Forum

Najciekawsze historie świata

Nauka
10 października 2013

Suplementy diety – suplementami raka?

Mit witamin

Moda na suplementy, która opanowała świat, może okazać się śmiertelnie niebezpieczna. Dosłownie.
The Atlantic

Światowy rynek witamin i suplementów jest wart 68 bln dol. W zeszłym roku przemysł farmaceutyczny zarobił na tym interesie na czysto 14 bln dol. Ponad połowa Amerykanów uzupełnia dietę o różne pastylki witaminowe. To, że dziś witaminy i antyoksydanty są dźwignią handlu, zawdzięczamy jednemu człowiekowi, Linusowi Paulingowi. Był jednym z najwybitniejszych naukowców w historii, pierwszym człowiekiem, który otrzymał dwie Nagrody Nobla za samodzielną pracę, z czego pierwszą już w wieku 30 lat. Kiedy Albert Einstein został zapytany o pracę Paulinga, wzruszył ramionami. – To dla mnie zbyt skomplikowane – odparł. Pauling zmienił sposób myślenia o tworzeniu się związków chemicznych, stworzył podstawy biologii molekularnej, pierwszy opisał strukturę cząsteczki zbudowanej jak DNA, przesunął datę oddzielenia się drzewa genealogicznego człowieka i goryla o 11 milionów lat wstecz. A później, w wieku 65 lat, wspomniał na jednym z wykładów, że tak bardzo cieszą go różne odkrycia, o których czyta w pismach naukowych, że chciałby żyć jeszcze 25 lat dłużej, bo ciekawi go, co jeszcze ludzie wymyślą. Jednym ze słuchaczy był wówczas mało znany naukowiec imieniem Irwin Stone. Od spotkania tych dwóch ludzi w marcu 1966 roku zaczął się zwrot w karierze Paulinga, którego koledzy z akademii nazywają „upadkiem godnym tragedii antycznej”.

Łykniem, to nie kipniem

Pauling i Stone uosabiają dwa przeciwstawne typy naukowców. Z jednej strony Pauling: otwarty, chłonny, ciekawy świata badacz, który zdobył w światku akademickim wszystko, co było do zdobycia, z drugiej Stone: specjalista od witaminy C. Stone ukończył dwa lata chemii w college’u, dostał dyplom z chiropraktyki, a później „doktorat” Uniwersytetu Donsbach (nieakredytowanej szkoły korespondencyjnej z Kalifornii). Przez 30 lat, kiedy Pauling zgłębiał tajniki najciekawszych odkryć naukowych, Stone na różne sposoby badał właściwości kwasu askorbinowego. Jak wpływa na procesy psucia się żywności? Jaki ma związek ze szkorbutem? Po tych 30 latach żmudnych badań Stone był również gotowy ogłosić swój własny naukowy przełom.

„Panie profesorze, jeśli będzie pan dziennie zażywał 3000 miligramów witaminy C, będzie pan żył nie 25 lat, ale prawdopodobnie o wiele dłużej” – napisał Stone w liście do Paulinga. Ten natychmiast postanowił pójść za radą „doktora”. – Zacząłem czuć się zdrowszy i pełny energii – powiedział Pauling. – Przeszły mi poważne przeziębienia. Po kilku latach zwiększyłem dawkę witaminy C dziesięciokrotnie, potem dwudziestokrotnie, a później stokrotnie w stosunku do zalecanej dawki dziennej. Teraz zażywam 18 tys. miligramów dziennie. Odtąd świat zaczął pamiętać Paulinga tylko z powodu witaminy C.

W 1970 r. opublikował książkę „Witamina C i przeziębienia”, która stała się bestselerem. Noblista postulował w niej, by dziennie raczyć się dawką 3000 mg witaminy C (w Polsce zalecane dzienne spożycie wynosi 80 mg). Wierzył, że przeziębienie przejdzie do historii. „Zajmie to wiele dziesięcioleci, ale w końcu się uda. Sądzę, że wyeliminowanie przeziębienia w Stanach Zjednoczonych i kilku innych krajach jest kwestią kilku lat. Patrzę z nadzieją w lepszą przyszłość” – pisał. W kolejnych wydaniach obiecywał wyeliminować też groźbę świńskiej grypy oraz zaczął jeszcze bardziej zwiększać proponowane dawki. Aptekarze nie potrafili zaspokoić popytu. „The Atlantic” szacuje, że do połowy lat 70. radami noblisty kierowało się już 50 mln Amerykanów. Wytwórcy witaminy nazwali to „zjawiskiem Paulinga”.

Dowodów na niezwykłe działanie witaminy C jednak nigdy nie było. Już w latach 40. amerykańscy naukowcy nie znaleźli żadnych efektów jej wpływu na długość leczenia przeziębienia czy grypy. Po publikacji Paulinga badacze z Uniwersytetu Maryland przeprowadzili eksperyment, w którym 11 ochotników brało przez trzy tygodnie 3000 mg witaminy C, a 10 placebo (tabletkę z cukru). Następnie uczestnicy zostali zarażeni wirusem grypy. Wszyscy zachorowali i mieli podobne symptomy. Uniwersytet Toronto przeprowadził podobny eksperyment, ale na dużo większej próbie – 3,5 tys. ochotników. I znów witamina C nie uchroniła przed przeziębieniem ani grypą. 15 różnych zespołów doszło niezależnie do tego samego wniosku. Witamina C, jako lek chroniący przed przeziębieniem, nie ma rekomendacji żadnej z najważniejszych amerykańskich organizacji lekarskich.

Masz Nobla, doktorku?

Jednak po publikacji książki o witaminach Pauling zaczął żyć w informacyjnej bańce. Wyniki badań przeczących jego tezom ignorował, natomiast całą energię poświęcał na zgłębianie skrawków dowodów, które mogły je potwierdzać. Z roku na rok tracił wiarygodność w światku naukowym, ale starych przyjaciół zastąpili mu nowi.

W 1971 roku otrzymał list od Ewana Camerona, szkockiego chirurga z małego szpitala na przedmieściach Glasgow. Cameron napisał, że chorzy na raka, którzy dostawali 10 gramów witaminy C dziennie (tak jest – nie ma tu pomyłki – 10 000 mg, czyli 125 razy więcej niż zalecana dzienna dawka), czuli się lepiej. Pauling był wniebowzięty. Od razu postanowił opublikować wyniki badań Camerona w piśmie naukowym należącym do amerykańskiej akademii naukowej, której był członkiem. Założył, że tekst zostanie od razu wydrukowany. W ciągu ponad 50 lat istnienia pisma tylko trzy artykuły członków akademii nie zostały dopuszczone do druku. Ale byli koledzy Paulinga jego tekst odrzucili. Gdy w końcu ukazał się w innym piśmie, szybko się okazało, że dane, na których oparta została cała teza artykułu, były przekłamane. Pacjenci leczeni witaminą C byli od początku zdrowsi od tych, którzy nie zostali poddani takiej kuracji.

Ale Pauling miał nadal przebicie w mediach. W 1971 roku ogłosił, że witamina C może o 10 proc. obniżyć śmiertelność chorób onkologicznych. Sześć lat później zrewidował poglądy: Obecnie szacuję, że spadek śmiertelności o 75 proc. można osiągnąć za pomocą samej witaminy C. Dalszą redukcję spowoduje stosowanie dodatkowych suplementów. Prof. Pauling uwierzył, że znalazł lek na raka, chociaż nie miał na to żadnych dowodów. Amerykanie będą żyć średnio 100–110 lat, a niektórzy dożyją nawet 150 lat – prognozował.

– Lekarze, którzy nie chcieli podawać pacjentom gigantycznych dawek witamin, słyszeli: Doktorze, czy ma pan Nagrodę Nobla?” – mówi John Maris, szef oddziału onkologii w szpitalu dziecięcym w Filadelfii. W końcu przeprowadzono powtórne badania dawek zalecanych przez Paulinga. Nie wykazały żadnego leczniczego efektu witaminy C. Doktor Ewan Cameron, który w tym okresie bardzo zżył się z Paulingiem, wspomina: Nigdy nie widziałem go tak wzburzonego, jak po przeczytaniu tych badań. Odebrał je jako osobisty atak. Uznał je za fałszywkę i chciał pozwać autora za zniewagę, ale prawnicy wybili mu to z głowy.

Pauling nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Ogłosił, że koktajl wielkich dawek witamin C, A, E oraz selenu i beta-karotenu nie tylko zapobiega przeziębieniu i leczy raka, ale także... choroby serca, choroby psychiczne, zapalenie płuc, żółtaczkę, polio, gruźlicę, odrę, świnkę, ospę wietrzną, zapalenie opon mózgowych, półpaśca, opryszczkę, afty, brodawki, starzenie się, alergie, astmę, artretyzm, cukrzycę, odwarstwienie siatkówki, udary, wrzody, wstrząs kliniczny, dur brzuszny, czerwonkę, krztusiec, trąd, katar sienny, oparzenia, ukruszenia kości, rany, udar słoneczny, chorobę wysokościową, chorobę popromienną, jaskrę, niewydolność nerek, grypę, schorzenia pęcherza moczowego, stres, wściekliznę i zatrucie jadem węża. Kiedy w latach 70. pojawiły się pierwsze przypadki choroby AIDS, Pauling doszedł do wniosku, że i to można wyleczyć witaminami.

Suplement raka

Przemiana noblisty ma związek z jego wiarą w chemię. Pauling był przekonany, że witaminy mogą wyleczyć wszystko, ponieważ działają jako antyoksydanty (przeciwutleniacze). Dziś tym słowem oznacza się wszelkie produkty, od keczupu po granaty. Mówi się o tym w biblijnych kategoriach walki dobra ze złem. Polem bitwy są mitochondria, czyli miejsca w naszych komórkach, gdzie związki pochodzące z żywności przekształcane są w energię. Proces ten wymaga udziału tlenu i dlatego nazywa się utlenianiem. Jedną z konsekwencji tego procesu jest powstanie cząsteczek z niesparowanymi elektronami, czyli wolnych rodników (samo zło!). Wolne rodniki mogą niszczyć DNA, błony komórkowe i ściany arterii, stąd kojarzy się je ze starzeniem, rakiem i chorobami serca. Do neutralizacji wolnych rodników ciało wytwarza antyoksydanty (dobro!). Znajdują się w warzywach i owocach, które zawierają witaminy A, C i E, selen i beta-karoten. Badania dowiodły, że osoby jedzące więcej warzyw i owoców rzadziej chorują na raka, choroby serca i dłużej żyją. Logika jest prosta: skoro te produkty zawierają antyoksydanty i ludzie, którzy je spożywają, są zdrowsi, to biorąc przeciwutleniacze w formie suplementu można uniknąć wszelkich chorób.

Właśnie ta prostota pociągała Paulinga. Gotów był zlekceważyć wyniki wszystkich eksperymentów. Ale jest jeden szkopuł. W rzeczywistości osoby biorące suplementy są mniej zdrowe.

W 1994 roku fińska narodowa akademia zdrowia przeprowadziła badania na 29 tysiącach palaczy w wieku ponad 50 lat (grupa bardzo wysokiego ryzyka chorób serca i schorzeń onkologicznych). Część z nich dostała witaminę E i beta-karoten, część tylko jedną z substancji, reszta nie brała nic. Wyniki były jasne: osoby zażywające witaminy i suplementy były bardziej narażone na raka i choroby serca.

W 1996 r. klinika onkologiczna w Seattle zaczęła monitorować stan zdrowia 18 tys. mieszkańców, którzy mieli kontakt z azbestem. Badani brali witaminę A i beta-karoten, jedno z dwóch albo nic. Eksperyment został zakończony z dnia na dzień, gdy się zorientowano, że osoby otrzymujące witaminy i suplementy umierały na raka i choroby serca 28 i 17 proc. częściej niż ci, którzy nie dostawali żadnych takich środków.

W 2004 roku Uniwersytet Kopenhaski przeprowadził podsumowanie całej serii badań, w której wzięło udział łącznie ponad 170 tys. osób biorących witaminy A, C i E oraz beta-karoten, żeby sprawdzić, czy antyoksydanty w takiej formie przeciwdziałają rakowi przewodu pokarmowego. W konkluzji autorzy stwierdzają: „Nie ma dowodów, że suplementy uzupełniające dietę w antyoksydanty mogą przeciwdziałać nowotworom przewodu pokarmowego; wręcz przeciwnie – wydają się zwiększać ogólną śmiertelność”. O mniej więcej sześć procent.

W 2005 r. Johns Hopkins School of Medicine podsumowała wyniki 19 badań, w których łącznie uczestniczyło 136 tys. ludzi i znalazło potwierdzenie podwyższonej śmiertelności w grupie zażywającej witaminę E. Tego samego roku opublikowano wyniki badania na dziewięciu tysiącach osób, z którego wynikało, że suplementacja witaminy E u osób chroniących się przed rakiem podwyższa ryzyko chorób serca. W 2007 roku National Cancer Institute przebadał 11 tys. mężczyzn i odkrył, że ci, którzy biorą multiwitaminy dwa razy częściej, zapadają na raka prostaty. W 2008 r. zbiorcza analiza badań na 230 tys. osób potwierdziła, że antyoksydanty w formie witaminowych suplementów podwyższają ryzyko zachorowania na raka i choroby serca. W 2011 r. Uniwersytet Minnesoty przebadał 39 tys. starszych kobiet i odkrył, że te, które brały multiwitaminy, magnez, cynk, miedź i żelazo w formie suplementów, umierały częściej. Dwa dni później uczeni ze szpitala klinicznego w Cleveland opublikowali wyniki analogicznych badań na 36 tys. mężczyzn. Wyniki były podobne. Ordynator oddziału kardiologii kliniki w Cleveland powiedział: Pomysł preparatów multiwitaminowych został sprzedany przez przemysł farmaceutyczny w celu zwiększenia zysków. Nie było nigdy żadnych danych uzasadniających ich użycie. Wyniki badań nie wpłynęły na zmniejszenie popytu na preparaty witaminowe.

Widać wyraźnie, że preparaty witaminowe w dużych dawkach szkodzą, ale nie wiadomo dlaczego.

Być może wolne rodniki nie są takie złe, jak się uważa.

Nie ulega wątpliwości, że uszkadzają DNA i błony komórkowe, ale może są potrzebne do usuwania bakterii i komórek rakowych. Gdy ludzie biorą za dużo antyoksydantów, balans między tworzeniem i niszczeniem wolnych rodników zostaje zaburzony, co niekorzystnie odbija się na systemie odpornościowym – pisze „The Atlantic”.

W maju 1980 roku w jednym z wywiadów Linus Pauling stwierdził, że długotrwałe przyjmowanie dużych dawek witaminy C nie ma żadnych niekorzystnych skutków ubocznych. Siedem miesięcy później jego żona zmarła na raka żołądka. W 1994 roku sam Pauling zmarł na raka prostaty.

The Atlantic

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną