożyła drugie tyle tekstu, po dwóch dniach było go już cztery razy więcej. Takie miała tempo.

Wydźwięk tego, co pisała, był jednoznaczny: Maltą nie powinni dłużej rządzić oszuści i złodzieje.

Pierwszy wpis poświęcony był Alfredowi Santowi, ówczesnemu przywódcy Partii Pracy. Sant kiedyś już rządził na Malcie, chciał ponownie dojść do władzy. „Dawno już straciliśmy do niego zaufanie. Nie wygra tym, że chce zatrzymać przemiany, jakie zaczęły się na Malcie” – pisała Galizia.

Metodo mafioso

W ciągu dziewięciu lat zamieściła 21 630 wpisów. Wiele ostrych, niektóre śledcze, kilka nieco pozbawionych smaku. Idealna mieszanka, aby dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Jej blog stał się instytucją w sieci. Dziennie miała nawet 400 tys. czytelników (na Malcie żyje 430 tys. osób). Wielu czytelników – sądząc po komentarzach – czytało ją raczej z nienawiści niż z sympatii. Inni przyglądali się jej działalności niczym gapie obserwujący tancerkę balansującą bez zabezpieczeń na linie. Ostatni wpis zamieściła pół godziny przed śmiercią. Dotyczył korupcji – jak większość jej tekstów.

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć