Forum

Najciekawsze historie świata

Echa polskie
29 września 2016

Egzorcyści mają wzięcie

Gdzie diabeł mówi „Szczęść Boże”

Szatan, duchy i demony – w Polsce egzorcyzmy szybko zyskują na popularności. W katolickim kraju rozdartym między niebem a piekłem ma to również wymiar polityczny.
Renate Meinhof
Süddeutsche Zeitung Süddeutsche Zeitung

Wypluła ze swych trzewi gwoździe, krótkie i zardzewiałe. Wyskoczyły z brzękiem, razem ze śrubami, na poświęconą ziemię. Kiedy się to dokonało, gdy pokropiono ją wodą święconą, a ona nie ryczała już niczym lew i nie wiła się jak żmija, ksiądz zebrał żelastwo i skrupulatnie włożył je do jednego z przezroczystych plastikowych pojemników, w które na targowiskach pakuje się sałatki jarzynowe i wszelakie kiszonki. Naczynie nakrył starannie denkiem, by żaden demon nie uciekł z plastikowego pudełka ani broń Boże nie zginął ani jeden gwóźdź. – Naprawdę widziała pani, jak ta młoda kobieta wymiotowała gwoździami? – pytamy. Dominika Skrok-Wolska, psychiatra i katolicka terapeutka, opiera się wygodnie w fotelu, z niejakim trudem zakłada nogę na nogę (po czterech ciążach nie jest łatwo) i zakrywa spódnicą kolano. – Widziałam te gwoździe – mówi przyjaźnie, ale tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Złe w nas wstąpiło

„Maryjo, królowo Polski, jestem przy tobie, pamiętam, Maryjo, królowo Polski” – zawodzą kobiety. Głos dochodzi zza zamkniętych drzwi, a na zewnątrz kościoła Chrystusa Króla w Bydgoszczy chłopaki śmigają na podrasowanych deskorolkach. „Nie, w niedzielę nie robimy zakupów, bo to jest dzień Pana. Świętujemy dzień święty, nie wolno wtedy pracować” – recytują hasła z plakatu umieszczonego przed kościołem. Kiedy to czytamy, z krawężników unoszą się brudne listki róż, wirują wokół stóp, bo chłopcy dodają właśnie gazu. Podeptane kwiaty ślubne i komunijne zdają się rozwijać skrzydła niczym umęczone motyle. „Maryjo, królowo Polski, jestem przy tobie”.

To opowieść o diable i złych mocach w Polsce. Kto podróżuje po kraju, zorientuje się, że wielu Polaków wierzy w istnienie szatana i demonów. Z demonami walczy około dwustu katolickich duchownych, wyznaczonych przez biskupów na egzorcystów, którzy w imieniu Jezusa Chrystusa mierzą się ze złem. Dwadzieścia lat temu było ich tylko siedemnastu. Czasopismo „Egzorcysta” – luksusowy magazyn mający też stronę na Facebooku – doradza co robić, gdy straszą duchy, kiedy z kranu poleje się krew zamiast wody, gdy słychać kroki niewidocznych postaci i zapłoną zasłony. W ciągu czterech lat pismo podwoiło nakład i można je znaleźć niemal w każdym kiosku. We wszystkich diecezjach odprawia się msze w intencji uzdrowienia i wyzwolenia z rąk szatana. Na msze pokutne trzeba przyjść punktualnie, bo inaczej trudno znaleźć miejsce.

Andrzej Trojanowski to kapłan i egzorcysta o chłopięcej posturze. Spotykamy się w środku lasu, w starym, zniszczonym młynie nieopodal Szczecina. Ksiądz siedzi wśród samodzielnie wykonanych krzeseł i taboretów. – Zachodni świat nie chce nic wiedzieć o złych duchach. O grzechu i szatanie nie napisze pani w swojej gazecie, bo straci poważanie. W Niemczech nie ma przecież diabła, prawda? – w jego oczach pojawia się triumfalny błysk.

Zachód pachnący siarką

Jak świat długi i szeroki egzorcyści wypędzają diabła z ludzi, których uznają za opętanych lub którzy sami się za takich uważają. Najczęściej odbywa się to według liczących czterysta lat przepisów Kościoła katolickiego. Ale np. wspólnoty charyzmatyczne czy kościoły ewangelikańskie obywają się bez Rytuału Rzymskiego, którego zmodernizowaną wersję „De exorcismis et supplicationibus quibusdam” Jan Paweł II zatwierdził jesienią 1998 r.

W unowocześnionym Rytuale zaleca się, aby w razie oznak diabelskiego opętania zasięgać opinii psychiatry, co ma związek ze śmiercią Anneliese Michel z bawarskiego miasteczka Klingenberg. Kobieta żyła 23 lata, zmarła z wycieńczenia w 1976 r. Przedtem przez wiele miesięcy za przyzwoleniem lokalnego biskupa wypędzano z niej diabła wedle kościelnych wytycznych z 1614 r. „Przypadek z Klingenberga” zyskał spory rozgłos. Sprawę badało mnóstwo uczonych, pokazywano ją w filmach. Jednak wśród polskich egzorcystów Anneliese Michel cieszy się wielką estymą, niczym święta. Przyczyna jest bardzo prosta. Trojanowski tłumaczy, że wierna przyjęła trudne zadanie, by swoim cierpieniem i śmiercią dowieść istnienia diabła, piekła i czyśćca. Oto cała interpretacja.

Skąd się wzięło zło na świecie? Trudno zakładać, że to Bóg stworzył diabła. Czy więc za zło odpowiada szatan? Co na to Nowy Testament? Jezus uzdrawiał chorych, wypędzał demony, ale co z diabłem? Takie pytania zawsze nurtowały teologów, ale w tej opowieści nie chodzi o naukową dyskusję o teodycei. Chodzi o Polskę, dokąd powrócił szatan. A od czasu zmiany władzy można odnieść wrażenie, że katolicki rytuał wypędzania diabła zyskał też wymiar polityczny i znajduje odpowiednik w publicznych poczynaniach rządu.

Wielu Polaków obawia się, że ich kraj znajduje się na drodze ku prawicowo-narodowej dyktaturze. Społeczeństwo jest głęboko podzielone i to samo dotyczy Kościoła katolickiego, który do schyłku lat 80. był instytucją niezależną i otwartą na każdego. Z pewną przesadą można powiedzieć, że Jarosław Kaczyński – rygorystycznie katolicki przywódca Prawa i Sprawiedliwości – jest nie tylko najpotężniejszą figurą polityczną, ale także kimś w rodzaju politycznego egzorcysty swej ojczyzny, który poświęcił się zadaniu oczyszczenia narodu od złych sił. Od zachodnich demonów, które sprzysięgły się na zgubę Polski. Politolog Basil Kerski określa prezesa PiS mianem „wodza sekty”.

Czy to nie on, ponad rok przed wyborami, w kwietniu 2014 r., podczas kolejnej miesięcznicy przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie, w otoczeniu zwolenników i księdza Stanisława Małkowskiego publicznie celebrował egzorcyzmy? „Prawdziwi katolicy” modlili się o wypędzenie z Polski „złych duchów”. A to był dopiero początek.

Polityka jak religia

Miałeś styczność z okultyzmem? Czytałeś „Harry’ego Pottera”? Świętowałeś Halloween? Jakieś kontakty z homoseksualistami? Masz w dziecinnym pokoju zabawki Hello Kitty? Uprawiałaś jogę? Homeopatia? Chińska medycyna? Buddyzm? A może aborcja? Takie pytania zadaje każdy kapłan, chcąc znaleźć „bramę”, przez którą przedostał się diabeł, by zawładnąć człowiekiem. Obserwując „oczyszczanie”, jakie nowy rząd w imponującym tempie przeprowadza od jesieni we wszystkich dziedzinach, włącznie z podręcznikami szkolnymi, czuje się, że Kaczyński pragnie zatrzasnąć wszystkie te bramy zła. A katolickie egzorcyzmy stanowią podglebie dla politycznych egzorcyzmów szefa PiS.

– Niektórzy tak właśnie chcą to widzieć – mówi Konrad Szołajski, wioząc mnie po Warszawie swoim samochodem. – Doszukiwanie się analogii między polityką a religią jest kwestią postawy światopoglądowej, jedni widzą to tak, drudzy inaczej – dodaje. Reżyser Szołajski jest mądrym, szczupłym mężczyzną. Siedzi w poczekalni warsztatu samochodowego na obrzeżach stolicy. Osobliwe miejsce na wywiad, ale mamy szczęście, że w ogóle go dopadliśmy. Jest bowiem w rozjazdach w związku z nowym filmem, w którym chce utrwalić to, co obecnie dzieje się w Polsce. „Dobra zmiana” – tak ma się nazywać dokument, który powstanie, o ile oczywiście autor zdoła zebrać nań pieniądze. Gdy rozmawiamy, trwa naprawa jego samochodu, co na szczęście zajmuje dużo czasu.

Jeśli ktoś zrozumiał istotę praktykowanych obecnie w Polsce egzorcyzmów, to jest nim właśnie Szołajski. Przeszło trzy lata gromadził materiał do dokumentu „Walka z szatanem”. Zdobył zaufanie księży i rodziców, którzy wysyłają córki do egzorcysty, bo ufają mu bardziej niż lekarzowi, a poza tym nie chcą niewygodnych pytań. – Z reguły są to dziewczęta i młode kobiety – mówi reżyser. Latem 2015 r. na ekrany wszedł film, który z empatią opowiada o losach dziewczyn i ich rodzin. Szołajski był obecny podczas wielu egzorcyzmów – z kamerą lub bez niej. W filmie przywołuje wypowiedzi religioznawców, psychologów i teologów interpretujących ten fenomen.

– Chcieliśmy zrobić film o ludziach. Nie chodziło nam o obraz polityczny – zapewnia twórca. Jednak każdy, kto uważnie ogląda film, dostrzega jego polityczne tło i pojmuje, co się stało w kraju po wyborach. – Wśród zaskakująco dużej liczby osób panuje u nas wiara w diabelskie opętanie i wpływ złych duchów na nasze życie – mówi reżyser. Czy można to pogodzić z cywilizacją XXI wieku, wiedzą, kulturą i demokracją? – Widać jakoś można, skoro tylu ludzi w to wierzy – odpowiada Szołajski. Może to polska specyfika?

Pan jest blisko!

Pierwsze egzorcyzmy, podczas których nawet asystował księdzu, były dla niego szokiem. Diabła wypędzano z 20-letniej studentki, pochodzącej z małego miasta. Miała problemy z mężczyznami, a gdy siedziała sama w pokoju, zwłaszcza wieczorem, trzęsła się ze strachu. Czuła, że obok czai się duch. Matka szybko doszła do wniosku, że córkę opętał diabeł. Zapytała o radę księdza.

– Diabeł się strasznie wścieka, gdy tylko ujrzy krzyż, usłyszy modlitwy i poczuje wodę święconą. Wtedy w udręczonym ciele ofiary mobilizuje wszystkie siły, więc opętaną trzeba koniecznie związać – wyjaśnił egzorcysta asystentowi. Wzięli zatem pasy i przywiązali nimi dziewczynę do krzesła w kaplicy. Ledwie to zrobili, a niewiasta zaczęła krzyczeć. Kościołem wstrząsnęło dzikie wycie...

Jak rodzice mogli do tego dopuścić? – Kapłan jest przedstawicielem Boga na ziemi. Nie buntujesz się, gdy powie: „Diabeł ma cię w posiadaniu”. Dla mnie był to jednak z początku szok. Jakby wstęp do gwałtu. Nie wiedziałem, czy mam wezwać policję, czy raczej karetkę pogotowia – opowiada reżyser. Po 40 minutach „diabeł spasował” i dziewczyna wstała z krzesła całkowicie spokojna. Szołajski podwiózł ją do domu i próbował przekonać, by zasięgnęła porady lekarza. Ale kobieta zerwała z nim kontakt, nigdy nie zatelefonowała, nie wysłała nawet esemesa.

Szkopuł w tym, że wizyta u psychoterapeuty też może zaprowadzić do kościoła, bo niektórzy terapeuci radzą pacjentom, by... udali się do egzorcysty.

W pobliżu Pałacu Prezydenckiego w Warszawie działa Centrum Pomocy Psychologicznej Bednarska. Chrześcijańscy psychoterapeuci pracują tu drzwi w drzwi z egzorcystami. Pomoc w przypadku homoseksualizmu, po aborcji, w depresji – na wszystko znajdzie się rada. Godzinna rozmowa z egzorcystą kosztuje 120 złotych, ale jeśli ktoś jest biedny, nie musi płacić. W jeden ze środowych wieczorów, o godzinie 21.00, przed drzwiami w milczeniu czeka jeszcze czwórka interesantów. Na dole, u bramy wejściowej, obok krucyfiksu wisi tablica: „Bądźcie spokojni, Pan jest blisko!”

Dominika Skrok-Wolska doskonale wie, jak blisko jest Pan i jak blisko jest szatan, o którego istnieniu jest głęboko przekonana. Widziała diabelskie gwoździe, a kobieta, która je wypluła z trzewi, była jej pacjentką. – Nie chcę opowiadać, co przeżyła w dzieciństwie ze swoją matką. Najgorsze były jednak ostatnie słowa rodzicielki. Krótko przed śmiercią powiedziała do niej: „A idź do diabła” – mówi. Ale to diabeł przybył do córki. Kobieta zaczęła utykać na jedną nogę. – Kulała – wspomina terapeutka, a obok słychać śpiew: „Maryjo, królowo Polski, jestem przy tobie”. Skrok-Wolska nie znalazła żadnej somatycznej przyczyny i po kilku wizytach nabrała pewności, że to szatan zawładnął ciałem kobiety, by ją dręczyć.

Gwóźdź programu

Pani psychiatra pracuje w dużym szpitalu niedaleko Bydgoszczy, ale ma też prywatną praktykę i nie musi obawiać się braku pacjentów. Wręcz przeciwnie. W filmie Szołajskiego odgrywa istotną rolę. Koledzy z kliniki się z niej podśmiewają. – Dominiko, powiedz, jesteś lekarką czy egzorcystką? – dopytywali. Ale to jej nie przeszkadza. Wie, co robi. Jest autentycznie zaangażowana. Jej zdaniem wielu kolegów po fachu uważa, że medycyna i wiara wzajemnie się wykluczają. – Ja to umiem pogodzić, modlę się za pacjentów.

Zresztą niewierzący lekarze także wysyłają chorych do egzorcysty, choć głośno się o tym nie mówi – twierdzi. Kulejąca pacjentka została uwolniona. Wypluła pełen pojemnik gwoździ.

Jeśli jednak młodą kobietę trzyma siedmiu chłopa i zmusza do picia wody święconej, to chyba jest to kolejne traumatyczne przeżycie? – Ależ one często w ogóle tego nie pamiętają, bo to nie kobieta walczy z mężczyznami, ale diabeł w jej ciele – wyjaśnia całkowicie poważnie bydgoska psychiatra. Owszem, głosowała na PiS. Dlaczego miałaby się z tym kryć? – Polska była na dnie pod względem duchowym. Unia Europejska narzuca nam rzeczy, które moralnie nie są dla nas dobre – mówi.

Ojciec Maciej Chmielewski, bydgoski egzorcysta, przechowuje gwoździe wyplute przez opętaną kobietę. Chowa je w pojemniku, bo służą też za pomoc dydaktyczną. Widać to dokładnie w filmie Szołajskiego. Kapłan zabiera je ze sobą, gdy w sutannie zmierza na lekcje religii w szkole. Wyjmuje tam eksponaty i pokazuje maturzystom. – Popatrz, co się stanie, gdy zawładnie tobą diabeł – mówi. Stoi przy tablicy i naśladuje szatańskie wycie. Młodzież siedzi w ławkach jak sparaliżowana.

A jak postępuje z pierwszakami? Rysuje im na tablicy węża oplatającego „drzewo poznania”. Opowiada o grzechu pierworodnym i diable, jakby nie było dwustuletniej już tradycji historyczno-krytycznej egzegezy Biblii. – Co się z wami stanie, jak zjecie coś zakazanego? No? – groźnym gestem wymachuje dłonią, w której dzierży kredę. – Co Bóg powiedział? – pyta. Z prawej strony zgłasza się chłopiec bez zębów mlecznych. – Ukarze śmiercią – mówi cicho. – Głośniej! – woła ksiądz Chmielewski.

Niewolnicy grzechu

Tymczasem w lesie, gdzie osiadł ksiądz doktor Trojanowski, panuje idealna cisza. Egzorcysta znalazł w starym młynie nad strumieniem miejsce, gdzie może praktykować swą wiarę i czynić swoją powinność. Ma 50 lat. Od siedmiu lat zakłada – dzięki darowiznom wiernych – pierwszy ośrodek egzorcystyczny w Polsce. „Oaza Maryi Królowej Światłości” – tak nazwał swoje centrum odnowy duchowej – to również jego powołanie. Mieszkają tu trzy młode, nieśmiałe kobiety, które pragną zostać zakonnicami. Z dziennikarzami ksiądz nie lubi rozmawiać, ale dla nas robi wyjątek.

– Nie ma tu nic widowiskowego, żadnych fajerwerków. Robię tylko to, co mój Kościół czyni od samego początku. Uwalniam ludzi od zniewoleń duchowych. Oni potrzebują pomocy w grzesznym świecie. Wierzą w różne energie, jogę, rzeczy ezoteryczne. Dzieło egzorcysty polega jedynie na pokazaniu, że Jezus istnieje – wyjaśnia. Jednak stare koło młyńskie jest niepokojąco spektakularne. Jego zęby zachodzą na siebie, jakby można nimi jeszcze mielić i miażdżyć. Jakby można było uruchomić ten ciężar i cepem oddzielać ziarno od plew. A dobro od zła. I wypluwać z trzewi gwoździe. Na schodach wisi zdjęcie uśmiechniętej młodej kobiety. Ale moment, czy to nie Anneliese Michel? – Tak, to Anneliese, modli się za mnie – mówi egzorcysta. Jest tak rozanielony, jakby przybywał z innego świata.

© Süddeutsche Zeitung

***

Anneliese Michel (1952–1976)

Studentka z bawarskiego miasteczka Klingenberg już w szkole cierpiała na ataki epilepsji, leczenie nie pomagało. Jej dziwne zachowania, pobudzenie, omamy, ataki szału (niszczyła m.in. dewocjonalia) nasunęły bardzo pobożnej rodzinie podejrzenie, że dziewczyna jest opętana. Egzorcyzmowania podjął się miejscowy proboszcz. Wraz z drugim księdzem, za zgodą biskupa, dokonał obrzędu 67 razy w ciągu roku. Tymczasem stan dziewczyny stale się pogarszał, odmawiała przyjmowania pokarmu i leków. Gdy zmarła, ważyła już tylko 31 kg. Prokuratura oskarżyła rodziców kobiety oraz egzorcystów o nieumyślne zabójstwo przez zaniedbanie. Był to jeden z najgłośniejszych procesów w historii Republiki Federalnej Niemiec. Wyrok dla każdego z oskarżonych opiewał na pół roku więzienia w zawieszeniu.

W niektórych tradycyjnych środowiskach katolickich (także w Polsce) utrzymuje się kontrowersyjny pogląd, że Anneliese dobrowolnie przyjęła na siebie cierpienia jako pokutę za cudze grzechy (tak tłumaczyli się przed sądem egzorcyści). Historia bawarskiej dziewczyny stała się tematem trzech filmów fabularnych („Egzorcyzmy Emily Rose”, „Requiem”. „Anneliese: The Exorcist Tapes”) oraz dokumentu „Egzorcyzmy Anneliese Michel”.

***

Zdjęcia do tekstu pochodzą z filmu dokumentalnego Konrada Szołajskiego „Walka z szatanem”

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną