Forum

Najciekawsze historie świata

Historia
23 maja 2013

USA: ostatnie polowanie na gejów

The Chickens and the Bulls*

Kiedy w latach 60. amerykańscy policjanci ścigali homoseksualistów jako przestępców, prawdziwi przestępcy przebrani za policjantów wyłudzali miliony od prominentnych gejów.
William McGowan
Slate Slate

W jedną z ostatnich niedziel lipca 1965 r. detektyw James McDonnell z Nowego Jorku dostał wezwanie na dworzec kolejowy Grand Central. W tamtejszym biurze Western Union jakiś mężczyzna udawał policjanta. Przyszedł z 14-latkiem zbiegłym z domu. Zadzwonił do ojca chłopca w Teksasie, oznajmiając, że odeśle jego syna, ale potrzebuje 150 dol. na bilety. Zażądał, by pieniądze zostały przesłane właśnie za pośrednictwem Western Union, po czym zasiadł w oczekiwaniu na przelew.

Precz z zepsuciem

Ojciec chłopaka nabrał podejrzeń i zadzwonił na policję. Tak detektyw McDonnell trafił do biura Western Union, gdzie zastał Johna Aitkena – spokojnego, dobrze ubranego faceta w średnim wieku. Zorientował się, że ma do czynienia z oszustem, obezwładnił go i zabrał na komendę. Tam 34-letni Aitken wpadł w panikę, bo za podszywanie się pod policjanta groziła w Nowym Jorku kara wielu lat więzienia. Zaczął błagać McDonnella, aby potraktował go łagodnie, obiecując w zamian, że naprowadzi detektywa na „coś znacznie większego, w co zamieszane są wielkie nazwiska i wielkie pieniądze”. – Kiedy zaczął gadać, nie mogłem go uciszyć. Ledwo udało mi się wrócić do domu tamtej nocy – wspomina 89-letni dziś detektyw.

Mimo wszystko warto było cierpliwie posłuchać. Skruszony oszust zeznał, że ma informacje na temat siatki szantażystów, którzy wymuszali pieniądze od zamożnych homoseksualistów. Organizacja działała na terenie całych Stanów Zjednoczonych. – Nie mogliśmy uwierzyć, kiedy rzucał kolejne nazwiska i sumy – mówi McDonnell. Brzmiało to zbyt fantastycznie, żeby było prawdą – ale postanowili sprawdzić kilka tropów. Tak trafili do szefa ochrony hotelu New York Hilton na Manhattanie, Edwarda Murphy’ego. Szybko poszedł na współpracę z policją, zdradzając kolejne sekrety.

I tak rozpoczęło się trwające ponad rok dochodzenie, nazwane przez nowojorską policję sprawą „The Chickens and the Bulls” (kurczaki i byki). W anglojęzycznym środowisku gejowskim chicken to homoseksualista młody i drobny, a bull to gej starszy i umięśniony. Tutaj kurczaki oznaczają przynętę, a byki – szantażystów.

Zlikwidowana siatka działała na niespotykaną skalę. Przestępcy wymuszali pieniądze od zamożnych homoseksualistów przez prawie 10 lat. Zarobili na tym około dwóch milionów dolarów, co w połowie lat 60. było warte tyle, co dziś 15 mln dolarów.

Na liście ofiar gangu byli kongresmeni, admirałowie, generałowie, utytułowani profesorowie, lekarze, znani aktorzy i biznesmeni.

W tamtym okresie ujawnienie orientacji homoseksualnej oznaczało dla wysoko postawionych osób złamanie kariery, ostracyzm społeczny i osobistą tragedię. Gejów uznawano za dewiantów, gazety z lubością pisały o ich zepsuciu. Dość powiedzieć, że jeszcze w 1963 r. na pierwszej stronie „New York Timesa” ukazał się wielki nagłówek: „Narastająca fala jawnego homoseksualizmu wywołuje poważne zaniepokojenie”.

W tej atmosferze ofiary szantażystów były gotowe wykładać wielkie sumy, a sami szantażyści działali niemal bezkarnie, bo policja ignorowała przestępstwa przeciwko gejom. Ba! – funkcjonariusze sami na nich polowali, bo homoseksualizm, określany formalnie jako „sodomia”, był wówczas zakazany i karany. Sprawa „The Chickens and the Bulls” była pierwszym większym przypadkiem, gdy policjanci odłożyli na bok uprzedzenia i potraktowali homoseksualistów jako pełnoprawnych obywateli. Detektywów oburzyło, że bandyci podawali się za gliniarzy. – Wszyscy ci wysoko postawieni ludzie myśleli, że szantażuje ich nowojorska policja – wspomina jeden z detektywów, Tobias Fennel. Policjanci o tym nie mówią, ale ważną – jeśli nie najważniejszą – rolę odegrała też wysoka pozycja większości szantażowanych, którzy mieli wpływy w wymiarze sprawiedliwości.

Kaucja za milczenie

Kilka tygodni po zatrzymaniu Aitkena McDonnell zgromadził tyle wartościowego materiału, że został tymczasowo przeniesiony do elitarnego wydziału śledczego, podlegającego bezpośrednio głównemu prokuratorowi Manhattanu. Jego członkowie już od dłuższego czasu otrzymywali anonimowe listy alarmujące o siatce wymuszającej pieniądze od homoseksualistów. Nie mieli jednak żadnych punktów zaczepienia. Tych dostarczył im McDonnell. Dzięki informacjom od obu skruszonych informatorów i ich kontaktów sprawa ruszyła z miejsca. – Dostawałem więcej informacji, niż byłem w stanie ogarnąć – wspomina detektyw.

Mniej więcej w tym samym czasie, czyli w końcu lata 1965 r., śledztwo w sprawie siatki szantażystów podjęło też FBI. Z prośbą o pomoc zwrócił się do nich emerytowany profesor z Princeton. Zeznał, że naszło go dwóch „detektywów nowojorskiej policji”. Oznajmili, iż wiedzą o jego homoseksualizmie i o tym, że spotykał się z młodym, jakoby nieletnim chłopakiem. Zaoferowali wyciszenie sprawy za 11 tysięcy „kaucji”. Zapłacił. Tygodnie mijały, a detektywi więcej się nie zjawili. Profesor doszedł więc do wniosku, że go oszukano. Zdecydował się poprosić FBI o pomoc w odzyskaniu pieniędzy i ukaraniu winnych.

Policja i FBI prowadziły śledztwo równolegle. Ustalono, że siatka szantażystów działa w większości dużych miast USA. Skład szeregowych członków grupy ciągle się zmieniał, ale w każdym momencie było to około tuzina Kurczaków i tuzina Byków. Pierwsi byli w większości zbiegłymi z domów nastolatkami. Jak to scharakteryzowali śledczy, mieli świetny „gej-radar”, byli w stanie szybko wyczuć, czy ich rozmówca jest homoseksualistą. Kręcili się w miejscach, gdzie homoseksualiści szukali towarzystwa lub męskich prostytutek. Polowali tylko na osoby zamożne, szybko udawali się do pobliskiego hotelu. Tam wydarzenia mogły potoczyć się dwojako.

Pierwszy scenariusz zakładał, że gdy tylko para znalazła się w łóżku, do pokoju wpadało dwóch Byków. Zszokowanej ofierze machali przed twarzą podrobioną odznaką i recytowali kary, jakie grożą za sodomię. Potem oferowali pomoc w wyciszeniu sprawy. Śledczy stwierdzili później, że szantażyści byli świetnie przygotowani i trudno było ich odróżnić od prawdziwych detektywów.

Ofiara przerażona perspektywą procesu o sodomię – co było jednoznaczne z utratą rodziny i złamaniem kariery – przeważnie ulegała szantażowi. W takim wypadku wszyscy razem czekali do rana, gdy otwierały się banki. Szantażyści umilali sobie czas grą w karty, a osoba szantażowana siedziała otępiała i w szoku. Rano w towarzystwie detektywów wypłacała żądaną łapówkę. Czasem sumy były tak duże, że trzeba było wzywać menedżerów, aby nadzorowali wypłatę. – Potrafili zabrać wszystko, co ofiara miała na koncie – wspomina jeden ze śledczych.

Drugi scenariusz był prostszy. Kurczak w nocy po prostu okradał ofiarę. Pieniądze zatrzymywał, a dokumenty przekazywał Bykom. Ci prześwietlali ofiarę i określali, ile można z niej wyciągnąć. Po pewnym czasie nachodzili nieszczęśnika i za zachowanie w tajemnicy prawdy o jego orientacji seksualnej domagali się pieniędzy.

Byli tak pewni siebie, że dwukrotnie naszli kongresmena stanu New Jersey Petera Frelinghuysena w jego biurze na Kapitolu, nakazali mu wyjść i jego prywatnym samolotem udali się do Nowego Jorku, gdzie zmusili go do wypłacenia łącznie 50 tys. dolarów. Kiedy indziej odwiedzili w biurze naukowca w rządowym ośrodku badawczym w Kalifornii. W trakcie rozmowy do pokoju wszedł jego przełożony. Wystraszony naukowiec przekonał szefa, że to dwaj agenci wywiadu, po czym obaj przestępcy zostali oprowadzeni po tajnym ośrodku badawczym. Szantażyści wyprowadzili też z Pentagonu generała, z którym pomaszerowali do pobliskiego banku.

Pewien nauczyciel zapłacił im w ciągu czterech lat łącznie 120 tys. dolarów. Biznesmen oddał 150 tys. dolarów, a gdy przestępcy przyszli ponownie, błagał ich, by go zabili, bo nie ma już więcej pieniędzy. Kto nie chciał płacić, był przykładnie karany: rodzina i przełożeni dowiadywali się o wstydliwych skłonnościach.

Ofiara nie chce mówić

Po kilku miesiącach dochodzenia śledczy ustalili, kto zarządza szantażystami. Okazało się, że mózgiem siatki był John Pyne, detektyw z Chicago. Z racji pracy w wydziale śledczym policji miał dostęp do rozległych baz danych i kontakty wśród homofobicznych funkcjonariuszy na terenie całych USA. Ci ludzie czasem wspomagali go fałszywymi nakazami aresztowania czy odznakami. Drugim szefem był Sherman Kaminsky, który podając się za komiwojażera, podróżował między największymi miastami wschodniego wybrzeża USA i koordynował działalność siatki. Trzecią kluczową figurą był wspomniany już wcześniej Edward Murphy, szef ochrony hotelu Hilton na Manhattanie. Ułatwiał fałszywym detektywom nachodzenie pokojów hotelowych i nadzorował pracę Kurczaków na okolicznych ulicach.

Murphy sam był homoseksualistą. Szybko zaczął współpracować z policją podobnie jak kolejni aresztowani członkowie siatki. Dużo trudniejsze okazało się nakłonienie do współpracy ofiar. Tylko nieliczni byli gotowi stanąć przed sądem i składać zeznania, bo oznaczało to dla nich publiczną kompromitację. Skrajny był przypadek admirała Williama Churcha. Gdy się dowiedział od detektywów, że padł ofiarą szantażu, wstępnie zgodził się na rozmowę z sędzią prowadzącym sprawę, po czym w nocy się zastrzelił. Część ofiar jednak zwyczajnie wysyłała detektywów do diabła, bo straciła zaufanie do stróżów prawa.

Ostatecznie detektywom udało się doprowadzić do skazania przestępców. Tożsamość większości ofiar pozostała tajemnicą. John Pyne został skazany na 40 lat więzienia. Sherman Kaminsky współpracował ze śledczymi i starał się uzyskać złagodzenie kary, ale gdy prokuratura odmówiła, ukrył się (na czas procesu pozostawał na wolności za kaucją) i zniknął na 11 lat. Pojmano go w 1978 roku.

Najbardziej niecodzienne okazały się losy Murphy’ego. Szef ochrony hotelu przyznał się do stawianych mu zarzutów, a za współpracę z policją złagodzono mu karę do pięciu lat w zawieszeniu. Po procesie został ochroniarzem w znanym nowojorskim klubie gejowskim Stonewall Inn, gdzie w 1969 r. wybuchły słynne zamieszki i starcia z policją, które uznawane są za początek otwartej walki o prawa mniejszości seksualnych w USA. Podczas tych zajść został aresztowany.

Stał się jednym z liderów ruchu walczącego o prawa społeczności LGBT. Zmarł na AIDS w 1989 r. w wieku 64 lat.

Slate

 

* „The Chickens and the Bulls” (kurczaki i byki). W anglojęzycznym środowisku gejowskim chicken to homoseksualista młody i drobny, a bull to gej starszy i umięśniony.

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną