Forum

Najciekawsze historie świata

Obyczaje
7 listopada 2013

Czego o seksie nauczą nas zwierzęta?

Urodzeni zboczeńcy

Skąd biorą się fantazje seksualne? Dlaczego niektórzy z nas realizują swój popęd inaczej niż większość? Czy w sprawie seksu w ogóle jest jakaś norma?
L’Express

Każdy z nas ma za skórą erotycznego diabła. Fantazje są obrazem naszych niewykorzystanych biologicznych możliwości; to zestaw potencjalnych zachowań, których nasz gatunek – przypadkowo – nie wybrał. Za erotycznymi scenariuszami, które układają sobie w głowach ludzie ogarnięci pożądaniem, kryje się pewien zapis biologicznej wiedzy, nieuświadomiona znajomość życia seksualnego innych gatunków.

Tym tropem poszedł Tobie Nathan, francuski psycholog.

W książce „Tous nos fantasmes sexuels sont dans la nature” pokazał, w jaki sposób praktyki seksualne zwierząt odzwierciedlają nasze fantazje seksualne – od tych najzupełniej banalnych po najbardziej perwersyjne.

Jego zdaniem każda ludzka fantazja znajduje swój odpowiednik w akcie seksualnym występującym w świecie zwierząt, choćby nawet u najbardziej oddalonych od nas gatunków. A oto szczególnie pikantne przykłady.

Gwałtu, rety!

Gwałt w świecie ludzi uznawany jest za przestępstwo we wszystkich kulturach. Ale bardzo blisko nas żyją istoty, które uprawiają gwałt w sposób najzupełniej beztroski. W dodatku robią to, włażąc bezceremonialnie do naszych łóżek… Pluskwa domowa, czyli Cimex lectularius, jest towarzyszką naszych nocy, odkąd nasi praprzodkowie zamieszkali w jaskiniach. Przyssała się do nas i już nie opuszcza. Ten malutki wampir żywi się wyłącznie naszą krwią i dlatego dzieli z nami wirusy, bakterie, a nawet całe fragmenty DNA.

Jeśli chodzi o rozmnażanie, to pluskwa nie potrafi robić tego inaczej, jak tylko poprzez gwałt. Samiec wyposażony w penis w kształcie szabli przebija ciało samicy między dwoma segmentami odwłoka, by wprowadzać tam swoje nasienie. Entomologowie nazywają ten tryb zapłodnienia „inseminacją traumatyczną”. U niektórych gatunków samica nie ma otworu kopulacyjnego; u innych jest on wykorzystywany tylko do składania jaj. Po kopulacji rana się goi, a na odwłoku samicy pozostaje blizna. Zalotników tej ślicznotki można policzyć po śladach na jej chitynowej powłoce. Ich spermatozoidy wędrują we krwi samicy w pobliże narządów płciowych, gdzie są gromadzone w zbiornikach nasiennych. Tam czekają na pojawienie się jaj, które zapłodnią.

W jaskiniach w Teksasie i Gwatemali występuje gatunek pluskiew – „perwersyjnych fetyszystów”. Samiec nie potrafi odróżnić organów płciowych samicy od reszty ciała i nakłuwa ją byle gdzie, przebijając odwłok lub nawet głowę w dowolnym miejscu. Inne pluskwy są „zoofilami”, jako że samce rozsiewają swoje nasienie u osobników innych gatunków. W dodatku większość gatunków pluskiew jest „bi”: samce mogą kryć zarówno samice, jak i innych samców. Ale zasada zbliżenia jest zawsze taka sama: chodzi o brutalną perforację, o gwałt pozostawiający na ciele ofiary trwałe blizny.

Trutniu, czy ci nie żal?

Kompleks kastracyjny to nie bajka. Nieuświadomiony lęk przed utratą członka paraliżuje wielu ludzi. Jak się okazuje – słusznie. Pszczoły miodne (Apis mellifera) można podzielić na trzy rodzaje: samice składające jaja; robotnice, czyli samice o uwstecznionych narządach rozrodczych; i wreszcie samce zwane trutniami. W dniu godów samice zdolne do rozmnażania i mogące zostać królową matką wzbijają się do lotu, by dołączyć do chmary trutni bzyczących w powietrzu. To męskie zbiegowisko wytwarza potężne stężenie feromonów, które jednocześnie wabią samice i wywołują u nich zachowania seksualne. Gdy truteń zauważy gotową do współżycia samicę, przylega do niej z całej siły i ją penetruje. Po kopulacji samica gwałtownie się od niego odrywa, powodując najczęściej kastrację samca. Rozdarty, wypatroszony truteń nie może przeżyć po odbytym stosunku. Zapłodnioną samicę można rozpoznać po białym „ogonie” zwisającym jej z odwłoka.

Oto Freud w całej okazałości: samiec nie ma już fallusa i jest niczym – zdycha i nic z niego nie zostaje. Samica zaś przechowuje spermę w zbiorniku nasiennym. Ale jedno zbliżenie nie wystarczy, żeby go wypełnić. Odbywa więc ona kolejne loty godowe, aby „zatankować” nasienie do pełna. Potem wraca do ula. Jeśli będzie miała szczęście i zostanie królową matką, to wykorzysta zgromadzone nasienie, aby przez całe życie samodzielnie zapładniać własne jaja. Pozbawiła samca fallusa i odtąd jest wszystkim.

Nie sposób uniknąć tu skojarzeń z opowieściami o uzębionych waginach, występujących zwłaszcza w indyjskiej mitologii: „Była sobie córka demona, która miała zęby w pochwie. Przybierała przeważnie postać tygrysicy, mając zawsze u swego boku tuzin tygrysów. Na widok mężczyzny zmieniała się w ładną dziewczynę. Uwodziła go i pozbawiała członka, który sama zjadała. Resztę ciała oddawała na pożarcie tygrysom”.

W morderczym uścisku

Przez niektórych ludzi śmierć innych osób jest kojarzona z przyjemnością. Te fantazje można czasem prześledzić w zwierzeniach seryjnych morderców. Francuski zbrodniarz Guy Georges, który siał postrach w Paryżu w latach 90. XX w., potrafił utrzymywać trwałe miłosne relacje z młodymi kobietami. Wobec stałych partnerek zachowywał się całkiem normalnie. Ale gdy nachodziła go brutalna „fantazja”, to musiał wiązać, katować i zarzynać inne, przelotnie poznane panie…

W świecie bezkręgowców znajdujemy odpowiednik tej fantazji. W przypadku Heleidae, owadów z rodziny kuczmanów (Ceratopogonidae), to samica jest morderczynią. Kieruje się w stronę roju samców, przyciągana przez feromony. Upatruje sobie jednego z nich i pikuje na niego w locie. Miażdży go wskutek gwałtownego zderzenia i przylega do jego odwłoka. Następnie przebija mu głowę i wstrzykuje płyn rozpuszczający jego organy wewnętrzne. Na koniec wysysa ten pożywny pokarm. Samiec przestał być dla niej atrakcyjnym ciachem i zmienił się w smakowitą zupę… Zanim jednak nadejdzie czas rozstania, pusta wydmuszka samca pozostaje jeszcze przez kilka minut przyczepiona do odwłoka samicy. To właśnie wtedy zostaje ona zapłodniona przez organ kopulacyjny uśmierconego partnera. Ta sekwencja jest jedynym sposobem kopulacji u Heleidae.

Samice tego gatunku kochają tylko martwe truchła.

Niektóre gatunki pająków również realizują tę fantazję, np. Araneus pallidus. Samica czeka na kawalerów na środku swojej pajęczej sieci. Samiec zjawia się i „dzwoni do drzwi”, pociągając za nić. Samica, cztery razy większa od niego, zjawia się na wezwanie. Zbliża się do zalotnika, prezentując odwłok. Samiec ma już przygotowany spermatofor – małą kapsułkę nasienia, którą trzyma na końcu nogogłaszczki. Potem następują godowe wygibasy, dopóki adorator nie przekaże wybrance swego delikatnego podarunku. Gdy to nastąpi, pajęczyca wbija szczękoczułki w odwłok partnera i go zabija. Potem zabiera zwłoki na swoją sieć, by je pożreć.

W przypadku ich kuzyna, krzyżaka ogrodowego (Araneus diadematus), samiec jest bardziej przezorny. Próbuje zapłodnić samicę, trzymając się ostrożnie z tyłu. Robi co trzeba na chybcika (w czasie od trzech do dwudziestu sekund), a potem szybko zmyka. Samica nie ma nawet okazji zobaczyć swego kochanka. Rezygnuje on z własnej tożsamości, by nie dać się zjeść. Jak Odyseusz – aby uniknąć pożarcia przez cyklopa Polifema, przedstawił mu się jako Nikt. Czy samiec krzyżaka ogrodowego jest równie podstępny?

Stracisz dla niej głowę

Modliszka zwyczajna (Mantis religiosa) jest również owadem – i to dużym, osiągającym do ośmiu centymetrów wielkości. Jej trójkątna głowa, zwieńczona parą wyłupiastych oczu, jest bardzo skrętna, co pozwala modliszce śledzić ofiary. Owad ten potrafi długimi godzinami tkwić nieruchomo, złożywszy przednie odnóża wyposażone w ogromne szpony jak do modlitwy. To właśnie tej pozycji zawdzięcza on swą nazwę. Ale biada temu, kto da się na to nabrać! Modliszka potrafi błyskawicznie rozłożyć swe potężne odnóża, by pochwycić zabłąkanego świerszcza, z którego po kilku minutach pozostaną tylko niejadalne skrzydełka.

Powszechnie wiadomo, że samica modliszki potrafi także zjeść samca po kopulacji. Ostatnie badania wykazały dlaczego. U niektórych gatunków modliszek u samca występuje mechanizm ulokowany w głowie, w zwoju nerwowym, który zapobiega wydzielaniu nasienia. Dopiero dekapitacja pozwala usunąć tę przeszkodę. Wyobrażenie, że źródłem zahamowań seksualnych jest głowa, a popęd może wziąć górę dopiero wówczas, gdy się ją straci, jest szeroko rozpowszechnione także wśród ludzi. Ta sama fantazja znajduje też swój wyraz w praktykach seksualnych połączonych z duszeniem w celu zwiększenia satysfakcji.

Te wyobrażenia nie są nowe. Ich ślady znajdujemy już w bardzo dawnych czasach, w dziwacznych tradycjach związanych ze zbieraniem korzenia mandragory. Tę roślinę, mającą zapewniać siłę i płodność, wyrywano z ziemi z ogromną ostrożnością po wykonaniu skomplikowanych rytuałów. Przy czym najbardziej poszukiwane były okazy rosnące pod szubienicą, bo uważano, że taka mandragora została zapłodniona spermą wisielców.

Maski, scenki, przebieranki

Fetyszyzm – oto król fantazji. Niektórzy podniecają się na widok stopy albo uzyskują satysfakcję poprzez kontakt z pończochą lub bielizną; inni muszą przybrać określone pozycje, nieraz zupełnie akrobatyczne, w celu osiągnięcia rozkoszy. Ten rodzaj fantazji pokazuje, że czasami u ludzi popęd seksualny może przenosić się z narządów płciowych na inne części ciała i na to, co na nie zakładamy: a więc na nogi, buty i pończochy, na ręce i rękawiczki, na pośladki i majtki albo też na obiekty jakoś związane z ciałem, bo je spowijają albo ściskają, takie jak lateks, rzemienie czy łańcuchy… Dzisiaj uważa się, że takie fantazje pomagają podtrzymać związek, wnosząc pewną odmianę w dość powtarzalne czynności związane ze współżyciem.

U ważek (Odonata) samiec jest wyposażony, oprócz pierwotnego narządu kopulacyjnego umieszczonego w końcu odwłoka, także w narząd wtórny ulokowany w środkowej części ciała; jest to rodzaj zbiorniczka. Samiec musi napełnić go nasieniem, wyginając odwłok tak, aby przyłożyć tam swój aparat kopulacyjny. Dopiero wtedy chwyta samicę w potężnym uścisku i tak złączone owady latają razem. Lecz później to samica musi przejąć inicjatywę, aby nastąpiło przekazanie nasienia. Teraz to ona z kolei wygina swój odwłok, by połączyć własne narządy rozrodcze z wtórnym aparatem kopulacyjnym samca. Niekiedy w toku tych erotycznych wygibasów dwie ważki układają się idealnie w kształt serca!

Obie ważki są idealnymi fetyszystami, obojętnymi na „klasyczne” organy i pozycje, mają także gotowość do odwracania ról. Samiec skupia swoją uwagę na obiekcie zastępczym (wtórnym aparacie kopulacyjnym), owady zespalają się w akrobatycznych pozycjach, samica najpierw zdobyta przez popędliwego samca przejmuje następnie aktywną rolę… Oto gotowa scenka, obfitująca w symboliczne mechanizmy typowe dla scenariuszy układanych przez fetyszystów.

Tylko nas dwoje

Wśród rozlicznych fantazji jedna występuje tak często, że przestała już wydawać się dziwaczna. To wiara, że dwoje ludzi może połączyć się na zawsze w doskonałej harmonii. Skąd ten pomysł, kompletnie niezgodny z zachowaniami ssaków? Bydło żyjące w stadzie często zmienia partnerów, koty lubią gorące spotkania między singlami; tak samo u małp, które preferują ciągłą wymianę partnerów (z wyjątkiem dziwacznego gibona). Skąd to się wzięło u ludzi?

Odpowiedź przynoszą… termity, które – jeśli chodzi o rozmnażanie – tworzą nierozerwalne pary. Wszystko zaczyna się od gorącego romansu. W trakcie ostatniego przeobrażenia nimfy, czyli młode dojrzałe płciowo formy termitów, zyskują skrzydła i opuszczają gniazdo, by założyć nowe termitiery. Tworzą się wówczas pary, które w następnych godzinach odbywają długi miłosny spacer. Potem taka zakochana para drąży w drewnie albo w ziemi własne M, zwane komórką godową albo copularium. Po długich pieszczotach samiec zapładnia samicę, która niemal natychmiast znosi pierwsze jaja.

Od tej pory będą mieszkać ze sobą przez bardzo długi czas, nawet dziesiątki lat. Odwłok królowej bardzo się powiększa, nawet do stu razy w stosunku do pierwotnej wielkości, a jej jedynym zajęciem jest składanie jaj. Król zaś okresowo zapładnia królową. Odizolowani w swoim zamkniętym i strzeżonym gniazdku są karmieni i otaczani opieką przez zastępy robotników.

Relację tego typu znajdujemy również u pewnego gatunku krewetek, które łączą się w stałe pary osiadające na mięczakach albo w gąbkach. W Japonii są klasycznym symbolem wiecznej wierności. Nowożeńcom daje się w prezencie gąbkę zawierającą parę tych krewetek. Tak oto po raz kolejny bezkręgowce rzuciły światło na nasze fantazje i tęsknoty. W zamian – gdy najdzie was ochota, by w letni dzień pofiglować na łonie natury – zachowajcie ostrożność, aby przypadkiem nie zmiażdżyć jakiejś małej fantazji…

L’Express

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną