Forum

Najciekawsze historie świata

Historia
19 stycznia 2017

Roberto Kozak: uratował 30 tys. ludzi przed juntą

Chilijski Schindler

Za czasów Pinocheta jeden człowiek ocalił tysiące ludzi przed tajną policją. Jak Roberto Kozak tego dokonał i jak udało mu się przeżyć?
Ewen Macaskill i in.

Ostatniego dnia 1986 roku, tuż przed godziną 10 rano, w siedzibie organizacji pomagającej imigrantom w Santiago de Chile zjawili się uzbrojeni bojówkarze. Zapędzili wszystkich do sali konferencyjnej, kazali położyć się na podłodze twarzą do dołu, związali ich i spytali: Który z was jest tym komunistycznym sukinsynem Robertem Kozakiem? – To ja – odparł spokojnie wysoki, przystojny, nienagannie ubrany mężczyzna. Napastnicy przystawili mu broń do głowy, sprowadzili go na dół i rozpoczęli przesłuchanie.

Uzbrojeni mężczyźni należeli do prawicowych szwadronów śmierci, lojalnych wobec chilijskiego dyktatora, generała Augusta Pinocheta. Szukali broni i pieniędzy ukrytych rzekomo w siedzibie chilijskiego oddziału ICEM (ówczesnego Międzyrządowego Komitetu ds. Migracji Europejskiej, obecnie działającego jako Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji, z siedzibą w Genewie – przyp. FORUM). Próbowali też znaleźć dowody na to, że Kozak był zamieszany w próbę zamachu na Pinocheta, której dokonano kilka miesięcy wcześniej; zginęło wówczas pięciu ochroniarzy dyktatora.

Po tym zdarzeniu tajne służby uprowadziły kilku liczących się lewicowych działaczy i poderżnęły im gardła. Toteż gdy nastąpił atak na biuro ICEM, pracownicy organizacji byli przekonani, że napastnicy zamordują Kozaka, a potem podpalą budynek, pozostawiając ich wszystkich, związanych, na pastwę płomieni. Jednak po godzinnym przesłuchaniu intruzi uwolnili Kozaka, nie czyniąc mu krzywdy, a on natychmiast popędził na górę rozwiązać kolegów. – Był cały zielony, ale z twarzą pokerzysty zadzwonił do Genewy, by poinformować, co zaszło, po czym zabrał się z powrotem do pracy – wspomina jeden ze współpracowników.

Chłopak z księgarni

Biografia Kozaka to jedna z wielkich nieopowiedzianych historii XX wieku.

Przyjaciele i dyplomaci, znający szczegóły jego działalności za Pinocheta, nazywali go „chilijskim Oskarem Schindlerem”. Podobnie jak niemiecki przedsiębiorca, który uratował 1200 polskich Żydów w czasie II wojny światowej, Kozak wykorzystywał swoją pozycję, by ratować ludzkie życie. Nie potrafił siedzieć cicho, podczas gdy tysiące osób było więzionych i torturowanych przez chilijskie tajne służby i oddziały wojskowe lub po prostu „znikało” w tajemniczych okolicznościach. Szacuje się, że po puczu w 1973 r. Kozak, współpracując z dyplomatami z innych krajów, pomógł 25–35 tysiącom więźniów politycznych wydostać się na wolność i znaleźć schronienie za granicą.

Po zamachu stanu nawiązał kontakty z osobami blisko związanymi z reżimem: wysoko postawionymi wojskowymi, politykami i członkami tajnych służb. Spotykał się nawet z Pinochetem i jego ministrami.

Dzięki zdolnościom dyplomatycznym, cierpliwości i dużej ilości importowanej whisky udawało mu się wynegocjować zwolnienie wielu zatrzymanych osób, niemal wyłącznie przedstawicieli lewicy.

Niektórych ukrywał we własnym domu. Czasami prowadził rozmowy w sprawie jednego lub dwóch więźniów, innym razem chodziło o kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt osób.

Gdy zmarł we wrześniu 2015 roku, prawie nikt nie wiedział o jego niezwykłej działalności. Jedynie w lokalnej prasie wspomniano, że w 1992 r. otrzymał chilijskie odznaczenie państwowe. Był skryty, własnym dzieciom opowiedział o tamtym okresie na krótko przed śmiercią. Jego syn, 24-letni dziś Nikolai, dopiero w 2010 roku, uczestnicząc w otwarciu Muzeum Pamięci (poświęconego walce o prawa człowieka) w Santiago, po raz pierwszy zdał sobie sprawę, jak wielkich czynów dokonał jego ojciec.

Roberto Kozak urodził się 14 maja 1942 r. na wsi w północno-wschodniej Argentynie. Rodzina jego ojca pochodziła z Ukrainy, wyemigrowała stamtąd w latach 80. XIX wieku. Matka również miała ukraińskie korzenie, ale urodziła się w Buenos Aires. Roberto był jednym z dwanaściorga dzieci. Gdy był jeszcze mały, rodzina porzuciła rolnicze życie i przeniosła się na biedne, robotnicze przedmieście Buenos Aires. Ojciec nie mógł znaleźć stałej pracy, imał się więc różnych zajęć, a w domu zawsze brakowało pieniędzy.

Mając dziewięć lat, Kozak dorabiał po szkole w księgarni. Kiedy nie było klientów, właściciel pozwalał mu czytać książki, co miało ogromny wpływ na późniejsze życie chłopca. W ten sposób odkrył najpierw inżynierię i mechanikę, a potem politykę międzynarodową. Szczególnie lubił studiować atlas zawierający fakty i ciekawostki o odległych krajach. Jako nastolatek łączył naukę w szkole z pracą w księgarni, a w końcu podjął studia na wydziale inżynierii uniwersytetu w Buenos Aires. Po dyplomie podejmował różne prace techniczne. W wieku 21 lat ożenił się z Elsą Beatriz, córką polskich imigrantów. Wkrótce urodził im się syn Sergio, ale dwa lata po jego przyjściu na świat małżonkowie rozstali się, choć nadal utrzymywali kontakty. Drugą żonę, Silvię, Roberto poznał w 1976 roku; miał z nią syna Nikolaia i córkę Nathalie, dziś 21-letnią.

Ciągnęło go w szeroki świat. Postanowił zmienić zawód. Pewnego dnia w 1968 r. przeczytał w gazecie, że argentyńskie biuro ICEM poszukuje pracownika. Organizacja założona w 1951 r. miała pomagać ludziom rozrzuconym po świecie podczas II wojny światowej. Gdy zaczynał tam pracę, zakres jej działań był ograniczony; dziś skupia ona 165 państw członkowskich i działa pod parasolem ONZ. Po dwóch latach pracy dla niej w Argentynie zapragnął kariery międzynarodowej. Przeszedł półroczny kurs dla dyplomatów w zachodnich Niemczech, potem spędził dwa miesiące w Londynie, ucząc się angielskiego. Pracował w siedzibie głównej ICEM w Genewie przez niemal dwa lata, tworząc programy migracyjne dla Ameryki Łacińskiej, zanim przyjął propozycję przeniesienia do Chile.

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną