Forum

Najciekawsze historie świata

Obyczaje
29 sierpnia 2013

Sprzedane narzeczone w Indiach

Żona na miesiąc

Siedemnastolatka z biednej hinduskiej rodziny zbuntowała się przeciwko barbarzyńskim obyczajom i doniosła policji, że ciotka sprzedała ją jako „żonę” bogatemu Arabowi.
Onislam.net
Tygodnik FORUM Tygodnik FORUM

Hajdarabad leży w środkowej części wyżyny Dekan, nad dopływem Kryszny, rzeką Musi. To stolica i największe miasto południowego stanu Andhra Pradeś. W prawie siedmiomilionowej metropolii gęstość zaludnienia sięga 20 tys. osób na kilometr kwadratowy.!

W takim gąszczu trudno dopatrzyć się przestępstw, choć te mnożą się w równie szybkim tempie jak społeczeństwo indyjskie. Od dawna toleruje ono mało chlubny proceder małżeństw dzieci i daje przyzwolenie na związki dorosłych mężczyzn z nieletnimi. Teraz Indie poszły o krok dalej. Hinduscy pośrednicy aranżują małżeństwa kontraktowe na określony czas, zwykle na kilka tygodni – tyle, ile trwa urlop majętnego turysty z Bliskiego Wschodu. Ci zaś, pod przykrywką „legalnego” związku, wykorzystują seksualnie młode dziewczyny z ubogich rodzin. Kiedy kończy się urlop, delikwent wraca do kraju już jako rozwodnik, zwykle do swej prawowitej, muzułmańskiej żony. Dziewczyna zostaje ze szarganą psychiką, a jej rodzina – z kilkudziesięcioma tysiącami rupii.

Choć zarówno małżeństwa z nieletnimi, jak i kontraktowe są w Indiach formalnie nielegalne, cieszą się coraz większą popularnością. Głównym ośrodkiem tego procederu stał się właśnie Hajdarabad. Obrońcy praw kobiet szacują, że ok. 15 proc. małżeństw zawieranych w tym mieście to związki kontraktowe.

Ciocia stręczy

Jeśli Sudańczyk chce uprawiać seks, musi zapłacić u siebie w kraju trzy razy więcej – bo jest tam znacznie mniej dziewczyn – lub musi wziąć drugą żonę.

W Indiach dziewczyny są piękne i tanie.

Nawet jeśli obcokrajowcy przyjeżdżają do nas tylko na kilka dni, i tak zawierają nielegalne małżeństwa dla seksu – mówi dziennikowi „The Daily Telegraph” Vijay Kumar, inspektor policji w Hajdarabadzie.

Pewnie proceder kwitłby w najlepsze, w ciszy, gdyby nie dzielna 17-latka Nausheen Tobassum. W lutym ciotka dziewczyny znalazła jej odpowiednią partię – 45-letniego Osamę Ibrahima Mohameda Alnasriego, przedstawiciela sudańskiej spółki naftowej, żonatego ojca dwójki dzieci, mieszkającego w Chartumie. Przyszłego „męża” nastolatka poznała w hotelu, do którego zaprowadziła ją przedsiębiorcza krewna. Tam wraz z trzema innymi dziewczynami została zaprezentowana inżynierowi Alnasriemu. Wszystko potoczyło się w zawrotnym tempie: na miejscu był już i akt urodzenia dziewczyny, który świadczył o jej nagłej pełnoletności, i kadi – duchowny muzułmański, który chwilę potem udzielił „państwu młodym” ślubu. Sam dokument potwierdzający zawarcie związku małżeńskiego obejmował talaknamę, paragraf określający warunki rozwodu po czterech tygodniach, czyli po zakończeniu miesiąca miodowego.

Za nową żonę Sudańczyk zapłacił 100 tys. rupii (około 5600 złotych), z czego 70 tys. dostali rodzice Nausheen, a duchowny i tłumacz po pięć tysięcy. Ciocia zostawiła dla siebie 20 tys. rupii. – Następnego dnia przyszedł do domu dziewczyny i zażądał seksu, ale odmówiła. Ona jest młodą dziewczyną, a „pan młody” jest starszy od jej ojca – opowiadał inspektor Kumar, który prowadzi sprawę 17-latki.

Niezadowoleni rodzice obiecali wściekłemu oblubieńcowi, że nakłonią córkę do konsumpcji małżeństwa, nawet gdyby musieli ją ukarać. Dziewczyna wykorzystała chwilę ich nieuwagi i uciekła z domu. O tym, co się stało, opowiedziała patrolowi policji, który ją zatrzymał. W areszcie jest teraz i Sudańczyk, i ciotka nastolatki, i duchowny. Policja poszukuje rodziców Nausheen, którzy tak samo jak ciotka są oskarżeni m.in. o zorganizowanie małżeństwa dziecka i spisek kryminalny.

Nie wiedziałam, co się dzieje, zmusili mnie. Zmienili datę w moim akcie urodzenia i wstawili fałszywą, zgodnie z którą miałam 24 lata. Oni wykorzystują dziewczyny, dlatego udałam się na policję. Nie chcę wracać do domu. Boję się –  opowiadała nastolatka, która wierzy, że wyjawiając prawdę, pomoże też innym dziewczynom.

Ubogie hinduskie rodziny, zwłaszcza te, które mają po kilka córek, chętnie przystają na ten układ, bo nie muszą płacić za ślub, a małżeństw kontraktowych nastolatka może mieć bez liku. Ponieważ w kulturze hinduskiej to panna młoda wnosi do domu narzeczonego hojny posag, dochody ze związków kontraktowych są dla jej rodziców szansą na wyprawienie córce w przyszłości prawdziwego wesela.

Shiraz Amina Khan z pomocy społecznej dla kobiet i dzieci w Hajdarabadzie mówi: Przyjeżdżają do nas, bo jest tu pełno biednych rodzin. 30–40 proc. wybiera opcję kontraktowego małżeństwa dla złagodzenia ubóstwa. To musi się skończyć!

A co w tym złego?

Przypadek 17-latki, choć jego ocena wydawałaby się oczywista, okazuje się dyskusyjny. Świadczą o tym choćby komentarze pod filmem z zatrzymania 45-latka. Niektórzy, o arabsko brzmiących nickach, bronią inżyniera (i o dziwo są w przewadze): „Co w tym złego, że chce ożenić się w Indiach? Znam Osamę od dawna, jest uczciwy, uprzejmy, to najlepszy człowiek, jakiego kiedykolwiek widziałem”, czy: „Gdzie są pieniądze, które zapłacił i stracił? Co zrobić, aby mu pomóc? On tylko chciał się ożenić zgodnie z prawem szarijatu” i wreszcie: „Osama jest ofiarą i oczywiście jest niewinny. To dobry człowiek, a to, co zrobił, jest zgodnie z prawem sudańskim i legalne. To Indie powinny kontrolować pośredników”.

Przeciwnik procederu odpowiada: „Co jest nie tak? Ten człowiek próbował uprawiać seks z nieletnią, która tego nie chciała. To nie jest małżeństwo, to zmuszanie do prostytucji dziecięcej. Takie małżeństwo to jedynie sposób na ominięcie prawa zapobiegającego gwałtom na nieletnich”.

Tymczasem małżeństwa kontraktowe nie są nowinką na przykład w Arabii Saudyjskiej. Bez legalizacji związku nie można uprawiać seksu, a nawet spotykać się na osobności. Saudyjczycy omijają prawo, biorąc śluby tymczasowe. Tak samo jak młodzi Irańczycy czy Irakijczycy nie muszą razem mieszkać czy spędzać czasu, za to mogą do woli uprawiać seks bez zobowiązań, zawierając małżeństwa kontraktowe, które są instytucją starą jak świat.

U imamitów, w najliczniejszym odłamie szyitów, nadal istnieje zwyczaj małżeństw muta, czyli czasowych. Koraniczny arabski nazywa je nikah al-muta – małżeństwem dla przyjemności. Polega ono na symbolicznym poślubieniu kobiety na określony czas, nawet na jedną noc i wzięciu z nią rozwodu następnego dnia rano. Podczas trwania „małżeństwa” mężczyzna ma obowiązek utrzymania żony i płacenia jej wcześniej ustalonej sumy. Gdy upłynie termin związku, „para” jest wolna, a kobieta nie ma żadnych praw do odszkodowania. W ten nieskomplikowany sposób mężczyźni unikają grzechu cudzołóstwa.

Na początku muta była zarezerwowana tylko dla pielgrzymujących do świętych irańskich miast szyizmu – Kom i Maszhadu. Wyprawa była długa i męcząca, a pielgrzymi mieli swoje potrzeby. W zgodzie z religią, z dobrodziejstwa tego prawa korzystali i szachowie perscy – w XIX wieku Naser ad-Din Szach z dynastii Kadżarów na 25 żon miał 21 czasowych.

Małżeństwa muta zawierano nawet przy okazji odwiedzin domów publicznych. Zwykle przed domem schadzek stali kapłani i za drobną opłatą udzielali klientowi „ślubu” z prostytutką. Potem można było grzeszyć aż do „rozwodu”.

Sunnici, żeby nie być gorsi, mają misjar, czyli małżeństwo podróżnika. Nie zakłada ono finansowej odpowiedzialności męża, nie musi on utrzymywać ani żony, ani ewentualnych dzieci. I różni się od muty tym tylko, że nie określa czasu trwania kontraktu, choć małżonek dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że żona jest tylko „wakacyjna”. W prawodawstwie sunnickim jednostronne zerwanie małżeństwa przez mężczyznę jest proste. Po rozwodzie wystarczy odczekać przepisowe 45 dni, które zresztą można wykorzystać na szukanie nowej żony.

Misjar uważa za legalne choćby szejk Jusuf al-Karadawi – jeden z najsłynniejszych żyjących obecnie uczonych sunnickich.

Niektórzy szyici uważają, że tymczasowe małżeństwa dopuszczał sam Mahomet. Ustęp 4:24 Koranu mówi: „Oto, co przepisał wam Bóg! I dozwolone wam jest poszukiwać żon poza tymi, które zostały wymienione, i używajcie swojego majątku, biorąc je pod ochronę, a nie oddając się rozpuście. A żonom dajcie wynagrodzenie, albowiem doznaliście od nich przyjemności; to jest przepis prawny. Nie jest grzechem, jeśli coś nawzajem uzgodniliście po dopełnieniu obowiązującego przepisu”.

Fraza „jeśli coś nawzajem uzgodniliście” jest odczytywana jako zielone światło dla małżeństwa tymczasowego.

Bezradne państwo

Już po aresztowaniu inżynier Alnasri przyznał, że na wakacje wybrał Hajdarabad, gdyż przyjaciel chwalił się, że podczas delegacji w tym mieście miał „40-dniową żonę”.

Zwolennicy misjar i muty trafili na bardzo żyzne poletko: Indie. Kraj, gdzie przemoc seksualna wobec kobiet – choć piętnowana – jest na porządku dziennym.

W kwietniu indyjską opinię publiczną zbulwersowała informacja o gwałcie na pięciolatce. 22-letni sąsiad więził ją, torturował i gwałcił przez 40 godzin. Dziewczynka, jak większość ofiar przemocy seksualnej, pochodziła z biednej dzielnicy na przedmieściach stolicy.

Wcześniej, w grudniu, w autobusie sześciu mężczyzn zgwałciło i skatowało 23-letnią studentkę Jyoti Singh Pandey. To wtedy przez Indie przeszła pierwsza fala protestów – demonstranci domagali się większej ochrony dla kobiet i poważniejszego traktowania zgłoszeń dotyczących napaści seksualnych.

Te sprawy pokazały bezradność państwa i przekazywaną przez pokolenia zgodę na łamanie praw kobiet i dzieci. Zgodnie z danymi UNICEF na całym świecie ponad 400 mln kobiet w wieku 20–49 lat (ponad 40 proc.!) zostało mężatkami jako dzieci. „Legalne” związki małżeńskie z nieletnimi to nic innego jak gwałt. Jednak o prawa kobiet „w związkach”, zwłaszcza kontraktowych, nikt się nie upomina.

Onislam.net, The Daily Telegraph

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną