Forum

Najciekawsze historie świata

Reportaż
10 kwietnia 2014

Piekło kobiet syryjskich. „Chciałaś wolności? No to masz”

Wtrącono ją do celi w piwnicy, w której było zupełnie ciemno i roiło się od szczurów. Spędziła dwa dni w odosobnieniu bez jedzenia i picia, a potem przeniesiono ją do maciupeńkiej celi, w której siedziała przez pół roku z dwiema innymi kobietami. – Nie miałyśmy nawet miejsca, żeby się położyć. Nie pozwalano nam się umyć, nawet podczas okresu. Za to byłyśmy codziennie gwałcone wśród okrzyków: „My, alawici, was zniszczymy!”. Przy każdej próbie protestu wkładali nam pałkę elektryczną do pochwy albo do odbytu. Pobili mnie tak mocno, że złamali mi nogę. Gdy zrobiła się sina, zoperowano mnie naprędce i wtrącono z powrotem do celi. Rodzina przez pół roku nie miała żadnych wieści. Kiedy wreszcie ją wypuszczono, mąż odwrócił się od niej. Odszedł, zabierając wspólny samochód.

45-letnia Um Mohamed została przypadkowo aresztowana wraz z córką na ulicy 21 września 2012 r. Ponieważ młoda studentka miała w telefonie zdjęcie „męczennika” na tle powstańczej flagi, obie były przez trzy tygodnie więzione, bite i gwałcone. Siedziały w niedużej celi wraz z 17 innymi kobietami, którym towarzyszyło też kilkoro dzieci. Mąż jednej z nich, były dyrektor więzienia odsunięty za to, że sprzeciwił się bestialskim torturom, siedział w celi na górnym piętrze. Spod podłogi mógł słyszeć krzyki żony, gdy ją gwałcono. – Wszystko było dla nich okazją do seksualnego wykorzystywania – mówi Um Mohamed, a do oczu napływają jej łzy. Nie może się pogodzić z tym, że jej córka, która straciła 20 kilo i wymaga leczenia psychiatrycznego, ma dziś zupełnie zrujnowaną przyszłość.

Lekarze opisują umęczone ciała, „wyniszczone” narządy rodne i „nieuleczalne” traumy tych kobiet. Dżazan, 28-letni psycholog, który przyjechał do Ammanu, by pomagać ofiarom wojny, opowiada o jednym ze swoich pacjentów z Homsu zaangażowanym w działalność rewolucyjną.

Rodziny się rozpadają. Mężowie odchodzą od skrzywdzonych kobiet

Donieśli na niego sąsiedzi. Wówczas jakieś zbiry porwały jego żonę oraz trzyletniego synka. Kilka tygodni później on sam także został aresztowany. Zabrano go do prywatnego domu wykorzystywanego jako miejsce kaźni. – Lepiej zacznij gadać! Twoja żona i syn są tutaj – usłyszał już na wstępie. – Najpierw ich przyprowadźcie! – zażądał. Jego młoda żona była wycieńczona. Na widok męża zareagowała jednak bardzo przytomnie: Tylko nikogo nie wsypuj! To, czego się obawiasz, już się stało. Oboje zostali dotkliwie pobici. Potem opozycjonistę podwieszono za ręce na ścianie, a żonę zgwałcono w jego obecności. – Będziesz gadać, czy mamy kontynuować? Kobieta wyrwała się jednak oprawcom, chwyciła za małą siekierkę, której używali, i wbiła ją sobie w czaszkę. Małemu poderżnięto później gardło na oczach ojca.

Syryjska opozycja twierdzi, że to zaplanowana akcja reżimu. – Mam zdjęcia pudełek po stymulantach seksualnych, w które zaopatrują się członkowie milicji przed nalotem na wioskę – mówi Sema Nasar. Kilkoro świadków informowało też, że przed gwałtem wstrzykiwano kobietom w uda środki zwiotczające.

Jak im pomóc?

Jedna z ofiar opowiada, że w areszcie w Damaszku lekarz dokonywał obchodu po celach, by zapisywać daty miesiączek i rozdawać więźniarkom pigułki antykoncepcyjne. – Żyłyśmy w brudzie, w gównie, pośród krwi, bez wody i prawie bez jedzenia. Ale tak bardzo bałyśmy się zajść w ciążę, że skrupulatnie brałyśmy te pigułki. A gdy pewnego razu okres mi się spóźniał, ten sam doktor podał mi jakieś tabletki, po których przez całą noc bolał mnie brzuch. Już samo to postępowanie zdaje się świadczyć, że gwałtów na więźniarkach dokonywano planowo i z premedytacją. Mimo to w następstwie zbiorowych gwałtów przychodzą na świat niechciane dzieci, co lawinowo pociąga za sobą kolejne dramaty. W Latakii młoda kobieta odebrała sobie życie, bo nie mogła przerwać ciąży. Inną ciężarną jej własny ojciec zrzucił z balkonu na pierwszym piętrze. W zaułkach Dery nieraz znajdowano o świcie porzucone noworodki.

– Jak pomóc tym kobietom? – pyta zrozpaczona Alia Mansur z Syryjskiej Koalicji Narodowej. – One tak się boją, wychodząc na wolność, że zasklepiają się w swoim nieszczęściu i nie są w stanie poprosić o wsparcie. Podejmuje się jednak pewne inicjatywy w tym kierunku. W Homsie pewna kobieta zdołała przeprowadzić w ciągu tygodnia, działając w największej tajemnicy, 50 operacji odtworzenia błony dziewiczej u zgwałconych dziewcząt w wieku od 13 do 16 lat. – To był jedyny sposób, aby uratować im życie – mówi syryjska poetka Lina Tibi. To jednak nie rozwiązuje problemu. Rodziny się rozpadają. Mężowie odchodzą od skrzywdzonych kobiet. Teściowie wyrzucają je z domu. Rodzice czym prędzej oddają rękę zhańbionej córki pierwszemu chętnemu, jaki się pojawi, choćby był stary i już wcześniej żonaty.

– Świat martwi się o broń chemiczną, ale dla nas, Syryjek, gwałt jest gorszy niż śmierć – szlocha studentka prawa, która jeszcze nikomu nie odważyła się opowiedzieć o swoim dramacie. A już zwłaszcza mężowi.

Le Monde, BBC News

Wojna bez końca

Ponad 140 tys. zabitych i co najmniej pół miliona rannych, 2,5 mln uchodźców, ogromne straty materialne i katastrofalna sytuacja humanitarna – taki jest dramatyczny bilans trwającego już od ponad trzech lat konfliktu w Syrii.

Piętnastego marca 2011 r., na fali arabskiej wiosny, także i w tym kraju wybuchły pokojowe protesty pod hasłem „Syria bez tyranii”. Jednak reżim Baszara al-Asada nie zamierzał tanio sprzedać skóry. Zastosowano brutalne metody rozprawy z opozycją, a społeczny bunt szybko przerodził się w wyniszczającą wojnę domową. Po trzech latach wciąż nie widać sposobów, aby powstrzymać rozlew krwi. Reżim i opozycja nie mają do siebie ani odrobiny zaufania. Wojna przybrała charakter regionalny. Nie widać też żadnego konkurenta dla Asada, gdy rebelia jest zdominowana przez islamistów i dżihadystów, na których Zachód nie może stawiać. Wielu ekspertów przewiduje, że wobec braku zadowalającego politycznego rozwiązania konflikt może trwać jeszcze cała lata.

Dzięki pomocy libańskiego Hezbollahu i oddziałów irackich szyitów, dostawom rosyjskiej broni oraz podziałom w szeregach rebeliantów stosunek sił zmienił się w ostatnim czasie na korzyść reżimu. W marcu br. siły rządowe odbiły strategicznie położone miasto Jabrud, co pozwala przeciąć połączenie z Libanem, skąd docierają posiłki i broń dla rebeliantów. Udało się też rozluźnić pętlę wokół Damaszku. Te wojskowe sukcesy jednak nie wystarczą, aby odwrócić sytuację i odzyskać kontrolę nad całym krajem. Jak się zdaje, żadna ze stron – ani reżim wspierany przez Rosję i Iran, ani opozycja dozbrajana przez Arabię Saudyjską i Katar – nie ma wystarczających środków, aby odnieść militarne zwycięstwo.

Impas trwa także na froncie dyplomatycznym. Fiasko negocjacji w Genewie, prowadzonych w styczniu i lutym z udziałem przedstawicieli reżimu i opozycji, zdaje się przekreślać szanse na dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu. Władze nie są skore do ustępstw i stawiają raczej na zawieranie lokalnych rozejmów, aby pokazać, że nie muszą negocjować z wrogiem, żeby dokonywać postępów na drodze „pojednania” i „normalizacji”. W marcu syryjski parlament przyjął ustawę, która pozwala Asadowi ubiegać się o reelekcję w wyborach prezydenckich przewidzianych na czerwiec lub lipiec. Nie ma wątpliwości, że sprawujący od 14 lat władzę dyktator z tej możliwości skorzysta.

Le Figaro, Les Échos

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną