Forum

Najciekawsze historie świata

Obyczaje
10 kwietnia 2014

Żyd, gej i draq queen w jednej osobie

Adam gdzie ty masz żebro?

Czy można być ortodoksyjnym żydem, a równocześnie transwestytą i homoseksualistą? Styl życia Szahara stoi w całkowitej sprzeczności z jego religią. A jednak próbuje połączyć ogień z wodą w kraju, gdzie liberałowie zderzają się z nieustępliwymi konserwatystami.
Na podstawie Paris Match

Siedząc na kanapie, Szahar czeka cierpliwie, aż przyjaciółka skończy go malować. Anna robi to z ogromną pieczołowitością. Maskara, podkład, wreszcie czerwona szminka na usta… Mężczyzna zerka w lustro, by sprawdzić efekt. Potem ściąga z głowy jarmułkę i zamiast niej zakłada perukę w kolorze blond. Anna zapina mu stanik wypchany dla niepoznaki małymi poduszeczkami. Szahar wstaje i wsuwa na stopy złocone pantofelki. Transformacja jest już ukończona. Zmienił się w rabbanit Malkę Falsze, swoje kobiece alter ego.

Na co dzień pracuje w firmie telemarketingowej. Dopóki wykonuje zawodowe obowiązki, nie w głowie mu przebieranki. Jednak wieczorami zmienia się w drag queen. To pasja, której poświęca cały wolny czas. Chętnie korzysta przy tym z życzliwości znajomych. Wciąż mieszka z rodzicami i raczej unika przebierania się pod ich dachem. – Oni o tym wiedzą, ale dopóki nie mam własnego mieszkania, wolę przebierać się i malować u przyjaciół.

Pan(i) rabin

– Nie jestem kobietą i nie chcę się nią stać, ale bardzo mnie pociąga możliwość zmiany płci na kilka godzin. Rabbanit jest częścią mojej osobowości, jest we mnie, a mimo to odnoszę się do niej tak, jakby była kimś innym – mówi Szahar. Tego wieczoru pojawi się pod jej postacią na bulwarze Rotszylda w Tel Awiwie, by wziąć udział w manifestacji. Jej uczestnicy zamierzają zaprotestować przeciw homofobicznym atakom na środowisko LGBT, do których doszło na początku roku.

Na tle innych aktywistów Szahara wyróżnia to, że jest pobożnym żydem. „Rabbanit” oznacza po hebrajsku żonę rabina, ale nieoficjalnie tym słowem określa się także kobietę będącą rabinem. Malka Falsze znaczy w hebrajskim slangu tyle, co „fałszywa królowa”. Wcielanie się w tę postać jest dla Szahara nie tylko rozrywką, ale także sposobem, aby wyrazić własne przesłanie. Chce on „pokazać wszystkim, że mogą żyć w wierze i równocześnie otwarcie manifestować swoją seksualność”. Ale ta jego dumna postawa jest owocem długiej metamorfozy: Szahar musiał najpierw zaakceptować swoją tożsamość płciową, a potem pogodzić ją z głęboką wiarą.

Tel Awiw słynie z tolerancji. W 2011 r. amerykański portal Gaycities.com uznał go nawet za najbardziej przyjazne gejom miasto na świecie. To oaza zachodniej kultury w sercu Bliskiego Wschodu, jaskrawo kontrastująca z bardzo konserwatywną Jerozolimą. W oknach budynków w centrum miasta powiewają tęczowe flagi, a lokalne władze organizują ogromną paradę Gay Pride, która przyciąga każdego roku ponad 150 tys. ludzi. Jednak Tel Awiw jest wyjątkiem, mimo wysiłków na rzecz zmiany świadomości społecznej podejmowanych przez środowiska LGBT.

Homoseksualizm jest jednym z największych tabu judaizmu, a debata na ten temat z trudem rozwija się w izraelskim społeczeństwie.

W Księdze Kapłańskiej, jednej z pięciu ksiąg Tory, napisano: „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość” (Kpł 20, 13). Młodzi pobożni mężczyźni, którzy przyznają się do odmiennych preferencji, są często wykluczani ze wspólnoty. Innych zachęca się do skorzystania z pomocy skrajnie ortodoksyjnych organizacji, takich jak stowarzyszenie Acat Nefesz (Wskazówki dla duszy). Oferuje ono „terapię naprostowującą” dla młodych mężczyzn w wieku od 18 do 25 lat, aby „sprowadzić ich na właściwą drogę” heteroseksualizmu.

A stawką był ślub

Szahar Hadar Naszman urodził się na przedmieściach Tel Awiwu w tradycyjnej rodzinie, bardziej przywiązanej do judaistycznych wartości niż do ścisłych praktyk religijnych. W okresie dojrzewania odkrył u siebie pociąg do mężczyzn, ale nie był jeszcze gotów zaakceptować swojej odmiennej orientacji. W wieku 19 lat postanowił zwrócić się ku religii. Nakłoniła go do tego jedna z jego ultraortodoksyjnych koleżanek. – Miała odpowiedź na wszystkie pytania, jakie sobie wówczas zadawałem. Pewnego dnia zaprowadziła mnie do rabbanit Cook, słynnej kaznodziejki, która zgodziła się udzielić mi błogosławieństwa, ale pod jednym warunkiem: że będę przestrzegać szabatu.

Kilka miesięcy później Szahar wyruszył do Jerozolimy i wstąpił do jesziwy (szkoły talmudycznej dla mężczyzn). Porzucił modne ciuchy i zaczął chodzić w stroju chasyda, zapuścił też brodę i pejsy. Całe dnie spędzał na intensywnym studiowaniu Tory, z przerwami na trzy codzienne modlitwy. – Byłem coraz lepiej zorientowany w sprawach religijnych, a równocześnie coraz bardziej utwierdzała się moja homoseksualna tożsamość. Jednak w tamtym czasie postanowiłem zepchnąć ją w cień, by zagłębić się w wierze. Pewnego wieczoru we wspólnej sypialni jeden ze słuchaczy jesziwy zaproponował mu złamanie biblijnego zakazu. Potem jednak jego partner na jedną noc, dręczony widać wyrzutami sumienia, wyznał swój grzech. Nazajutrz Szahar został wezwany do rabina i się dowiedział, że zostanie wydalony ze szkoły, nieodwołalnie i ze skutkiem natychmiastowym.

Po wykluczeniu z ultraortodoksyjnej społeczności postanowił kontynuować swoje studia religijne w mniej rygorystycznym otoczeniu i wrócił do domu rodziców. Z biegiem czasu jego seksualność i pasja religijna coraz bardziej wchodziły sobie w paradę, a  rodzina zaczęła na niego naciskać, żeby pomyślał o ożenku. Przyparty do muru Szahar poślubił w końcu dziewczynę, którą poznał za pośrednictwem swatki. – Ten ślub był ceną, jaką musiałem zapłacić, by zadowolić swoją rodzinę i religijną wspólnotę.

Niestety, małżeństwo nie było udane. Młoda para rozwiodła się już po roku, gdy jego żona urodziła córeczkę, którą Szahar widział tylko raz w życiu – na porodówce. Później teściowie utrudniali mu dostęp do dziecka, na które jednak rzetelnie płaci co miesiąc alimenty. – Po wielu upokorzeniach przestałem zabiegać o to, aby móc ją widywać. Ale pewnego dnia ona sama mnie odnajdzie – mówi z nadzieją Szahar. Właśnie wówczas, będąc na życiowym zakręcie, Szahar wreszcie się przełamał. – Przez lata robiłem wszystko, by zapomnieć o swojej prawdziwej tożsamości. Rozwód był przełomowym wydarzeniem.

Miał wtedy 23 lata, znalazł pracę i rozpoczął długi okres akceptacji. Przez ponad sześć lat prowadził podwójne życie. Codziennie wieczorem zamykał się w toalecie na dworcu autobusowym, zdejmował czarny garnitur i ukrywał pejsy pod czapką z daszkiem, by następnie spędzić noc w gejowskich klubach w Tel Awiwie. – Musiałem się wiele modlić, by w końcu zrozumieć, że Bóg stworzył mnie takiego, jakim jestem.

1 sierpnia 2009 r. w Tel Awiwie dokonano przestępstwa, które odbiło się szerokim echem. Zamaskowany mężczyzna, ubrany na czarno, wtargnął do baru Noar, gdzie spotykała się młodzież z kręgów LGBT. Otworzył ogień, zabijając dwóch młodych ludzi i raniąc piętnaścioro innych. Szahar wciąż doskonale pamięta tamten letni dzień: Jechałem autobusem i usłyszałem w radiu tę wiadomość. To był straszny szok – wspomina. Para gejów siedzących przed nim zaczęła rozmawiać o tej tragedii. – Nie mogłem się powstrzymać. Powiedziałem im, że to straszna wiadomość i że solidaryzuję się z ofiarami – opowiada. Mężczyźni ze zdumieniem patrzyli na ortodoksyjnego żyda, który zwrócił się do nich z dobrym słowem. A on odpowiedział: Jestem taki jak wy. Jestem gejem.

Drag Yourself

– To właśnie wtedy te słowa po raz pierwszy przeszły mi przez gardło w miejscu publicznym – opowiada Szahar. Ale wciąż nie ujawniał się przed rodzicami. Dopiero przy okazji parady Gay Pride w następnym roku zdobył się na odwagę. W przeddzień szabatu przeszedł w kolorowym korowodzie ulicami Tel Awiwu, a po powrocie do domu wyznał matce, że jest homoseksualistą. A ona z uśmiechem udzieliła mu błogosławieństwa. – Wtedy zdałem sobie sprawę, że mogę być bardzo religijny, akceptując przy tym swoją orientację seksualną.

Stopniowo oddalił się od kręgów ortodoksyjnych, ale wciąż pozostał bardzo pobożnym żydem, a równocześnie za namową znajomych odkrył uroki przebieranek. Kilka miesięcy później zapisał się do Drag Yourself, pierwszej szkoły transwestytyzmu w Izraelu. Ta niekonwencjonalna placówka założona przez Gil Naveh oferuje naukę makijażu, kursy tańca i aktorstwa dla tych, którzy chcą pójść w ślady słynnej izraelskiej drag queen. – Chodziłem na wykłady teoretyczne, poświęcone na przykład historii tego ruchu, ale także na bardziej praktyczne zajęcia, w trakcie których uczono nas m.in. chodzić w butach na wysokim obcasie – mówi z rozbawieniem Szahar.

Na kursy odbywające się w ośrodku kultury gejowskiej w Tel Awiwie uczęszczali bardzo różni ludzie, stanowiący według Szahara „cały przekrój naszego społeczeństwa”. – Wśród słuchaczy byli: izraelski żołnierz, Arab, drag king (przebierająca się kobieta), no i ja, religijny żyd. To właśnie wtedy wymyśliłem swoją rabbanit – opowiada Szahar. Chciał on stworzyć „postać mniej prowokacyjną niż większość drag queens”, bardziej przypominającą „matkę rodziny podziwianą za zaangażowanie w życie społeczności religijnej” niż kobietę wampa. Dziś, mając za sobą ponad rok takiego podwójnego życia, nie ma wątpliwości, że to był trafny wybór. – Rabbanit jest ulepszoną wersją mojej osobowości. Ma więcej siły, bo nie dźwiga na sobie ciężaru mojej przeszłości.

Szahar uważa, że trudniej byłoby mu zaakceptować swoją podwójną tożsamość, gdyby nie zmiana postaw zachodząca w izraelskim społeczeństwie. To rabin Ron Josef jako pierwszy złamał tabu homoseksualizmu w judaizmie. Ten kaznodzieja związany z synagogą w Netanji wywołał burzę w 2009 r., ujawniając w izraelskiej telewizji swą homoseksualną orientację. Rok wcześniej założył anonimowo stowarzyszenie Hod (co jest skrótowcem od hebrajskich słów „religijny” i „homoseksualista”), które wzywa do „tolerancyjnego dialogu”.

Ortodoksi obrodzili

Idąc w ślady Rona Josefa, także i Szahar angażuje się w codzienne życie społeczności gejowskiej w Tel Awiwie. Trzy razy w miesiącu obsługuje infolinię w gejowskim centrum kultury, odbierając telefony od ludzi, którzy zastanawiają się nad swoją seksualnością. – Przez te lata, gdy sam byłem w głębokiej rozterce, nie miałem z kim porozmawiać. Dlatego teraz pragnę przede wszystkim pomagać innym.

Jednak ultraortodoksyjna społeczność umacnia swoją pozycję w Izraelu. Jak mówi Ilan Greilsammer, politolog z Uniwersytetu Bar-Ilan, „notuje dużo większy przyrost demograficzny niż reszta ludności i z każdym rokiem wywiera coraz to większy wpływ na politykę wewnętrzną. W kręgach religijnych ultrasów ludzie żenią się wcześnie, płodzą dzieci w młodym wieku i tworzą bardzo duże rodziny. Ultrareligijni żydzi stanowią obecnie 15 proc. ludności, ale za 30 lat mogą stanowić nawet 40 proc. izraelskiego społeczeństwa. Walka Szahara bynajmniej nie jest wygrana.

Na podstawie Paris Match

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną