Forum

Najciekawsze historie świata

Ludzie
27 kwietnia 2016

Kłopotliwy mułła

Metoda na wnuczka

Nie turban zdobi człowieka. W Iranie nawet nosząc nazwisko Chomeini, można zostać Persem gorszego sortu.
Na podst. Le Point

Chmury smogu wiszące nad Teheranem nie przesłaniają imponującej złocistej kopuły okolonej czterema strzelistymi minaretami. Jednak zbliżając się do mauzoleum ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego w południowej części miasta, warto też patrzeć pod nogi. Niemniej imponujące wrażenie robią bowiem kunsztownie tkane perskie dywany rozłożone na marmurowych płytach. Rozchodzą się w różne strony, wskazując osobne wejścia dla mężczyzn i kobiet. Wiernych wchodzących do środka witają portrety. Na jednym z nich widzimy ogromną postać twórcy republiki islamskiej. Obok widnieje nieco mniejsza podobizna obecnego duchowego przywódcy Iranu. W odróżnieniu od swego poprzednika Ali Chamenei nie jest szeroko roześmiany; sprawia raczej wrażenie zamyślonego.

Tego wieczoru wśród zgromadzonych wyróżnia się młody mułła w czarnym turbanie, który jest oznaką potomków Proroka. Ten spokojny, uśmiechnięty mężczyzna o okrągłej twarzy okolonej krótką brodą nazywa się Hasan Chomeini. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa – jest wnukiem słynnego ajatollaha i poprowadzi dziś modlitwę w obecności setek wiernych. Za jego plecami w ogromnej hali o pozłacanych ścianach znajdują się dwa groby, w których spoczywają jego dziadek i ojciec. Hasan Chomeini od 1995 r. jest strażnikiem tych miejsc pamięci.

Na każdy temat

Słynny ajatollah miał aż 15 wnuków, ale to właśnie Hasan był od małego jego ulubieńcem, a w przyszłości miał pójść w ślady dziadka. To dlatego przez 20 lat studiował teologię w świętym mieście Kom. Dziś, w wieku 43 lat, sam zajmuje się nauczaniem. Jego wykłady cieszą się dużą popularnością i przyciągają setki słuchaczy zwabionych nie tylko słynnym nazwiskiem. – To nie jest typowy tępogłowy mułła. Przyciąga młodych, poruszając aktualne tematy społeczne i wykorzystując nowe technologie – wyjaśnia jego przyjaciel, reformatorski polityk Dżawad Emam.

Podopieczni też nie mogą się go nachwalić. Hasan Chomeini jest życzliwym i wyrozumiałym nauczycielem. Podczas wykładów pozwala nawet słuchaczom używać telefonów i wchodzić na sieci społecznościowe. – Możemy też bez skrępowania zadawać mu pytania na wszystkie tematy – mówi jeden ze studentów. Zdaniem ludzi, którzy dobrze znają Hasana, za tym wszystkim stoi otwartość umysłu i nienasycona ciekawość. – On nigdy nie skupiał się wyłącznie nie studiach religijnych. Interesowały go też tak różne zagadnienia, jak filozofia, polityka, nauki społeczne, psychologia czy historia – twierdzi reformatorski polityk Mohammad Atrianfar.

Wnuk twórcy republiki islamskiej miał też okazję poznać świat. Studiował poza granicami Iranu: w Indiach, Pakistanie i w Republice Południowej Afryki, gdzie nauczył się angielskiego i poszerzał zakres wiadomości o współczesnych świecie. Ma encyklopedyczną wiedzę i umie robić z niej użytek. W niedawnej dyskusji zagiął przewodniczącego parlamentu Alego Laridżaniego w kwestii amerykańskich wyborów. Innym razem pojawił się w telewizji, by wziąć udział w popularnym programie „90”, poświęconym – a jakże! – piłce nożnej. Z muzułmańskim różańcem w ręce opowiadał, że jest fanem talentu Ronaldinho. Ze złośliwą satysfakcją wytknął też Saudyjczykom kompromitującą klęskę z Niemcami (0:8) na mistrzostwach świata w 2002 r.

– Jeszcze nigdy nie spotkałem duchownego, który byłby tak ludzki jak on. Zawsze kiedy się tu zjawia, siada obok ludzi i z nimi rozmawia, wysłuchuje ich problemów i stara się pomagać – wychwala go pod niebiosa Dżawad, właściciel sklepu z ubraniami, który w każdy czwartek stara się być na modłach prowadzonych przez Hasana przy mauzoleum jego dziadka.

Wnuk przywódcy rewolucji cieszy się opinią bezpretensjonalnego, prostego człowieka także w Kom, gdzie mieszka z żoną Nedą Bodżnurdi i czwórką dzieci w skromnym domku. Jeździ samochodem marki Samand – to niezbyt imponujący wytwór irańskiego przemysłu motoryzacyjnego oparty na częściach do przedpotopowego już peugeota 405. Kiedy przyjeżdża do Teheranu, nocuje w skromnym domku ojca, zagubionym wśród krętych uliczek w północnej części stolicy.

To właśnie tam postanowił przed kilkoma miesiącami wkroczyć na polityczną scenę. Hasan Chomeini nie poszedł na łatwiznę. Wnuk słynnego ajatollaha postanowił przyłączyć się do obozu… reformatorów. Nie był to przypadek, bo już od małego stykał się z ludźmi z bliskiego otoczenia swojego dziadka. A byli to prominentni przedstawiciele islamskiej irańskiej lewicy, którzy towarzyszyli imamowi w trakcie jego długiego pobytu na wygnaniu w Turcji, Iraku i we Francji. Za sprawą swojego przodka miał też okazję poznać Mir-Hosejna Musawiego, premiera kraju w latach 80., ówczesnego ministra kultury Mohammada Chatamiego czy naczelnego dowódcę sił zbrojnych i późniejszego prezydenta Alego Akbara Haszemiego Rafsandżaniego. Tak się jakoś złożyło, że ci weterani rewolucji stali się z biegiem lat liderami ruchu reformatorskiego.

Jednak myliłby się ten, kto by uważał go za krnąbrnego rozpolitykowanego mułłę, który wykorzystuje znane nazwisko, aby budować swoją osobistą pozycję. Hasan Chomeini unika ostrych polemicznych wystąpień i stara się nigdy nie wkładać kija w mrowisko. – Choćby ze względu na swoje nazwisko musi się ustawiać ponad zwykłą polityczną nawalanką. Nie oczekujmy, że zacznie wieszać psy na konserwatystach i potępiać ich w czambuł. Ale też nie musi trąbić naokoło, co myśli, żeby wszyscy w Iranie doskonale znali jego stanowisko – mówi znajomy Hasana, reformator Said Lajlaz.

W czerwcu 2009 r., gdy miliony Irańczyków wyszło na ulice w proteście przeciwko wątpliwym wynikom wyborów, w których reelekcję uzyskał ultrakonserwatywny prezydent Mahmud Ahmadineżad, aresztowano wielu ludzi z bliskiego otoczenia Hasana Chomeiniego. On sam oficjalnie nie pisnął słówka. Za to za kulisami aktywnie zabiegał o ich uwolnienie. Posłał też swoich dwóch młodszych braci na spotkanie z ludźmi wyciągniętymi z więzień.

Już samo to było w oczach ultrakonserwatystów śmiertelnym grzechem. Ich zdaniem wnuk wielkiego ajatollaha przekroczył czerwoną linię, wspierając „rokosz” przeciwko republice islamskiej. – Hasan nie jest godny nosić nazwiska Chomeini i wkrótce będzie mieć poważne problemy – odgraża się jeden z liderów frakcji konserwatywnej. Inny działacz tego nurtu mówi nieco ostrożniej: Każda rewolucja ma swoich zawalidrogów.

27 lat po śmierci ajatollaha Chomeiniego w Iranie wciąż żywy pozostaje kult jego osoby jako założyciela republiki islamskiej. Za to jego potomek jest niczym trędowaty w oczach konserwatystów, którzy pociągają za sznurki w kręgach władzy. W 2010 r., rok po zielonej rewolucji, został głośno wygwizdany przez zwolenników Ahmadineżada, gdy wygłaszał wystąpienie przed mauzoleum swojego dziadka. Pierwszy raz w historii Iranu zdarzyło się, żeby ktoś noszący nazwisko Chomeini został potraktowany tak obelżywie.

Sześć lat później, gdy prezydentem kraju jest uważany za „umiarkowanego” Hasan Ruhani, wnuk Chomeiniego nie musi już pozostawać w cieniu. Jego wizerunek pojawił się na plakatach w Teheranie. Pozuje z politykami obozu reformatorskiego. To zresztą jeden z nich, były prezydent Rafsandżani, nakłonił go, aby kandydował w wyborach do Zgromadzenia Ekspertów. To bardzo ważny organ, bo jego 88 członków wybierze w przyszłości nowego najwyższego przywódcę.

W lutym Rada Strażników Konstytucji wykorzystała pierwszy lepszy pretekst, aby uniemożliwić mu start w wyborach do Zgromadzenia Ekspertów. Powołano się na to, że Hasan Chomeini nie przystąpił do egzaminu z teologii. A przecież jego religijne kompetencje są powszechnie znane i zostały zresztą solennie potwierdzone przez kilku wysokich rangą duchownych. Konserwatyści twierdzą jednak obłudnie, że w Iranie nikt nie stoi ponad prawem, nawet poważani mułłowie i potomkowie legendarnych przywódców.

Jabłko pod jabłonią

W Iranie głośno już o kolejnym Chomeinim. Tym razem chodzi o 18-letniego Ahmada, prawnuka ajatollaha (i syna Hasana). Ten student teologii niedawno zamieścił na Instagramie swoje zdjęcie, na którym zamiast habitu mułły nosi dżinsy, modną bluzę z kapturem i sportowe buty. Ma tysiące fanów i zyskał już przydomek irańskiego Justina Biebera.

na podst. Le Point

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną