Forum

Najciekawsze historie świata

Obyczaje
21 listopada 2013

Widmo andropauzy

Nie kończ waść!

Brak testosteronu to klęska. Na męskim przekwitaniu zarabiają więc lekarze i firmy farmaceutyczne.
Jörg Blech
Der Spiegel Der Spiegel

Mężczyzno, ach, mężczyzno” – głosił napis na białym namiocie postawionym na deptaku w Erfurcie. Kto odważył się tam wejść, ten usłyszał o dramatycznych wynikach badań, z których wynika, że jedna trzecia mężczyzn po 60 roku życia cierpi na zespół niedoboru testosteronu. Ta perfidna choroba, jeśli nie zostanie rozpoznana, może prowadzić do otyłości, anemii, uderzeń gorąca, osteoporozy, obniżenia libido oraz spadku nastroju. Namiot ruszył w drogę po innych niemieckich miastach – pojawi się w Augsburgu, Saarbrücken, Hanowerze. Mężczyźni po czterdziestce mogą tam bezpłatnie zbadać poziom testosteronu. Dowiedzą się też, co można zrobić, by zapobiec niedoborowi hormonu: pomaga więcej ruchu lub wsmarowywanie maści z testosteronem.

Zaproszenie do raka

Program doradztwa testosteronowego, uruchomiony przez Niemieckie Towarzystwo na rzecz Mężczyzn i Zdrowia, nie powstał z czystego miłosierdzia. Inicjatorzy też będą coś z tego mieć. W końcu towarzystwo jest wspierane finansowo przez firmę Jenapharm, wiodącego producenta żeli z testosteronem. W sumie męski hormon na receptę sprzedaje pięć firm, interes idzie jak po maśle. Wskazują na to dane kasy chorych AOK: liczba recept na żele z testosteronem, wypisanych w Niemczech w latach 2003–2011, wzrosła trzykrotnie. W sumie było to 390 tys. dawek dziennych rocznie. W Republice Federalnej Niemiec pakiet miesięczny żelu kosztuje około sześciu euro.

Także w Szwajcarii i Stanach Zjednoczonych środki te sprzedają się znakomicie. Ankieta przeprowadzona wśród ponad 10 mln członków jednej z amerykańskich kas chorych wykazała, że prawie trzem procentom wszystkich mężczyzn po 40 roku życia przepisano testosteron. Analiza wykazała też, że większość recept z medycznego punktu widzenia była zbędna.

Moda na testosteron niesie ze sobą ryzyko. Męski hormon przyjmowany w nadmiernych dawkach stymuluje rozwój raka prostaty i sprzyja zawałowi serca oraz udarom. Specjaliści ostrzegają przed niekontrolowanymi masowymi eksperymentami, wskutek których mężczyźni mogą wyrządzić sobie krzywdę, zamiast rozwiązać swoje problemy zdrowotne. Interes z żelami to bardzo pouczający przykład na to, jak firmy farmaceutyczne rozdymają rozmiary chorób, by wprowadzić swoje produkty na nowe rynki.

Mężczyznom z hipergonadyzmem, których jądra nie produkują testosteronu lub produkują go za mało, preparaty te rzeczywiście pomagają. Eksperci są w tej kwestii zgodni. Jednak tylko niektórzy panowie naprawdę cierpią na tę chorobę. Gdy nowy żel już trafi na rynek, lekarze i pracownicy firm farmaceutycznych zaczynają wyszukiwać kolejne przypadłości. I wyszukali – andropauzę.

Wyobrażenie męskiego klimakterium (od greckiego słowa klimakter, „szczebel drabiny”) pojawiło się już w starożytności. Rzymianie uważali 63 rok życia za niebezpieczny moment i potem gratulowali sobie przeżycia annus climacterius maximus. Sto lat temu niektórzy neurolodzy zauważyli, że mężczyźni przechodzą „swoją” menopauzę. Berliński lekarz Kurt Mendel nawet zdiagnozował u starszego pacjenta „całkiem widoczną, wcześniej nieznaną ckliwość i skłonność do płaczu”. Przepisał kąpiele w węglanie sodu oraz zimne nacierania. Później, wraz z postępem badań nad gruczołami, ustalono występowanie rzekomego męskiego klimakterium spowodowanego brakiem hormonów. Z ton byczych jąder oraz hektolitrów męskiego moczu chemicy wyodrębnili testosteron, który później uzyskali laboratoryjnie w roku 1935.

PADAM, PADAM...

– Dopiero pod koniec lat 60., w związku z rosnącym zainteresowaniem andrologią, uwaga medyków skierowała się na męskie klimakterium – opowiada historyk medycyny Hans-Georg Hefner z uniwersytetu w Bonn. Do użytku zaczęły wchodzić nowe słowa, takie jak andropauza czy PADAM (ang. partial androgen deficiency in the aging male, czyli „częściowy niedobór męskich hormonów związany z wiekiem”).

Epidemia męskich chorób wybuchła niedługo po tym, gdy naukowcy kilka lat temu opracowali sposób na podawanie hormonu nie tylko w zastrzyku czy przez plaster, ale w praktycznej postaci żelu. W mgnieniu oka ogłoszono kolejną chorobę narodową, tak się składa, że odpowiednią do nowego produktu. Powołując się na męskie klimakterium, firma Jenapharm w marcu 2003 r. ogłosiła co następuje: szacunki epidemiologiczne wskazują, że w Niemczech problem dotyczy 2,8 mln mężczyzn. Na poświęconej testosteronowemu żelowi konferencji prasowej w imieniu Jenapharmu przemawiał opłacony przez firmę profesor Hermann Behre, kierujący Centrum Medycyny Reprodukcyjnej i Andrologii przy klinice uniwersyteckiej w Halle.

Niezależnie od działalności tzw. budowniczych świadomości (slangowo: usta do wynajęcia) firmy farmaceutyczne wykorzystują internet, by szerzyć wśród społeczeństwa informacje o chorobach. Jenapharm prowadzi w sieci stronę Testosteron.de, zdobywając tam kolejnych pacjentów. „Osłabienie, uderzenia gorąca, brak popędu?” – można tam przeczytać. I dalej: „Proszę zrobić sobie test na poziom testosteronu, bezpośrednio online”. Następuje 18 pytań o bóle, pocenie się, sen, drażliwość, potencję, libido. Nawet jeśli ktoś odczuwa tylko niewielkie dolegliwości, otrzymuje diagnozę na odległość, według której dolegliwości te po zsumowaniu stają się wyraźne. Potem – rada, by udać się do specjalisty. No i coraz więcej mężczyzn podczas wizyty u urologa pyta o testosteron.

Hormon ofiarny

Wolfgang Weidner, urolog z kliniki uniwersyteckiej w Giessen i Marburgu, przepisuje żel wyłącznie przy hipergonadyzmie oraz niektórych zaburzeniach erekcji, gdy nie działa nawet viagra. Poza tym ostrzega: Przepisywanie żelu z testosteronem jako dodatku do normalnego życia i środka do poprawienia jego jakości uważam za mało wiarygodne. Także Heiner Mönig, endokrynolog z Uniwersytetu Szlezwiku-Holsztyna w Kilonii, jest sceptykiem: Wielu mężczyzn ma jak na swój wiek normalnie obniżony poziom testosteronu. Jeśli odczuwają jakieś dolegliwości, nie są one wynikiem niedoboru hormonów. Może być wiele innych przyczyn. I rzeczywiście, obniżony poziom testosteronu niekoniecznie prowadzi do pogorszenia zdrowia. Wręcz przeciwnie: poziom tego hormonu w ciągu życia opada, co jest naturalnym zjawiskiem.

– Wszyscy się kiedyś zestarzejemy – mówi praktykujący w bawarskim Fürth urolog Stephan Wächter, którego zdaniem męskie klimakterium to sprawa raczej wątpliwa. – Granica między złym a dobrym stanem zdrowia jest bardzo nieostra. Istnieje pewna wartość graniczna, została jednak określona raczej przypadkowo. Hermann Behre oraz inni członkowie grupy roboczej „Starzejący się mężczyzna” wyznaczyli ją w roku 2000 na 12 nanomoli testosteronu na litr surowicy krwi. W mgnieniu oka firmy produkujące preparaty z testosteronem zaczęły zdobywać miliony klientów. Wartość ta bowiem jest tak wysoka, że z powodów czysto naturalnych nie spełnia jej 20 proc. zdrowych mężczyzn w średnim wieku.

W rzeczywistości dobre samopoczucie nie zależy od poziomu hormonu. Jeden mężczyzna ma go więcej, niż wynosi średnia, a czuje się osłabiony. Inny ma hormonu mniej i nie narzeka na brak energii. Co czwarty senior ma podwyższone wyniki, tak jak przeciętny młody mężczyzna. Historyk medycyny Hans-Georg Hofer twierdzi: Pomysł, by wszystko zrzucać na hormony, narzuca zbyt mechaniczne podejście.

Szkodliwa terapia

Także inni uważają, że terapia hormonalna nie jest jeszcze w pełni uzasadniona naukowo. „Lekarze i pacjenci, którzy myślą, że takie leczenie ma spory wpływ na zniknięcie wszystkich lub większości objawów, mogą się zdziwić ostatnimi wynikami losowych badań” – piszą amerykańscy lekarze, Lisa Schwartz i Steven Woloshin w fachowym piśmie „JAMA Internal Medicine”. Tak więc otyłość brzuszna zmniejsza się tylko trochę, hormon nie poprawia też za bardzo muskulatury, libido, satysfakcji seksualnej ani nastroju.

Zbyt wysoki poziom testosteronu może natomiast wyrządzić szkody w ciele mężczyzny. Do ostatnio prowadzonych badań zgłosiło się ponad 200 seniorów, którzy codziennie smarowali się albo maścią bez czynnika (placebo), albo żelem z testosteronem. Wyniki były niepokojące. W grupie „testosteronowej” 23 mężczyzn uskarżało się na bóle w piersiach, nadciśnienie, omdlenia, duszności, udary, zawały serca i inne problemy z układem krążenia. W tak samo licznej grupie kontrolnej podobne przypadłości miało tylko pięć osób. Po sześciu miesiącach lekarze przerwali badania, by więcej nie narażać zdrowia pacjentów z grupy testosteronowej.

Wiadomo też, że aplikowany męski hormon może zwiększyć ryzyko raka prostaty. U ponad 40 proc. mężczyzn po 50 roku życia wykrywa się małe skupiska rakowe w prostacie, które pozostają w stanie uśpienia. Na te niegroźne komórki testosteron działa jak przyspieszacz wzrostu. Stephan Wächter ostrzega więc: Jeśli przepisuje się komuś testosteron tylko po to, żeby był sprawniejszy, i nie bada się go przy tym na obecność komórek rakowych w prostacie, jest to bardzo nie w porządku. Obecny boom na testosteron może za kilka lat zaowocować epidemią raka prostaty.

Podawany w nadmiernych dawkach męski hormon sprzyja rakowi prostaty

U kobiet był już podobny skandal. Ginekolodzy przez lata bagatelizowali zagrożenie niesione przez sztuczne hormony aplikowane podczas klimakterium. Skutkiem były liczne zachorowania na raka piersi u tych kobiet, które bez namysłu łykały owe preparaty. Uważajmy zatem, żeby hormony definitywnie nie popsuły nam samopoczucia.

Der Spiegel, distr. by NYT Synd.

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną