Forum

Najciekawsze historie świata

Historia
26 września 2019

Polskie ślady w Holandii

Szlakiem Czarnej Dywizji i Spadochroniarzy

Pierwsza Dywizja Pancerna gen. Stanisława Maczka oraz Samodzielna Brygada Spadochronowa gen. Stanisława Sosabowskiego odegrały decydującą rolę w wyzwoleniu Holandii.
Paweł Moskalewicz

Pierwszą Dywizję Pancerną powołał w 1942 roku w Wielkiej Brytanii naczelny wódz polskich sił zbrojnych, gen. Władysław Sikorski. Licząca ok. 16 tysięcy żołnierzy oraz kilkaset czołgów jednostka na początku szkoliła się i osłaniała wybrzeża Szkocji przed ewentualną próbą niemieckiego desantu. Chrzest bojowy przeszła podczas lądowania w Normandii w 1944 roku, gdzie odegrała decydującą rolę podczas bitwy pod Falaise. Polacy brali udział w operacji okrążenia poważnych niemieckich sił, lecz na skutek hitlerowskiej kontrofensywy sami znaleźli się w okrążeniu. Bohatersko wytrzymali niemieckie ataki, dzięki czemu aliantom udało się ostatecznie zniszczyć zgrupowania Wehrmachtu i SS. Po bitwie marszałek Bernard Montgomery miał powiedzieć z uznaniem: Polacy byli niczym korek, którym zamknęliśmy Niemców w butelce.

Później dywizja ruszyła w pościg za uciekającymi Niemcami i brała udział w wyzwalaniu Belgii, zdobywając m.in. miasta Ypres i Tielt oraz biorąc udział w bitwie o Gandawę. Silna obrona Kanału Gandawskiego zmusiła sojuszników (przede wszystkim oddziały kanadyjskie i polskie) do wielkiej operacji oskrzydlającej, która przeszła do historii pod nazwą bitwy nad Skaldą. Alianci chcieli zająć miasto Terneuzen, ale wobec jego silnej obrony musieli zaatakować dwie miejscowości położone w pobliżu. Jedną z nich było miasteczko Axel, którego zdobycie przypadło żołnierzom Maczka. Pod nieustającym niemieckim ogniem polscy saperzy zbudowali most, którym dywizja uderzyła w bok niemieckiego zgrupowania, zmuszając Niemców do wycofania się.

Po kilku dniach odpoczynku Polacy otrzymali od naczelnego dowództwa aliantów rozkaz opanowania stolicy Brabancji – Bredy. Dla generała Maczka było jasne, że frontalny atak na silnie bronione miasto zakończy się jego zniszczeniem oraz poważnymi stratami wśród ludności cywilnej. Wydał więc rozkaz obejścia Bredy i zaatakowania jej z zupełnie innej strony, niż spodziewało się niemieckie dowództwo. Plan powiódł się w pełni – Polacy zajęli Bredę bez strat wśród cywilów.

Po zdobyciu stolicy Polacy toczyli ciężkie walki o Moerdijk, które zajęli ostatecznie w listopadzie 1944 roku. Wiosną 1945 roku Dywizja Pancerna wzięła udział w ostatecznej ofensywie aliantów na Niemcy. W kwietniu 1945 roku Polacy przekroczyli niemiecką granicę i uderzyli w kierunku silnie bronionego Kanału Nadbrzeżnego. W tym samym czasie Dywizji udało się oswobodzić położony tuż za holenderską granicą obóz jeniecki w Oberlangen (będący w zasadzie obozem pracy przymusowej), gdzie przetrzymywano blisko dwa tysiące kobiet i dziewcząt służących w Armii Krajowej, które trafiły do niemieckiej niewoli głównie po upadku Powstania Warszawskiego. Ostatecznie swój szlak bojowy pancerniacy od Maczka zakończyli w niemieckim Wilhelmshaven, gdzie przyjęli kapitulację niemieckiej floty i kilku dywizji piechoty i które okupowali aż do 1947 roku.

O jeden most za daleko

Niemniej bohaterską rolę odegrała w wyzwoleniu Holandii Samodzielna Brygada Spadochronowa pod dowództwem gen. Stanisława Sosabowskiego. Również sformowano ją w Wielkiej Brytanii na rozkaz gen. Sikorskiego, mimo to od początku jednostka miała bardzo specjalny status – jako jedyna część Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie podlegała wyłącznie naczelnemu wodzowi i rządowi RP, nie wchodząc w skład brytyjskich sił zbrojnych. Założeniem, które od początku przyświecało sformowaniu brygady spadochronowej, było jej wykorzystanie do wsparcia antyniemieckiego powstania w kraju. Brytyjczyków drażnił ten status, więc jak mogli oszczędzali na przydzielonym Polakom sprzęcie i możliwości szkoleń. Niemniej w 1944 roku stan osobowy jednostki przekroczył dwa tysiące gotowych do walki żołnierzy. Jednak wzrost liczebności brygady ani zapał Polaków nie przełożyły się na szczęście jednostki. Wobec podziału stref operacyjnych pomiędzy zachodnimi aliantami a ZSRR (w jego strefie działań znalazło się terytorium Polski), brytyjskie dowództwo odmówiło zrzutu Brygady nad walczącą powstańczą Warszawą. Po czym zażądało podporządkowania jednostki dowództwu aliantów i użycia jej na froncie zachodnim. Polski rząd w Londynie próbował negocjować warunki użycia Brygady, lecz Brytyjczycy odrzucili wszystkie polskie postulaty. Nie chcąc doprowadzić do katastrofy w stosunkach z sojusznikiem, polski rząd ostatecznie zgodził się na bezwarunkowe podporządkowanie Brygady dowództwu aliantów i użycie jej w walkach na froncie zachodnim. Brytyjczycy zdecydowali o zrzucie polskiej SBS pod holenderskim Arnhem w ramach wielkiej operacji Market Garden, w ramach której alianci chcieli uchwycić mosty, pozwalające na kontynuowanie ofensywy przeciwko Niemcom. Już na etapie planowania dowódca Brygady, gen. Sosabowski, protestował przeciwko rzuceniu Polaków w sam środek walki bez żadnego rozpoznania i przygotowania, jednak Brytyjczycy postawili na swoim. We wrześniu 1944 roku Brygada w skrajnie trudnych warunkach została zrzucona w rejonie Driel, zmagając się z fatalną pogodą i ciężkim niemieckim ostrzałem. Ostatecznie na ziemi znalazła się tylko część jednostki – mniej więcej 30 proc. samolotów zawróciło do Anglii, nie dokonując zrzutu. Polacy prowadzili walkę z przeważającymi siłami niemieckimi, usiłując przyjść na pomoc okrążonym siłom brytyjskim. Wobec braku możliwości przeprawienia się na drugi brzeg Renu Polacy ponieśli duże straty, lecz nie wypełnili brytyjskich założeń strategicznych. Bitwa została przegrana, a odpowiedzialność brytyjscy dowódcy postanowili zrzucić na gen. Sosabowskiego. Brygada została wycofana do Anglii, a jej twórca i dowódca został odwołany ze stanowiska.

Krzywda, która spotkała gen. Sosabowskiego, nie umknęła uwagi miejscowych Holendrów, którzy widzieli, z jaką odwagą i poświęceniem Polacy z SBS walczyli na ich ziemi. Ostatecznie pomimo brytyjskich oporów udało się dowieść historycznej prawdy i odpowiednio uhonorować Sosabowskiego i jego żołnierzy.

***

Dziękuję fundacji Liberation Route Europe za pomoc w przygotowaniu artykułu.

***

Żołnierski los

Henryk Rećko miał 14 lat, gdy 1 września 1939 roku hitlerowskie Niemcy zaatakowały Polskę, a 17 września ich radzieccy sojusznicy wkroczyli od wschodu na tereny Rzeczpospolitej. Młody Henryk – podobnie jak tysiące innych nastolatków – został ujęty przez Rosjan i wysłany transportem do Moskwy. Po kilku tygodniach w stolicy ZSRR został znów załadowany w transport i wysłany tysiące kilometrów na wschód, by w końcu dotrzeć do Władywostoku na wybrzeżu Oceanu Spokojnego. Wraz z dwoma kolegami Henryk postanowił uciekać, by nie skończyć już na zawsze na dalekiej rosyjskiej Syberii. Zaplanowali brawurową ucieczkę i choć brzmi to nieprawdopodobnie, przeprawili się tysiące kilometrów do Afganistanu, a potem do Iranu. Tam spotkali oddział Australijczyków, który przygarnął ich i zabrał ze sobą do Bagdadu w Iraku, a potem do Damaszku w Syrii. Stamtąd trafili do Palestyny, a potem do Egiptu. Choć mieli już za sobą wyprawę przez całą Azję, to nie był koniec epopei. W Egipcie Henrykowi udało się załapać na okręt do Brazylii, a stamtąd do Nowego Jorku. Kilka miesięcy później przeprawił się do Wielkiej Brytanii, gdzie wstąpił do Polskich Sił Zbrojnych. Po przeszkoleniu został wcielony w skład Pierwszej Dywizji Pancernej generała Maczka i brał udział jako czołgista w lądowaniu w Normandii oraz walkach o wyzwolenie Europy Zachodniej. Walczył w Belgii i Holandii, ranny trafił na kwaterę do holenderskiej rodziny Snelsów, z którymi się zaprzyjaźnił. Później brał udział w ostatecznym ataku na Niemcy, służył w siłach okupacyjnych, cały czas marząc o powrocie do Polski. Jednak zmiana systemu udaremniła te plany – na polskich żołnierzy walczących na Zachodzie nie czekano nad Wisłą z otwartymi ramionami. Henryk zdecydował się pozostać w Holandii. Oświadczył się córce państwa Snelsów, młodzi pobrali się, młody polski żołnierz dostał holenderskie obywatelstwo. Zmarł w 1999 roku w wieku 74 lat. Dziś jego holenderska wnuczka, choć nie mówi ani słowa po polsku, podtrzymuje pamięć o dziadku i działa jako wolontariuszka na rzecz zachowania pamięci o polskich wyzwolicielach Holandii.

Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną