Forum

Najciekawsze historie świata

Ludzie
8 listopada 2016

Czy bojowa poetka Birgitta Jónsdóttir zmieni Islandię?

Piratom od dawna nie chodzi już tylko o wolność informacji, prawa autorskie czy ochronę danych osobowych.
Silke Bigalke
Süddeutsche Zeitung Süddeutsche Zeitung

Lawrence Lessig, profesor prawa z Uniwersytetu Harvarda, przeprowadził się na Islandię, bo wiele sobie obiecuje po tej wyspie. – Mam nadzieję, że ten kraj pokaże całemu światu, czym jest demokracja – mówi. Kobieta, która ma pomóc w spełnieniu tych oczekiwań, stoi obok niego. Ubrana jak zwykle na czarno 49-letnia Birgitta Jónsdóttir to poetka, aktywistka internetowa, współzałożycielka islandzkiej Partii Piratów. Przed wyborami mówiło się o niej jako o kandydatce na nową premier Islandii. A ta kojarzona jest ostatnio nie tylko z wulkanem, gejzerami i fantastycznymi piłkarzami, lecz także z pozbawionymi skrupułów wikingami finansjery.

W 2008 r. na Islandii doszło do ogromnego kryzysu, splajtowały wielkie banki. A w kwietniu br. po ujawnieniu Panama Papers okazało się, że trzej członkowie rządu, w tym premier, zataili majątki trzymane w rajach podatkowych. Doszło do największych protestów w historii – zgromadziły się tysiące demonstrantów, którzy rzucali bananami w mur parlamentu. Premier ustąpił w niesławie. Ludzie żądali ponownych wyborów, natychmiast. I dostali je, ale po siedmiu miesiącach. Partie rządzące miały sporo czasu, by się podźwignąć z upadku. Na ulicach nie ma już nastrojów rewolucyjnych, nie czuć też atmosfery kampanii wyborczej.

Piraci mają siedzibę w budynku na rogu placu, o czym informuje tylko mała naklejka. Jónsdóttir omawia ze współpracownikami kolejną debatę telewizyjną, potem krótka przerwa na balkonie, kobieta gorączkowo pali papierosa, nie kończąc go – gasi. W kwietniu ludzie przed parlamentem żądali dokładnie tego, o co ona zabiega od lat: nowej konstytucji, bardziej bezpośredniej demokracji. Wyglądało na to, że wszystko jest w zasięgu ręki.

Napisz sobie konstytucję

A teraz się okazało, że trzej ministrowie, którzy ustąpili w związku z Panama Papers, ponownie startują w wyborach i chcą pozostać w parlamencie. Bjarni Benediktsson, były szef resortu finansów, ma szanse zostać premierem. Ogromnym sukcesem okazał się jego klip wyborczy, w którym piecze dla syna tort z żółtym pisklakiem na wierzchu. Ach, jaki z niego rodzinny gość! Plakaty, które w kwietniu ukazywały go jako mafiosa, znikły z widoku.

Partia Niepodległości, którą Benediktsson reprezentuje (i która wygrała wybory), jest najstarszą partią Islandii. Islandczycy od dawna wiedzą, że to partia bogatych. Tyle tylko, iż po kwietniu ludzie stracili pewność, że chcą całkiem nowej Islandii. Może ta stara nie była taka zła? Przecież gospodarka ma doskonałe wyniki. Także Jónsdóttir się zmieniła. Tuż przed wyborami przestała powtarzać, że nie chce zostać premierem. Ale i tak Partia Piratów uzyskała wynik poniżej oczekiwań.

Piratom od dawna nie chodziło już tylko o wolność informacji, prawa autorskie czy ochronę danych osobowych. Chcieli pokazać ludziom, że nie muszą się godzić na rząd, który im się nie podoba. – Widzimy, że teraz w Europie źle się dzieje – mówi Birgitta o prawicowych populistach. Chce być na przeciwnym biegunie do Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych czy AfD w Niemczech.

Islandczycy to ludzie zaangażowani. Lewicowy rząd wybrał losowo tysiąc osób, by określiły podstawowe wartości w islandzkiej polityce. Następnie wszyscy obywatele wybrali 25-osobowy „parlament”, który miał wpisać te wartości do nowej konstytucji. Swoje projekty wrzucali do internetu, następnie zamieszczali poprawki w komentarzach. Tak powstała pierwsza crowdsourcingowa konstytucja na świecie. Potem dwie trzecie wyborców uznało ją w referendum za fundament nowej ustawy zasadniczej. Na razie prawdziwy parlament nie zajął się tą inicjatywą.

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną