Forum

Najciekawsze historie świata

Wydarzenia
27 lutego 2014

Porno, które zatrzęsło Niemcami

Plac zabaw osobliwych

Najpierw wabili swe ofiary pieniędzmi, pizzą, lodami i sportem. Potem nagrywali nagich chłopców. Twórcy pedofilskich filmów zarabiali krocie, wykorzystując biedę i naiwność dzieci z Rumunii i Ukrainy.
Frederik Obermeier, Tanjew Schultz
Süddeutsche Zeitung Süddeutsche Zeitung

Mali, nadzy chłopcy występujący przed kamerą to Rumuni, reżyserem był dorosły Niemiec. Filmował ich i wysyłał nagrania do kanadyjskiej firmy. Ta sprzedawała DVD na stronie internetowej Azov Films (wcześniej 4PSP) i miała klientów na całym świecie. Jednym z nich był niemiecki deputowany Sebastian Edathy. Na stronie internetowej firma zapewniała, że filmy z nagimi dziećmi „w zasadzie” są legalne… Dla porządku zaznaczano, że w różnych państwach obowiązują odmienne przepisy prawa. Więc jeśli ktoś nie ma pewności, może zrezygnować z zakupu.

Jednak sprzedaż szła znakomicie. Wśród wielu klientów popularne były produkcje Niemca Markusa R., który w kanadyjskiej firmie występował jako Peter P. W Niemczech był swego czasu karany za przestępstwo seksualne, potem przeniósł się do Rumunii – do miasteczka Satu Mare przy granicy z Ukrainą, a następnie do Zalau w centrum kraju.

Karate kid

Markus R. oferował kursy karate, a ponieważ były bezpłatne, spotykały się z odpowiednio dużym zainteresowaniem. Wielu rodziców nawet się cieszyło, że sympatyczny młody mężczyzna zajmuje się ich pociechami. Nie wiedzieli jednak, że Niemiec filmuje roznegliżowane lub nagie dzieci, a potem w e-mailu reklamuje, że jeden z chłopców miał erekcję. Nagrania miały tytuły: „Boys Fights” czy „FKK Water Guns”. Firma Azov Films reklamowała je obleśnymi sloganami typu: „Nie daj się zwieść jego niewinnymi kędziorkami, bo za tymi oczętami skrywa się niezłe ziółko”. Nie zabrakło też dwuznacznych dowcipasów o „narzędziach”, którymi dysponują młodziankowie.

Azov Films ściągało nagrania z całego świata: z Rumunii (jak w przypadku Markusa R.), Stanów Zjednoczonych, Francji, Ukrainy i Hiszpanii. Kanadyjski dystrybutor miał też ponoć ponad 40 filmów wyprodukowanych w Niemczech. Nagrano je, jak wszystko na to wskazuje, w latach 1990–2006, a przedstawiają chłopców o imionach Marc, Felix i Patryk. Dystrybutorzy z Azov Films zachwalali dzieła jako „naturystyczne”. Dzieci występują tam „w naturalnych pozach”, jak przystało na niewinny kult nagości. Markus R. zapewniał, że nigdy nie molestował seksualnie rumuńskich chłopaków. Ale w którym momencie zaczyna się molestowanie? Czy naturalnym jest, gdy nagie dzieci pieszczą się wzajemnie przed włączoną kamerą? Albo że 13-latek dostaje w przeliczeniu cztery euro za pozowanie przed kamerą w majtkach, a za ich ściągnięcie otrzymuje dwa razy tyle?

Dziennikarskie śledztwo kanadyjskiego dziennika „Toronto Star” wykazało, że filmowcy zjednywali sobie rumuńskie dzieci podarkami pieniężnymi, pizzą i lodami. Sympatyczny nauczyciel karate jeździł z nimi na wycieczki, pozwalał się im kąpać w basenie i siłować. W podobny sposób wabił młode ofiary pewien ukraiński pracownik naukowy. Kierował grupą młodzieżową, jeździł z podopiecznymi na Krym, gdzie ponoć czekali już na nich dorośli goście. Był to swoisty obóz wakacyjny dla pedofilów. Także ukraiński uczony zaopatrywał Azov Films, a przynajmniej jedno dziecko z jego otoczenia pojawiło się potem w ewidentnych pornosach.

W naturalnej pozie

Markus R. miał podczas działalności w Rumunii pozyskać około 200 dzieci na kursy karate, niektóre wystąpiły później w jego filmach. Rodzice ponoć przez długi czas nie wiedzieli, co się dzieje i co Niemiec wyczynia na placu zabaw otoczonym wysokim ogrodzeniem. Znali go jako skorego do pomocy faceta, z którym chłopcy chętnie spędzali wolny czas. – Super było to, że mieliśmy rozrywki, Markus był naszym przyjacielem. Był hojny, stawiał pizzę i grał z nami w kręgle – opowiadał jeden z chłopców dziennikarzowi niemieckiej telewizji. Tylko to, że musiał się rozbierać, było jakieś dziwaczne. W końcu jakiś miejscowy chłop uznał to wszystko za podejrzane i zaalarmował rodziców. W sierpniu 2010 r. Markus R. został aresztowany.

W listopadzie 2013 r. policja kanadyjska ujawniła swoje działania; wzięła na celownik Azov Films i przymknęła szefa firmy Briana Waya. Podczas dochodzenia policjanci znaleźli imponującą bazę klientów. Filmy zamawiali pedofile z ponad 50 krajów. Jednym z nich był w latach 2005–2010 ów deputowany do Bundestagu, Sebastian Edathy. Zapewnia, że nie zamawiał materiałów, za które groziłaby odpowiedzialność karna. To prawny aspekt sprawy. Ale co ze sfilmowanymi dziećmi i ich rodzicami?

Pod wpływem kanadyjskiej afery w wielu krajach zainicjowano kolejne dochodzenia, które ujawniły niekiedy bardzo drastyczne przypadki przemocy seksualnej wobec nieletnich. Filmy Markusa R. i jemu podobnych „reżyserów”, którzy kręcili nagrania w estetyce tzw. naturyzmu, nie podpadają zapewne jednoznacznie pod kategorię pornografii dziecięcej, w każdym razie nie w Niemczech. Mimo to dzieci te muszą żyć teraz ze świadomością, że w różnych częściach świata są mężczyźni, którzy zaspokajają się seksualnie, patrząc na ich ciała. – Mój syn został naznaczony psychicznie do końca życia – wyznał jeden z ojców gazecie „Toronto Star”.

Markusa R. skazano w Rumunii na karę wieloletniego więzienia. W liście do jednego z wykorzystywanych chłopców 35-letni obecnie sprawca napisał tuż po aresztowaniu: „To, co robiłem, było bardzo złe. Wykorzystywałem ciebie i innych, a żadna kara nie naprawi tego, co zniszczyłem w twoim sercu”. Obecnie Niemiec jest znów na wolności i okazuje skruchę. Tłumaczy, że poszedł na lep pieniędzy: na nakręconych w Rumunii filmikach zarobił w sumie około 150 tys. euro. – To bardzo dużo pieniędzy i niestety, naturalną koleją rzeczy, zaślepiło mnie to – tak brzmi jego oficjalna wersja, którą opowiedział niemieckiej telewizji.

Jest także inna wersja, która w środowisku pedofilów zyskuje większy posłuch. Pewien osobliwie kompetentny znawca osobowości Markusa R. opowiedział na forum internetowym rzekomo „prawdziwą historię”. Według niego to nie Markus R. wtargnął w życie rumuńskich chłopców, ale odwrotnie – to oni zagięli na niego parol. Na przykład taki Alex, „mały, dziewięcioletni smyk, żywy jak srebro, ciekawy przygód i głodny miłości”. Markus R. postanowił „zrobić to, co najlepiej umiał, lubił i czego tak bardzo pragnął: zaczął się zajmować Aleksem”.

A ten miał kumpli, wśród których byli Vlaviu, Loredan, Andriej, Vlad, Lucian i Jonut. Klientom Azov Films imiona te z pewnością nie są obce. I oczywiście nieświadomy niczego Markus R. wszystkich ich sfilmował w dobrej wierze i „bez żadnego ukrytego zamiaru”. W pewnym momencie wstawił filmy do internetu, a odzew przeszedł najśmielsze oczekiwania. Niestety, potem sprawa się rypła, a Markus R. został skazany. Bezczelny artykuł w internecie kończy się pytaniem, czy Markus R. żałuje tego, co się stało. Zdaniem autora trzeba go znać, by zrozumieć, dlaczego nigdy nie udzieli na to odpowiedzi. W skrytości ducha powie sobie jednak: „Życie jest cudowne!”. Rumuńskie rodziny z pewnością mają zupełnie inne odczucia.

© Süddeutsche Zeitung

***

Siatka pedofilska

Kanadyjska firma wysyłkowa Azov Films z Toronto, specjalizująca się w nagich filmach: jej dostawcy, jej ofiary

1 Kanada
Firma Azov Films z Toronto miała w ofercie około 600 nagich filmów, z których 160 uznano za pornografię dziecięcą. Właściciel firmy Brian Way został już aresztowany. Swoje filmy otrzymywał od dostawców z co najmniej tuzina różnych krajów.

2 Niemcy
Azov Films miała w ofercie również ponad 40 filmów, które zostały podobno nakręcone w Niemczech. Mają takie tytuły jak „ Wycieczka łódką”, „Chłopcy w błocie” czy „Marc na słońcu”. Filmy przedstawiające chłopców mówiących po niemiecku powstały w latach 1990-2006.

3 Ukraina
Wiele spośród filmów, jakimi dysponowało Azov Films, zostało nakręconych na Ukrainie. Ówczesny specjalista od turystyki, profesor Igor R., nakręcił jako „ZZ” kilkadziesiąt filmików na Krymie. Ulubionym tematem innego pedofila było filmowanie małych chłopców po gimnastyce w saunie.

4 Rumunia
Niemiecki pedofil Markus R. kręcił w rumuńskich miastach Satu Mare i Zalau oraz w pobliskich wioskach nagie filmy wideo, przedstawiające różnych chłopców, i sprzedawał je Azov Films nawet za tysiąc dolarów od sztuki. W roku 2010 otrzymał wyrok skazujący, na wolność wyszedł w 2012 r.

***

Nosił Katon razy kilka…

Poseł rządzącej koalicji w Niemczech kolekcjonował filmy pedofilskie, a Angela Merkel ma kłopot.

Nie złamałem prawa i nie widzę powodu, żebym miał się tłumaczyć z czegoś, co nie jest wykroczeniem. Zdawało się mi, że w cywilizowanym kraju istnieje coś takiego jak sfera prywatna” – tak odgryzał się dziennikarzom niemiecki deputowany Sebastian Edathy podejrzany o kupowanie pornografii dziecięcej w Azov Films. Właściciel tej firmy już siedzi, a kanadyjskie organy ścigania od dłuższego czasu rozpracowują międzynarodową siatkę odbiorców trefnego towaru. Śledztwo objęło 50 krajów, 348 osób aresztowano, udało się skonfiskować setki filmów z udziałem dzieci. Ściga się także klientów. Jednym z nich właśnie okazał się poseł Edathy – wschodząca gwiazda niemieckiej socjaldemokracji (SPD). Teraz to już były poseł – bo natychmiast złożył mandat i zniknął, przypuszczalnie w Danii. Wcześniej jeszcze zgłosił na policji rzekomą kradzież swojego laptopa.

Wśród filmów i zdjęć, zabezpieczonych przez prokuraturę w mieszkaniu Edathy’ego i w jego komputerze w Bundestagu, nie znaleziono jak dotąd pornografii dziecięcej. Tylko „materiały na pograniczu tego, co prawnie dopuszczalne”. Czyli filmy ukazujące nagie dzieci i dorastających chłopców – na plaży czy w saunie. To jeszcze nie pornografia, choć kierownictwo SPD z obawy przed reakcją opinii publicznej natychmiast ogłosiło, że kupowanie takich zdjęć jest niemożliwe do pogodzenia z godnością działacza socjaldemokracji.

To nie przypadek, że mieszkanie posła było „czyste” – wcześniej bowiem Edathy został uprzedzony o grożącej mu rewizji. Najpierw minister rządu Angeli Merkel powiedział kolegom partyjnym posła o toczącym się wobec niego dochodzeniu, a ci dali cynk Edathy’emu. Miary skandalu dopełnia fakt, że 44-letni Sebastian Edathy przedtem uchodził za autorytet moralny, nieomal za Katona w Bundestagu. Przez dwa lata przewodniczył komisji śledczej rozpatrującej sprawę neonazistowskiej szajki, która latami bezkarnie mordowała imigrantów – głównie Turków. Szajka mogła działać tak długo, gdyż prokuratura i policja nie przykładały się do śledztwa. To udowodnił im Edathy, więc teraz dla odmiany organy ścigania udowodnią coś jemu.

Die Zeit, Der Tagesspiegel

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną