Forum

Najciekawsze historie świata

Ludzie
19 grudnia 2013

Golgota Polańskiego

Jestem już dużym chłopcem

Można pozostać optymistą mimo największego nawet cierpienia. I nie potrzeba do tego Boga – mówi Roman Polański w szczerej do bólu rozmowie z dziennikarzami „Spiegla”.
rozm. Philipp Oehmke, Martin Wolf
Der Spiegel Der Spiegel

W paryskim biurze Romana Polańskiego stoi fotel z nadłamanym oparciem. Polański nie rozstaje się ze starym meblem, bo kupował go kiedyś razem z Sharon Tate – swoją drugą żoną, zamordowaną w 1969 r. Śmierć Sharon Tate należy do wielkich katastrof w życiu Polańskiego. Pierwszą było dzieciństwo w krakowskim getcie. Jego rodzice, polscy Żydzi, trafili wówczas do obozów koncentracyjnych. Ojciec przeżył, matka zginęła w Auschwitz.

Osiem lat po zamordowaniu Sharon Tate przez grupę wyznawców Charlesa Mansona wydarzyła się trzecia katastrofa: Polański wykorzystał seksualnie 13-letnią Samanthę Geimer. Stanął za to przed amerykańskim sądem i odsiedział 42 dni w więzieniu. Tyle miała wynosić kara. Gdy jednak sędzia wycofał się z porozumienia zawartego między nim, prokuraturą i prawnikami reżysera, Polański uciekł do Europy. W 2009 r. aresztowano go ponownie w Zurychu. We wrześniu 2013 r. Samantha Geimer zapewniła, że dawno mu wybaczyła.

Roman Polański, urodzony w 1933 r. w Paryżu, wychowany i wykształcony w Polsce, jest obecnie najsławniejszym europejskim reżyserem, znanym dzięki takim filmom jak „Dziecko Rosemary” (1968) czy „Chinatown” (1974). W roku 2003 otrzymał Oscara za „Pianistę”. Statuetka stoi u niego na półce naprzeciwko nadłamanego fotela. W sierpniu skończył 80 lat. Obecnie w europejskich kinach wyświetlany jest jego film „Wenus w futrze”, ekranizacja sztuki teatralnej, opartej na opowiadaniu Leopolda Sacher-Masocha (to od jego nazwiska pochodzi termin „masochizm”). Główną rolę gra tam Emmanuelle Seigner, obecna żona Polańskiego.

Pańska żona, Emmanuelle Seigner, wygląda w nowym filmie „Wenus w futrze” seksownie i uwodzicielsko.
Roman Polański: Jestem z tego dumny.

Czy reżyser może zachować obiektywizm, gdy jest żonaty z odtwórczynią głównej roli?
Jesteśmy razem już od dłuższego czasu, całe 25 lat. I nakręciliśmy razem parę filmów. Gdy reżyser pracuje z kimś, z kim jest prywatnie związany, musi być bardziej wymagający, surowszy. Na planie nie mogę wyświadczyć żonie żadnej grzeczności.

Film pokazuje swego rodzaju pojedynek między aktorką a reżyserem. Czy ta konstelacja nie wydaje się panu znajoma?
Film nie wchodzi w nasze sprawy intymne. Jest to raczej satyra – ironiczna, sarkastyczna. Prawdę mówiąc, na planie było dużo śmiechu.

W „Wenus w futrze” aktorka mówi: „Pana zawód jako reżysera polega na dręczeniu aktorów”. Czy odnosi się to też do reżysera Polańskiego?
Owszem, zdarzało mi się dręczyć aktorów. Czasem jednak aktorzy mają problemy z zaakceptowaniem swojej roli. Zwłaszcza mężczyźni niechętnie stosują się do wskazówek. Dawanie wskazówek kobietom nie stanowi natomiast żadnego problemu.

Bo wśród mężczyzn każdy chce być przywódcą.
Dlatego zawsze dobrze rozumiałem się z kobietami. Np. już w moim drugim filmie „Wstręt” z Catherine Deneuve. Robić film z nią to jak tańczyć tango. Podobnie było z Mią Farrow w „Dziecku Rosemary”. Potem jednak w „Chinatown” trafiłem na Faye Dunaway. Omal nie poniosłem porażki. Było ciężko.

Gdy kręcił pan „Dziecko Rosemary” z Mią Farrow, była żoną Franka Sinatry. Sinatrze nie podobało się, że ona występuje w tym filmie, i stale pojawiał się na planie.
Aż pewnego dnia przysłał do nas swojego adwokata, który wręczył Mii papiery rozwodowe. Była zdruzgotana. Myślę, że naprawdę go kochała. Zawołała mnie i szlochała: On przysłał tylko adwokata. Mnie też nie wydał się to szczególnie elegancki sposób na rozstanie.

Czy to możliwe, że łatwiej panu porozumieć się z aktorkami, bo między reżyserem a odtwórczynią roli często pojawia się swego rodzaju napięcie na tle seksualnym?
To niewykluczone.

Był pan związany również z Nastassią Kinski, wówczas nastolatką, z którą w 1979 r. nakręcił pan „Tess”.
Czy naprawdę jedyną sprawą, jaka panów interesuje w tym wywiadzie, są kobiety w moim życiu?

Ale przecież to pan nakręcił właśnie film, którego tematem jest relacja między reżyserem a aktorką, chodzi tam o seks i władzę. Czy nieuzasadnione jest przypuszczenie, że to wszystko ma jakiś związek z pańskim życiem, z panem osobiście?
Proszę nie szukać teraz na siłę argumentów, by uzasadnić takie pytania. Jestem już dużym chłopcem.

Przepraszam.
Z większością aktorek, praktycznie ze wszystkimi, z wyjątkiem Emmanuelle, Sharon i być może Nastassii, łączyły mnie czysto zawodowe stosunki. Z Nastassią też nie byliśmy już parą, gdy kręciłem „Tess”. Nie, w moim życiu były tylko dwie kobiety… Sharon poznałem podczas kręcenia „Nieustraszonych pogromców wampirów”.

I zakochaliście się.
To było zaraz na początku pracy nad filmem, w Dolomitach.

W autobiografii pisze pan, że razem braliście LSD, słuchaliście muzyki i to was zbliżyło.
To było wcześniej. Podczas pracy nad filmem nie braliśmy oczywiście LSD, które zresztą wtedy nie było jeszcze zakazane. Jednak Sharon i mnie nie była pisana wspólna przyszłość.

W sierpniu 1969 r. członkowie bandy Mansona zabili pańską żonę i czworo jej przyjaciół w waszym domu w Los Angeles. Sharon Tate była w ciąży, spodziewała się waszego wspólnego dziecka. Na krótko przedtem był pan razem z nią w Londynie, ale został tam parę dni dłużej. Dlatego nie było pana w domu tamtej nocy, gdy to się stało.
Często zadawałem sobie pytanie, jak udało mi się przeżyć tamten czas.

Już pan zna odpowiedź?
Musiałem w końcu osiągnąć moment, w którym mogłem przestać o tym myśleć. Gdy to się stało, moi przyjaciele powtarzali: Musisz znowu zacząć pracować. Ale to było niemożliwe, czułem się jak sparaliżowany. Jedyne, co pomaga, to upływ czasu. Nic innego.

Ile czasu pan potrzebował?
Dużo. Wkrótce po tym morderstwie spotkałem się z przyjacielem, psychiatrą. Zapowiadał, że trzeba co najmniej czterech lat, zanim będę mógł normalnie funkcjonować. Wtedy wydało mi się, że to bardzo długi czas. Jednak to trwało nawet dłużej niż cztery lata.

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć